czwartek, 24 lutego 2022

Adler - dziennik 24.02.2022

 Jak wspomniałem w poprzednim poście zacząłem czytać książkę - Bóg ukryty Wiktora Frankla. Próbuję teraz cokolwiek zrozumieć z tej lektur sobie pomyślałem - piszę o psychologii, dobrze, ale skąd się ta nauka wzięła.

              Wilhelm Wundt - źródło zapomniałem.

Jak większości ludzi skojarzył mi się Froud, ale przecież na studiach dowiedziałem się, że za twórcę, ojca współczesnej psychologii uważa się Wilhelma Wundta. On wprowadził metody eksperymentalne do badań natury człowieka. Odzielił psychologię od filozofii, uczynił dyscypliną naukową.
Dzisiaj przyzwyczailiśmy się do różnych testów o charakterze psychologicznym.
Spotykamy się z nimi nie tylko w gabinecie psychologa ale i w mediach. Na ile te testy i eksperymenty naukowe są wiarygodne? Myślę, że w bardzo dużym stopniu tak. Natomiast te publikowane w mediach np. w tygodnikach lub eksperymenty w programach telewizyjnych mogą zamącić komuś w głowie


Jak wspomniałem w poprzednim poście zacząłem czytać książkę - Bóg ukryty Wiktora Frankla. Próbuję teraz cokolwiek zrozumieć z tej lektur sobie pomyślałem - piszę o psychologii, dobrze, ale skąd się ta nauka wzięła.
Jak większości ludzi skojarzył mi się Froud, ale przecież na studiach dowiedziałem się, że za twórcę, ojca współczesnej psychologii uważa się Wilhelma Wundta. On wprowadził metody eksperymentalne do badań natury człowieka. Odzielił psychologię od filozofii, uczynił dyscypliną naukową.
Dzisiaj przyzwyczailiśmy się do różnych testów o charakterze psychologicznym.
Spotykamy się z nimi nie tylko w gabinecie psychologa ale i w mediach. Na ile te testy i eksperymenty naukowe są wiarygodne? Myślę, że w bardzo dużym stopniu tak. Natomiast te publikowane w mediach np. w tygodnikach lub eksperymenty w programach telewizyjnych mogą zamącić komuś w głowie.

Będę posługiwał się głównie cytatami z Frankla /druk pochyły/ i przytaczał swoje refleksje w odniesieniu do każdej ze szkół filozoficznych o oraz zastanowię się co z głównych myśli danej szkoły może być przydatnych dla mnie. Oczywiście będzie to punkt widzenia laika i na pewno będę się mylić.

Myślałem że jestem taki mądry nie tylko w sprawach alkoholizmu ale i innych. Pomyliłem się w obu przypadkach.

Arthur Schnitzler, słynny wiedeński poeta współczesnyZygmuntowi
Freudowi, powiedział kiedyś
, że istnieją tylko trzy
cnoty: obiektywizm,
odwaga oraz poczucie
odpowiedzialności.Byłoby
interesujące przyporządkować każdej z tych cnót
filozofię jednej z trzech
szkół psychoterapii
zrodzonych na gruncie
wiedeńskim.

i tak -

Jeśli chodzi ocnotę odwagi, niewątpliwie najłatwiej przypisaćjej założenia psychologii
adlerowskiej. Wyznawcy tej
szkoły całe postępowanie
terapeutyczne sprowadzają przecież do próby ośmielenia pacjenta. Oś
mielenie to ma służyć
jednemu celowi:przezwycię
żeniu przez pacjenta
poczucia niższości, które
psychologia adlerowska
uważa za czynnik
zdecydowanie chorobotwórczy.

Nabyty sposób życia w dzieciństwie w wieku 4-5 przenosi się na sposób dorosły. Często chce wykorzystać swoje słabości do rządzenia otoczeniem. Inni chcą dorównać do lepszych doskonaląc się. Mnie interesuje to że Adler uważa, że człowiek jest związany ze społeczeństwem. Jeśli pracuje dla niego osiąga satysfakcję z życia. Sam głupieje. Nie darmo się mówi o nawykach starej panny. Dla mnie dużą wartością było budowanie małżeństwa i wychowanie Córki. Też praca jako pomagacz dawała mi dużo satysfakcji. Zresztą każda praca jest pracą dla społeczeństwa ekspedient, inżynier, pracownik ochrony pracują na rzecz innych. Przez to czują się potrzebni, a także praca pozwala im na kontakty społeczne. W tym sensie praca ma znaczenie terapeutyczne. Mi jest w tej chwili ciężko żyć bo czuję się samotny i bezużyteczny trochę.

Też przy wychodzeniu z alkoholizmu inni ludzie są potrzebni. Czy będą to Anonimowi Alkoholicy, czy terapeuta. Są niby przypadki że niepijący alkoholicy są abstynentami sami z siebie. Jak to wygląda? Trzeba by się bliżej przyjrzeć, czy np . mają dużą satysfakcję  z życia?

Praca z klientem tutaj polega tutaj na zbadaniu stylu życia klienta wypracowanego w dzieciństwie i poszukiwaniu sposobu do osiągnięcia celu, który który zmieni jego życie na lepsze. Tak jak pisałem - bez przyjęcia jakiegoś CELU w życiu nie ma prawdziwego trzeźwienia. Mi właśnie brakuje teraz tego celu.

Jeśli chodzi o poczucie niższości to do końca nie wiem. Z jednej strony byłem dołowany przez przez Babkę z drugiej hołubiony przez Ciotkę co wykorzystywałem. Nie miałem za bardzo bliskiego kontaktu z Mamą, nie umiała ona okazywać uczuć, miała to chyba po swojej Mamie. Dzisiaj czasami - ja biedny żuczek. Może za bardzo oczekuję od innych akceptacji? a na pewno zrozumienia.

Poczucie niższości kojarzy mi się z nieśmiałością i nadmiernym wstydem. Np. w sporcie byłem noga przez co czułem się gorszy. A można było się doskonalić w tej dziedzinie, trochę to robiłem, jedziłem na rowerze w dalekie trasy. Dzisiaj czasami, ale rzadko wycofuję się.
Miałem jednak odwagę przeciwstawić się grupie gdy wierzyłem w swoje racje, szedłem własną drogą, w przypadku picia raczej zgubną. Córka przejęła tę cechę, nie ulegała i nie ulega myślę złym wpływom otoczenia.

Nieśmiałość udało mi się przezwyciężyć w wieku dorosłym. Jak? Np. jak miałem załatwić jaką sprawę, lub wystąpić w większym gronie /np. na mitingu AA, czy na posiedzeniu rady miasta gdzie występowałem, jako przedstawiciel Klubu  Abstynenta/ przygotowywałem sobie scenariusz moich zachowań i celem było zrealizowanie go, jak aktor w teatrze. Potem jak w telewizji brałem udział w teleturnieju "Jeden z dziesięciu" i jak odpadłem w pierwszej rundzie nie czułem się specjalnie gorszym.

Byłem też nieśmiały wobec kobiet, a jednak poderwałem jakoś moją Żonę.

Poczucie niższości na pewno zmniejszało się poprzez picie alkoholu, doznawałem akceptacji w swojej grupie. Poczucie akceptacji przez otoczenie jest bardzo potrzebne człowiekowi.

Dzisiaj trochę odczuwam poczucie wstydu wobec kolegów, którzy utrzymują długo abstynencję oraz klientów z którymi pracowałem.

Cel, jak mówiłem trudno mi znaleźć. Może wyznaczać sobie cele cząstkowe?
Np. napisanie postu, telefony do Gospodarza w sprawie mieszkania, lektura, która pomoże mi w dalszym życiu.

https://pl.m.wikipedia.org/wiki/Psychologia_indywidualna

https://www.greelane.com/pl/nauka-tech-math/nauki-spo%c5%82eczne/adlerian-therapy-stages-4173522/

http://psychotherapyyy.blogspot.com/2010/01/psychoterapia-integratywna-adlera.html?m=1

Zabierałem się do tego postu jak pies do jeża, ale się wciągnąłem i poczułem odrobinę satysfakcji, może ta lektura będzie pomocna w dalszym życiu i może komuś przydadzą się moje doświadczenia, jak pisałem dobrze jest być pożytecznym. Może będę bardziej odważny?

Jak wspomniałem w poprzednim poście zacząłem czytać książkę - Bóg ukryty Wiktora Frankla. Próbuję teraz cokolwiek zrozumieć z tej lektur sobie pomyślałem - piszę o psychologii, dobrze, ale skąd się ta nauka wzięła.
Jak większości ludzi skojarzył mi się Froud, ale przecież na studiach dowiedziałem się, że za twórcę, ojca współczesnej psychologii uważa się Wilhelma Wundta. On wprowadził metody eksperymentalne do badań natury człowieka. Odzielił psychologię od filozofii, uczynił dyscypliną naukową.
Dzisiaj przyzwyczailiśmy się do różnych testów o charakterze psychologicznym.
Spotykamy się z nimi nie tylko w gabinecie psychologa ale i w mediach. Na ile te testy i eksperymenty naukowe są wiarygodne? Myślę, że w bardzo dużym stopniu tak. Natomiast te publikowane w mediach np. w tygodnikach lub eksperymenty w programach telewizyjnych mogą zamącić komuś w głowie.

Będę posługiwał się głównie cytatami z Frankla /druk pochyły/ i przytaczał swoje refleksje w odniesieniu do każdej ze szkół filozoficznych o oraz zastanowię się co z głównych myśli danej szkoły może być przydatnych dla mnie. Oczywiście będzie to punkt widzenia laika i na pewno będę się mylić.

Myślałem że jestem taki mądry nie tylko w sprawach alkoholizmu ale i innych. Pomyliłem się w obu przypadkach.

Arthur Schnitzler, słynny wiedeński poeta współczesnyZygmuntowi
Freudowi, powiedział kiedyś
, że istnieją tylko trzy
cnoty: obiektywizm,
odwaga oraz poczucie
odpowiedzialności.Byłoby
interesujące przyporządkować każdej z tych cnót
filozofię jednej z trzech
szkół psychoterapii
zrodzonych na gruncie
wiedeńskim.

i tak -

Jeśli chodzi ocnotę odwagi, niewątpliwie najłatwiej przypisaćjej założenia psychologii
adlerowskiej. Wyznawcy tej
szkoły całe postępowanie
terapeutyczne sprowadzają przecież do próby ośmielenia pacjenta. Oś
mielenie to ma służyć
jednemu celowi:przezwycię
żeniu przez pacjenta
poczucia niższości, które
psychologia adlerowska
uważa za czynnik
zdecydowanie chorobotwórczy.

Nabyty sposób życia w dzieciństwie w wieku 4-5 przenosi się na sposób dorosły. Często chce wykorzystać swoje słabości do rządzenia otoczeniem. Inni chcą dorównać do lepszych doskonaląc się. Mnie interesuje to że Adler uważa, że człowiek jest związany ze społeczeństwem. Jeśli pracuje dla niego osiąga satysfakcję z życia. Sam głupieje. Nie darmo się mówi o nawykach starej panny. Dla mnie dużą wartością było budowanie małżeństwa i wychowanie Córki. Też praca jako pomagacz dawała mi dużo satysfakcji. Zresztą każda praca jest pracą dla społeczeństwa ekspedient, inżynier, pracownik ochrony pracują na rzecz innych. Przez to czują się potrzebni, a także praca pozwala im na kontakty społeczne. W tym sensie praca ma znaczenie terapeutyczne. Mi jest w tej chwili ciężko żyć bo czuję się samotny i bezużyteczny trochę.

Też przy wychodzeniu z alkoholizmu inni ludzie są potrzebni. Czy będą to Anonimowi Alkoholicy, czy terapeuta. Są niby przypadki że niepijący alkoholicy są abstynentami sami z siebie. Jak to wygląda? Trzeba by się bliżej przyjrzeć, czy np . mają dużą satysfakcję  z życia?

Praca z klientem tutaj polega tutaj na zbadaniu stylu życia klienta wypracowanego w dzieciństwie i poszukiwaniu sposobu do osiągnięcia celu, który który zmieni jego życie na lepsze. Tak jak pisałem - bez przyjęcia jakiegoś CELU w życiu nie ma prawdziwego trzeźwienia. Mi właśnie brakuje teraz tego celu.

Jeśli chodzi o poczucie niższości to do końca nie wiem. Z jednej strony byłem dołowany przez przez Babkę z drugiej hołubiony przez Ciotkę co wykorzystywałem. Nie miałem za bardzo bliskiego kontaktu z Mamą, nie umiała ona okazywać uczuć, miała to chyba po swojej Mamie. Dzisiaj czasami - ja biedny żuczek. Może za bardzo oczekuję od innych akceptacji? a na pewno zrozumienia.

Poczucie niższości kojarzy mi się z nieśmiałością i nadmiernym wstydem. Np. w sporcie byłem noga przez co czułem się gorszy. A można było się doskonalić w tej dziedzinie, trochę to robiłem, jedziłem na rowerze w dalekie trasy. Dzisiaj czasami, ale rzadko wycofuję się.
Miałem jednak odwagę przeciwstawić się grupie gdy wierzyłem w swoje racje, szedłem własną drogą, w przypadku picia raczej zgubną. Córka przejęła tę cechę, nie ulegała i nie ulega myślę złym wpływom otoczenia.

Nieśmiałość udało mi się przezwyciężyć w wieku dorosłym. Jak? Np. jak miałem załatwić jaką sprawę, lub wystąpić w większym gronie /np. na mitingu AA, czy na posiedzeniu rady miasta gdzie występowałem, jako przedstawiciel Klubu  Abstynenta/ przygotowywałem sobie scenariusz moich zachowań i celem było zrealizowanie go, jak aktor w teatrze. Potem jak w telewizji brałem udział w teleturnieju "Jeden z dziesięciu" i jak odpadłem w pierwszej rundzie nie czułem się specjalnie gorszym.

Byłem też nieśmiały wobec kobiet, a jednak poderwałem jakoś moją Żonę.

Poczucie niższości na pewno zmniejszało się poprzez picie alkoholu, doznawałem akceptacji w swojej grupie. Poczucie akceptacji przez otoczenie jest bardzo potrzebne człowiekowi.

Dzisiaj trochę odczuwam poczucie wstydu wobec kolegów, którzy utrzymują długo abstynencję oraz klientów z którymi pracowałem.

Cel, jak mówiłem trudno mi znaleźć. Może wyznaczać sobie cele cząstkowe?
Np. napisanie postu, telefony do Gospodarza w sprawie mieszkania, lektura, która pomoże mi w dalszym życiu.

https://pl.m.wikipedia.org/wiki/Psychologia_indywidualna

https://www.greelane.com/pl/nauka-tech-math/nauki-spo%c5%82eczne/adlerian-therapy-stages-4173522/

http://psychotherapyyy.blogspot.com/2010/01/psychoterapia-integratywna-adlera.html?m=1

Zabierałem się do tego postu jak pies do jeża, ale się wciągnąłem i poczułem odrobinę satysfakcji, może ta lektura będzie pomocna w dalszym życiu i może komuś przydadzą się moje doświadczenia, jak pisałem dobrze jest być pożytecznym. Może będę bardziej odważny?


Będę posługiwał się głównie cytatami z Frankla /druk pochyły/ i przytaczał swoje refleksje w odniesieniu do każdej ze szkół filozoficznych o oraz zastanowię się co z głównych myśli danej szkoły może być przydatnych dla mnie. Oczywiście będzie to punkt widzenia laika i na pewno będę się mylić.

Myślałem że jestem taki mądry nie tylko w sprawach alkoholizmu ale i innych. Pomyliłem się w obu przypadkach.

Arthur Schnitzler, słynny wiedeński poeta współczesnyZygmuntowi
Freudowi, powiedział kiedyś
, że istnieją tylko trzy
cnoty: obiektywizm,
odwaga oraz poczucie
odpowiedzialności.Byłoby
interesujące przyporządkować każdej z tych cnót
filozofię jednej z trzech
szkół psychoterapii
zrodzonych na gruncie
wiedeńskim.

i tak -

Jeśli chodzi ocnotę odwagi, niewątpliwie najłatwiej przypisaćjej założenia psychologii
adlerowskiej. Wyznawcy tej
szkoły całe postępowanie
terapeutyczne sprowadzają przecież do próby ośmielenia pacjenta. Oś
mielenie to ma służyć
jednemu celowi:przezwycię
żeniu przez pacjenta
poczucia niższości, które
psychologia adlerowska
uważa za czynnik
zdecydowanie chorobotwórczy.

Nabyty sposób życia w dzieciństwie w wieku 4-5 przenosi się na sposób dorosły. Często chce wykorzystać swoje słabości do rządzenia otoczeniem. Inni chcą dorównać do lepszych doskonaląc się. Mnie interesuje to że Adler uważa, że człowiek jest związany ze społeczeństwem. Jeśli pracuje dla niego osiąga satysfakcję z życia. Sam głupieje. Nie darmo się mówi o nawykach starej panny. Dla mnie dużą wartością było budowanie małżeństwa i wychowanie Córki. Też praca jako pomagacz dawała mi dużo satysfakcji. Zresztą każda praca jest pracą dla społeczeństwa ekspedient, inżynier, pracownik ochrony pracują na rzecz innych. Przez to czują się potrzebni, a także praca pozwala im na kontakty społeczne. W tym sensie praca ma znaczenie terapeutyczne. Mi jest w tej chwili ciężko żyć bo czuję się samotny i bezużyteczny trochę.

Też przy wychodzeniu z alkoholizmu inni ludzie są potrzebni. Czy będą to Anonimowi Alkoholicy, czy terapeuta. Są niby przypadki że niepijący alkoholicy są abstynentami sami z siebie. Jak to wygląda? Trzeba by się bliżej przyjrzeć, czy np . mają dużą satysfakcję  z życia?

Praca z klientem tutaj polega tutaj na zbadaniu stylu życia klienta wypracowanego w dzieciństwie i poszukiwaniu sposobu do osiągnięcia celu, który który zmieni jego życie na lepsze. Tak jak pisałem - bez przyjęcia jakiegoś CELU w życiu nie ma prawdziwego trzeźwienia. Mi właśnie brakuje teraz tego celu.

Jeśli chodzi o poczucie niższości to do końca nie wiem. Z jednej strony byłem dołowany przez przez Babkę z drugiej hołubiony przez Ciotkę co wykorzystywałem. Nie miałem za bardzo bliskiego kontaktu z Mamą, nie umiała ona okazywać uczuć, miała to chyba po swojej Mamie. Dzisiaj czasami - ja biedny żuczek. Może za bardzo oczekuję od innych akceptacji? a na pewno zrozumienia.

Poczucie niższości kojarzy mi się z nieśmiałością i nadmiernym wstydem. Np. w sporcie byłem noga przez co czułem się gorszy. A można było się doskonalić w tej dziedzinie, trochę to robiłem, jedziłem na rowerze w dalekie trasy. Dzisiaj czasami, ale rzadko wycofuję się.
Miałem jednak odwagę przeciwstawić się grupie gdy wierzyłem w swoje racje, szedłem własną drogą, w przypadku picia raczej zgubną. Córka przejęła tę cechę, nie ulegała i nie ulega myślę złym wpływom otoczenia.

Nieśmiałość udało mi się przezwyciężyć w wieku dorosłym. Jak? Np. jak miałem załatwić jaką sprawę, lub wystąpić w większym gronie /np. na mitingu AA, czy na posiedzeniu rady miasta gdzie występowałem, jako przedstawiciel Klubu  Abstynenta/ przygotowywałem sobie scenariusz moich zachowań i celem było zrealizowanie go, jak aktor w teatrze. Potem jak w telewizji brałem udział w teleturnieju "Jeden z dziesięciu" i jak odpadłem w pierwszej rundzie nie czułem się specjalnie gorszym.

Byłem też nieśmiały wobec kobiet, a jednak poderwałem jakoś moją Żonę.

Poczucie niższości na pewno zmniejszało się poprzez picie alkoholu, doznawałem akceptacji w swojej grupie. Poczucie akceptacji przez otoczenie jest bardzo potrzebne człowiekowi.

Dzisiaj trochę odczuwam poczucie wstydu wobec kolegów, którzy utrzymują długo abstynencję oraz klientów z którymi pracowałem.

Cel, jak mówiłem trudno mi znaleźć. Może wyznaczać sobie cele cząstkowe?
Np. napisanie postu, telefony do Gospodarza w sprawie mieszkania, lektura, która pomoże mi w dalszym życiu no i oczywiście kontakt z AA  i terapeutą, jak zostałbym w moim mieście.

https://pl.m.wikipedia.org/wiki/Psychologia_indywidualna

https://www.greelane.com/pl/nauka-tech-math/nauki-spo%c5%82eczne/adlerian-therapy-stages-4173522/

http://psychotherapyyy.blogspot.com/2010/01/psychoterapia-integratywna-adlera.html?m=1

Zabierałem się do tego postu jak pies do jeża, ale się wciągnąłem i poczułem odrobinę satysfakcji, może ta lektura będzie pomocna w dalszym życiu i może komuś przydadzą się moje doświadczenia, jak pisałem dobrze jest być pożytecznym. Może będę bardziej odważny?









Sny itp. - dziennik 24.02.2022

 


Dzisiaj chyba nic mi nie jest, ale jestem jakiś taki nijaki nie widzę sensu w siedzeniu tutaj, pisaniu i w ogóle w moim dalszym życiu  - nic mi się nie chce. Do obiadu leżałem w łóżku. Pęcherz wariuje. 

Sen - źródło - pixbay.com




Umartwiam się co będzie po wyjściu. Do szpitala się przyzwyczaiłem, chociaż różnie tu jest, ale co dalej? Kiedyś trzeba wyjść. Czy Gospodarz mnie przygarnie. Na odwyk nie mogę od razu pojechać - nie mam pampersów, butów i ubrania.

Wczoraj znowu odczułem związek ciała, myślenia i uczuć. Od rana wybitnie źle się czujem  - żołądek i biegunka, może wrzód się ujawnia. Jeszcze to pieczenie w ustach, stan zapalny. Nie mogłem nic robić. Jeszcze palę i piję kawę, co jak wiadomo pogarsza sytuacjęNiby dostaję jakieś leki na to, ale nie wiem jakie. Z⁹ lekarzem trudno się rozmawia i ostatnio mojego ciągle nie ma.
Sikanie straszne
 
Sny bardzo dziwne -
Chyba córka Kaczyńskiego wychodziła mąż, byli obaj Kaczyńscy i jakiś bandyta na czele bandy zastrzelił młodych była jakaś druga banda a bandyta jakby się nawrócił.

Potem obaj Kaczyńscy obaj podnosili płytę nagrobną młodych.

Córka chciała skuter, a ja przepiłem kupę pieniędzy - tak nawiasem to przepiłem więcej z domu - czemu ja taki głupi.

Czym są  sny? zacząłem się zastanawiać, ale to inny temat. Czy zwierzęta też śnią?

https://wiadomosci-onet-pl.cdn.ampproject.org/v/s/wiadomosci.onet.pl/kiosk/o-czym-snia-zwierzeta/95ex2.amp?amp_js_v=a6&amp_gsa=1&usqp=mq331AQKKAFQArABIIACAw%3D%3D#aoh=16456390466910&referrer=https%3A%2F%2Fwww.google.com&amp_tf=%C5%B9r%C3%B3d%C5%82o%3A%20%251%24s&ampshare=https%3A%2F%2Fwiadomosci.onet.pl%2Fkiosk%2Fo-czym-snia-zwierzeta%2F95ex2

Że stowarzyszenia Humaneo dzwonił przedstawiciel, zaproponował spotkanie i ewentualnie może staż za 1500, a potem praca na umowę, zobaczymy może to ma sens, ale gdzie mieszkać?

Zacząłem aktualizować swoje CV i teksty do ewentualnych pracodawców. Z przerażeniem zauważyłem, tak jak przy okazji przeglądania starych postów i maili, o czym przypomniał mi mój znajomy Terapeuta, że wszystko już było. Ten ciąg trwa już parę ładnych lat, jak zresztą już pisałem. W kółko parę zakładów pracy, schroniska, stancje i szpital.
Tylko teraz o konsekwencje straty nieporównywalne. Ciągle nie wiem, czy z tego wyjdę. To mnie dobija.

Do tego dochodzi sytuacja na Ukrainie - nie wiem na ile - odpukać będzie to rzutować na Polskę i na mnie.


Sny itp. - dziennik 24.02.2022

 


Dzisiaj chyba nic mi nie jest, ale jestem jakiś taki nijaki nie widzę sensu w siedzeniu tutaj, pisaniu i w ogóle w moim dalszym życiu  - nic mi się nie chce. Do obiadu leżałem w łóżku. Pęcherz wariuje. 

Sen - źródło - pixbay.com




Umartwiam się co będzie po wyjściu. Do szpitala się przyzwyczaiłem, chociaż różnie tu jest, ale co dalej? Kiedyś trzeba wyjść. Czy Gospodarz mnie przygarnie. Na odwyk nie mogę od razu pojechać - nie mam pampersów, butów i ubrania.

Wczoraj znowu odczułem związek ciała, myślenia i uczuć. Od rana wybitnie źle się czujem  - żołądek i biegunka, może wrzód się ujawnia. Jeszcze to pieczenie w ustach, stan zapalny. Nie mogłem nic robić. Jeszcze palę i piję kawę, co jak wiadomo pogarsza sytuacjęNiby dostaję jakieś leki na to, ale nie wiem jakie. Z⁹ lekarzem trudno się rozmawia i ostatnio mojego ciągle nie ma.
Sikanie straszne
 
Sny bardzo dziwne -
Chyba córka Kaczyńskiego wychodziła mąż, byli obaj Kaczyńscy i jakiś bandyta na czele bandy zastrzelił młodych była jakaś druga banda a bandyta jakby się nawrócił.

Potem obaj Kaczyńscy obaj podnosili płytę nagrobną młodych.

Córka chciała skuter, a ja przepiłem kupę pieniędzy - tak nawiasem to przepiłem więcej z domu - czemu ja taki głupi.

Czym są  sny? zacząłem się zastanawiać, ale to inny temat. Czy zwierzęta też śnią?

https://wiadomosci-onet-pl.cdn.ampproject.org/v/s/wiadomosci.onet.pl/kiosk/o-czym-snia-zwierzeta/95ex2.amp?amp_js_v=a6&amp_gsa=1&usqp=mq331AQKKAFQArABIIACAw%3D%3D#aoh=16456390466910&referrer=https%3A%2F%2Fwww.google.com&amp_tf=%C5%B9r%C3%B3d%C5%82o%3A%20%251%24s&ampshare=https%3A%2F%2Fwiadomosci.onet.pl%2Fkiosk%2Fo-czym-snia-zwierzeta%2F95ex2

Że stowarzyszenia Humaneo dzwonił przedstawiciel, zaproponował spotkanie i ewentualnie może staż za 1500, a potem praca na umowę, zobaczymy może to ma sens, ale gdzie mieszkać?

Zacząłem aktualizować swoje CV i teksty do ewentualnych pracodawców. Z przerażeniem zauważyłem, tak jak przy okazji przeglądania starych postów i maili, o czym przypomniał mi mój znajomy Terapeuta, że wszystko już było. Ten ciąg trwa już parę ładnych lat, jak zresztą już pisałem. W kółko parę zakładów pracy, schroniska, stancje i szpital.
Tylko teraz o konsekwencje straty nieporównywalne. Ciągle nie wiem, czy z tego wyjdę. To mnie dobija.

Do tego dochodzi sytuacja na Ukrainie - nie wiem na ile - odpukać będzie to rzutować na Polskę i na mnie.


wtorek, 22 lutego 2022

Emocje dziennik 22.02.2022


 Przeczytałem pierwszy rozdział książki, do której teraz ciągle nawiązuję - Bóg ukryty Wiktora Frankla. Jest to, przynajmniej na razie dość trudna lektura, ale myślę, że z czasem się przyzwyczaję.



W tym rozdziale autor przytacza swój punkt widzenia w sprawie widzenia człowieka przez główne szkoły psychologiczne. Pisze o ciele, umyśle, duchowości, nie sensie religijnym, uświadominej i nieuświadomionej. Przecież jak zachwcam się pięknem krajobrazu to nie musi to być przeżycie religijne. W psychoterapii uzależnień poświęca się jedne zajęcia duchowości człowiek  - może za mało? 

Duchowość kojarzy mi się z emocjami jednak to jest chyba co innego 

Frenkl - 
"Zwykłe stany emocjonalne
mają równie
niewiele wspólnego z
bytem duchowym, co inne 
stanybędące dziełem popędó
w.
Twierdzenie, że pojęcie 
uczucia jest 
niejednoznaczne, wżadnym
wypadku nie oznacza, że ukierunkowane na 
referenty intencjonalne. Co 
ciekawe, podczasgdy „
uczucia intencjonalne” 
mogą być także 
zakorzenione wnieświadomości 
duchowej, zwykłe stany 
emocjonalne mająrównie 
niewiele wspólnego z
bytem duchowym, co inne 
stany będące dziełem popędó
w." 

Więc czym są uczucia, czy emocje nie znalazłem definicji - ale każdy wie o co chodzi. 

W procesie wchodzenia w nałóg jak wiadomo odgrywa tzw. mechanizm nałogowego regulowania emocji i nie dotyczy to tylko alkoholizmu też np. złości, hazardu itd. 

https://stopuzaleznieniom.pl/artykuly/czy-jestem-uzalezniony/co-czuje-alkoholik-mechanizm-nalogowego-regulowania-uczuc/ 

Mnie w praktyce interesują uczucia, ciało i ich wzajemne relacje. Na ile to jest wspólne z bytem duchowym  - nie wiem. Według mnie trochę ma. 

https://zwierciadlo.pl/psychologia/9326,1,cialo-i-dusza-to-jedno--korzystaj-z-inteligencji-ciala.read# 

Na przykład wczoraj - nie chciało mi się w południe nic robić, 

uczucie - czułem się źle taki słaby, 

myśl- miałem wyrzuty że się lenię. Później zauważyłem, że 

ciało - w żołądku mi ćmi, może wrzód się - odpukać odnawia. 

Wypiłem gorzką herbatę i mleczko na żołądek. Przeszło i pracowałem do wieczora. 

Dzisiaj ogólnie OK, ale odczuwam jakiś taki dyskomfort, nie umiem określić dlaczego, może trochę dlatego, że mam zapalenie w jamie ustnej, nie czuję za bardzo smaku jedzenia ani papierosów. 

U mnie bardzo na emocje wpływa pęcherz neurogenny. Jest to coś takiego, że czuje się potrzebę oddawania moczu pomimo, że pęcherz nie jest pełny. To bardzo duży problem dla mnie. Jest to jakieś uszkodzenie nerwu, który sygnalizuje potrzebę. Leczyłem to trochę, jest taki lek soreca miał pomóc ale zaniedbałem. Jest też inny podobno rewelacja ale 50 zł. No i metody behawioralne - ćwiczenie mięśni Kegla.
W szpitalu jak poprzednio czasami co 10-15 minut odczuwam parcie, szczególnie jak zmarznę w nogi a często tak jest mam chyba słabe krążenie. Na wolności jest trochę lepiej ale też co godzina. W pęcherzu neurogennym tak jest, pacjenci i 20 razy na dobę. Wpływa to na psychikę bardzo. Każda podróż czy kino np. to stres. No i pampersy, które nie dają poczucia pełnego komfortu i kosztują trochę. Chociaż jak mam orzeczony umiarkowany stopień niepełnosprawności to pomoc społeczna zwraca. 

W mojej ocenie wpływa to na emocje, ale jednak też pośrednio na ducha. Staję się przez to czasami mniej śmiały, wycofany trochę, czasem się wstydziłem ale teraz już mniej, problem ten dotyka wielu osób - 

Szacuje się, że zespół pęcherza nadreaktywnego może dotyczyć nawet 15% osób dorosłych w Polsce. Objawy pęcherza nadreaktywnego występują zarówno u mężczyzn, jak i u kobiet z podobną częstością, jednakże zazwyczaj spowodowane są przez różne przyczyny. Mówi się https://www.doz.pl/czytelnia/a15402-Zespol_pecherza_nadreaktywnego_OAB__przyczyny_objawy_leczenie 

https://www.seni24.pl/poradnik/Wpis/25-pecherz-nadreaktywny-przyczyny-i-leczenie 

Nie mogę też przez tę przypadłość podjąć wiele prac, gdzie nie można często iść do toalety np. przy taśmie, czy na kasie. 

Związek pomiędzy uczuciami, myśleniem i ciałem najlepiej widzę w przypadku mojego ostatniego dużego epizodu depresyjnego, czy kryzysu psychicznego lub objawów odstawienia. Moja pani Dr nazywa to żałobą po alkoholu.
Zastanawiałem się już nad tym w postach z 2018 m. in. Gdzie zamieszkać? i Czy warto?
Ja bym się skłaniał do depresji, zaburzeń o charakterze depresyjnym. Jak nie piłem też miałem podobne objawy tylko w mniejszym nasileniu. 

Teraz przebiegało to tak - 

Myśl - po jako takim dojściu do siebie w szpitalu pojawiły się myśli - co ja zrobiłem, co za głupota, tylko się zabić. Sądzę że mogłem bez większych problemów mieć pokój I pracę, ogłosić upadłość konsumencką.

Emocje - żal po stracie psychicznej i materialnej, wstyd, rozpacz, poczucie winy, wyrzuty sumienia. 

Ciało - dreszcze, coś w środku się trzęsie, brak apetytu, nie mogę zasnąć, męczliwość, nie mam siły chodzić.
Dla mnie nie ulega wątpliwości, że tak silne przeżycie wpływa jednak na mojego ducha w jakimś stopniu.
Napewno też zmienia widzenie siebie, choroby alkoholowej i otoczenia.
Przypomina mi po raz kolejny czym jest choroba alkoholowa.
Pozwala poznać co czuje i myśli człowiek w stanie depresji oraz pacjent oddziału psychiatryczego. 

Jako pomagacz chyba tak do końca tego nie wiedziałem. Tak trochę jak Frankl traktował swój pobyt w obozie jako swoisty eksperyment, podobnie ja może powinienem to wszystko jako pewne doświadczenie i je twórczo wykorzystać. Tylko w tej trudno mi to zrobić. 

To tak jak pewien ksiądz, przyjaciel naszego klubu abstynenta mówił - jestem kapelanem w szpitalu I udzielałem wsparcia pacjentom, jednak dopiero lepiej ich zrozumiałem gdy sam byłem pacjentom. 

Wspomniałem już, że jak przeglądam stare posty zauważyłem, że zaczynam się powtarzać. Mój znajomy Terapeuta też mi napisał że podobne maile już pisałem parę lat temu I za głowę się złapał ile to trwa.
Właśnie - ten długi nawrót trwa już parę lat. Może nigdy nie przyniósł takich skutków jak teraz ale było podobnie. Może z taką siłą przeżyłem, jak wspominałem, niespodziane zwolnienie z pracy, a wtedy nie piłem już kilkanaście lat. 

Dobija mnie ta informacja, i raczej utrudnia znalezienie sensu. Prawie wszystko o czym marzyłem straciłem - rodzinę, dom, pracę jako terapeuta czy pracownik socjalny. 

Teraz, pod wieczór samopoczucie mi się poprawiło

Poleżałem trochę, wypiłem gorzką herbatę I mleczko na żołądek.

Zresztą wieczorem przeważnie lepiej się czuję i lepiej mi się pracuje, najlepiej w nocy chociaż to niezdrowe. 


Przytłacza mnie dzisiaj to, że w tej chwili nie ma żadnej rzeczy, która sprawiała by mi przyjemność dawała satysfakcję. No może trochę lektura, pisanie i kontakt mailowy z moim Mistrzem no i to głupie palenie papierosów i kawa chociaż jak w ustach piecze tak nie smakują za bardzo.

Emocje dziennik 22.02.2022


 Przeczytałem pierwszy rozdział książki, do której teraz ciągle nawiązuję - Bóg ukryty Wiktora Frankla. Jest to, przynajmniej na razie dość trudna lektura, ale myślę, że z czasem się przyzwyczaję.



W tym rozdziale autor przytacza swój punkt widzenia w sprawie widzenia człowieka przez główne szkoły psychologiczne. Pisze o ciele, umyśle, duchowości, nie sensie religijnym, uświadominej i nieuświadomionej. Przecież jak zachwcam się pięknem krajobrazu to nie musi to być przeżycie religijne. W psychoterapii uzależnień poświęca się jedne zajęcia duchowości człowiek  - może za mało? 

Duchowość kojarzy mi się z emocjami jednak to jest chyba co innego 

Frenkl - 
"Zwykłe stany emocjonalne
mają równie
niewiele wspólnego z
bytem duchowym, co inne 
stanybędące dziełem popędó
w.
Twierdzenie, że pojęcie 
uczucia jest 
niejednoznaczne, wżadnym
wypadku nie oznacza, że ukierunkowane na 
referenty intencjonalne. Co 
ciekawe, podczasgdy „
uczucia intencjonalne” 
mogą być także 
zakorzenione wnieświadomości 
duchowej, zwykłe stany 
emocjonalne mająrównie 
niewiele wspólnego z
bytem duchowym, co inne 
stany będące dziełem popędó
w." 

Więc czym są uczucia, czy emocje nie znalazłem definicji - ale każdy wie o co chodzi. 

W procesie wchodzenia w nałóg jak wiadomo odgrywa tzw. mechanizm nałogowego regulowania emocji i nie dotyczy to tylko alkoholizmu też np. złości, hazardu itd. 

https://stopuzaleznieniom.pl/artykuly/czy-jestem-uzalezniony/co-czuje-alkoholik-mechanizm-nalogowego-regulowania-uczuc/ 

Mnie w praktyce interesują uczucia, ciało i ich wzajemne relacje. Na ile to jest wspólne z bytem duchowym  - nie wiem. Według mnie trochę ma. 

https://zwierciadlo.pl/psychologia/9326,1,cialo-i-dusza-to-jedno--korzystaj-z-inteligencji-ciala.read# 

Na przykład wczoraj - nie chciało mi się w południe nic robić, 

uczucie - czułem się źle taki słaby, 

myśl- miałem wyrzuty że się lenię. Później zauważyłem, że 

ciało - w żołądku mi ćmi, może wrzód się - odpukać odnawia. 

Wypiłem gorzką herbatę i mleczko na żołądek. Przeszło i pracowałem do wieczora. 

Dzisiaj ogólnie OK, ale odczuwam jakiś taki dyskomfort, nie umiem określić dlaczego, może trochę dlatego, że mam zapalenie w jamie ustnej, nie czuję za bardzo smaku jedzenia ani papierosów. 

U mnie bardzo na emocje wpływa pęcherz neurogenny. Jest to coś takiego, że czuje się potrzebę oddawania moczu pomimo, że pęcherz nie jest pełny. To bardzo duży problem dla mnie. Jest to jakieś uszkodzenie nerwu, który sygnalizuje potrzebę. Leczyłem to trochę, jest taki lek soreca miał pomóc ale zaniedbałem. Jest też inny podobno rewelacja ale 50 zł. No i metody behawioralne - ćwiczenie mięśni Kegla.
W szpitalu jak poprzednio czasami co 10-15 minut odczuwam parcie, szczególnie jak zmarznę w nogi a często tak jest mam chyba słabe krążenie. Na wolności jest trochę lepiej ale też co godzina. W pęcherzu neurogennym tak jest, pacjenci i 20 razy na dobę. Wpływa to na psychikę bardzo. Każda podróż czy kino np. to stres. No i pampersy, które nie dają poczucia pełnego komfortu i kosztują trochę. Chociaż jak mam orzeczony umiarkowany stopień niepełnosprawności to pomoc społeczna zwraca. 

W mojej ocenie wpływa to na emocje, ale jednak też pośrednio na ducha. Staję się przez to czasami mniej śmiały, wycofany trochę, czasem się wstydziłem ale teraz już mniej, problem ten dotyka wielu osób - 

Szacuje się, że zespół pęcherza nadreaktywnego może dotyczyć nawet 15% osób dorosłych w Polsce. Objawy pęcherza nadreaktywnego występują zarówno u mężczyzn, jak i u kobiet z podobną częstością, jednakże zazwyczaj spowodowane są przez różne przyczyny. Mówi się https://www.doz.pl/czytelnia/a15402-Zespol_pecherza_nadreaktywnego_OAB__przyczyny_objawy_leczenie 

https://www.seni24.pl/poradnik/Wpis/25-pecherz-nadreaktywny-przyczyny-i-leczenie 

Nie mogę też przez tę przypadłość podjąć wiele prac, gdzie nie można często iść do toalety np. przy taśmie, czy na kasie. 

Związek pomiędzy uczuciami, myśleniem i ciałem najlepiej widzę w przypadku mojego ostatniego dużego epizodu depresyjnego, czy kryzysu psychicznego lub objawów odstawienia. Moja pani Dr nazywa to żałobą po alkoholu.
Zastanawiałem się już nad tym w postach z 2018 m. in. Gdzie zamieszkać? i Czy warto?
Ja bym się skłaniał do depresji, zaburzeń o charakterze depresyjnym. Jak nie piłem też miałem podobne objawy tylko w mniejszym nasileniu. 

Teraz przebiegało to tak - 

Myśl - po jako takim dojściu do siebie w szpitalu pojawiły się myśli - co ja zrobiłem, co za głupota, tylko się zabić. Sądzę że mogłem bez większych problemów mieć pokój I pracę, ogłosić upadłość konsumencką.

Emocje - żal po stracie psychicznej i materialnej, wstyd, rozpacz, poczucie winy, wyrzuty sumienia. 

Ciało - dreszcze, coś w środku się trzęsie, brak apetytu, nie mogę zasnąć, męczliwość, nie mam siły chodzić.
Dla mnie nie ulega wątpliwości, że tak silne przeżycie wpływa jednak na mojego ducha w jakimś stopniu.
Napewno też zmienia widzenie siebie, choroby alkoholowej i otoczenia.
Przypomina mi po raz kolejny czym jest choroba alkoholowa.
Pozwala poznać co czuje i myśli człowiek w stanie depresji oraz pacjent oddziału psychiatryczego. 

Jako pomagacz chyba tak do końca tego nie wiedziałem. Tak trochę jak Frankl traktował swój pobyt w obozie jako swoisty eksperyment, podobnie ja może powinienem to wszystko jako pewne doświadczenie i je twórczo wykorzystać. Tylko w tej trudno mi to zrobić. 

To tak jak pewien ksiądz, przyjaciel naszego klubu abstynenta mówił - jestem kapelanem w szpitalu I udzielałem wsparcia pacjentom, jednak dopiero lepiej ich zrozumiałem gdy sam byłem pacjentom. 

Wspomniałem już, że jak przeglądam stare posty zauważyłem, że zaczynam się powtarzać. Mój znajomy Terapeuta też mi napisał że podobne maile już pisałem parę lat temu I za głowę się złapał ile to trwa.
Właśnie - ten długi nawrót trwa już parę lat. Może nigdy nie przyniósł takich skutków jak teraz ale było podobnie. Może z taką siłą przeżyłem, jak wspominałem, niespodziane zwolnienie z pracy, a wtedy nie piłem już kilkanaście lat. 

Dobija mnie ta informacja, i raczej utrudnia znalezienie sensu. Prawie wszystko o czym marzyłem straciłem - rodzinę, dom, pracę jako terapeuta czy pracownik socjalny. 

Teraz, pod wieczór samopoczucie mi się poprawiło

Poleżałem trochę, wypiłem gorzką herbatę I mleczko na żołądek.

Zresztą wieczorem przeważnie lepiej się czuję i lepiej mi się pracuje, najlepiej w nocy chociaż to niezdrowe. 


Przytłacza mnie dzisiaj to, że w tej chwili nie ma żadnej rzeczy, która sprawiała by mi przyjemność dawała satysfakcję. No może trochę lektura, pisanie i kontakt mailowy z moim Mistrzem no i to głupie palenie papierosów i kawa chociaż jak w ustach piecze tak nie smakują za bardzo.

poniedziałek, 21 lutego 2022

Dziennik 21.02.2022

 

Miałem nie upubliczniać swoich zapisków osobistych, ale pomyślałem sobie - czemu nie, może coś kogoś zainteresuje. Teraz ogólnie taka moda na ekshibicjonizm osobisty. Może dobrze, może źle - nie wiem. Mnie to osobiście zbliża do danej osoby.

Dzisiaj zapomniałem w zasadzie co mi się śniło. Pamiętam tylko że stałem w długim kościele w ławkach siedziało tylko po 1 osobie z prawej strony, ksiądz dawał po kolei komunię  i uściskał rękę - ja odmówiłem komunii tylko uścisnęliśmy sobie ręce. Z życia wzięte - modlę się ale nie praktykuję. Może to sprzeczność, zobaczę co Frankl o tym piszę w dalszych rozdziałach. W ogóle to najczęściej mi się śnią mi się Żona, Córką i bliscy którzy żyją i często ci którzy odeszli.

Po przebudzeniu w półśnie przypomniało mi się że straciłem przynajmniej na razie Żonę, która mówi że już nie jest Żoną, ale dla mnie jest nadal i poczułem się bardzo źle.
Tylko ją w życiu kochałem i cały czas kocham - nie wyobrażam sobie życia bez niej i mam głupią nadzieję że drogi nasze zejdą się jeszcze.
Skrzywdziłem Ją i Córkę strasznie - mimo to trochę wierzę że mi wybaczą choć to trudne.
Ta nadzieja nadaje w dużej części sens mojemu życiu. Może to chore?
Wiersz, który jest wcześniej pisałem po trzeźwemu, a drugą część po pijanemu. Kiedy jestem prawdziwy - jak jestem pijany, czy trzeźwy. Niektórzy uważają, że po wódce ujawnia się prawdziwa natura człowieka  - czy napewno?

Frankl o miłości piszę tak -

"Jak sumienie jest
ukierunkowane na jedyne w
swoim rodzaju możliwości
drzemiące w każdej sytuacji
życiowej, tak też obiektem
miłości jest jedyny w
swoim rodzaju uśpiony
potencjał kochanej osoby.
Co więcej,miłość itylko
miłość pozwala temu,
kto kocha, dostrzec dostrzec wyją
tkowość kochanej osoby."


Jeśli chodzi o sens to trochę podobnie myślę jak Frankl. Pisałem w którymś poście że chodzi o to aby w trzeźwieniu znaleźć jakiś cel abstynencja jako środek a nie cel, warunek konieczny ale nie dostateczny, nie wystarczający do tego - aby zachować trwałą abstynencję i mieć przede wszystkim poczucie zadowolonia z życia, może większe niż przed popadnięciem w nałóg.
Podobnie jak opisuje Frankl losy więźnia, który był bankrutem do tego i w pewnej chwili odnalazł Boga i cel w życiu przez to jego egzystencja nabrała sensu, którego do tej pory nie widział.

Mi jest w tej chwili bardzo trudno znaleźć sens w dalszym moim życiu, abstynencja może być dla mnie tylko środkiem, a nie celem. Dawniej miałem cel - rodzina jej rozwój, wychowanie córki. Też pomaganie innym, jak nazwałem w tytule jednej ze stron bloga - Tadeusz - pomagacz z zamiłowania.

Może Frankl mi pomoże. Np w tym jak pogodzić istnienie Boga z okropieństwami tego świata. Tragedią jest holokaust, ale tragedią jest też ciężka choroba, śmierć małego dziecka, czy da się to wytłumaczyć? - Może za bardzo chcę to tłumaczyć rozumem, a nie szeroko pojętą wiarą?

Z tym zagadnieniem wiąże mi się taka myśl -
Czy może ten świat został stworzony tylko dla mnie jak w filmie Truman Show?

https://m.cda.pl/video/657034747

Czy jak odejdę on będzie dalej, czy jest to jakiś teatr w którym ja jestem widzem?

A tak w ogóle jak przeglądałem swojego bloga to 
widzę, że o niektórych rzeczach już pisałem i zaczynam się powtarzać. Minęło dwa lata od kiedy napisałem jakieś w miarę sensowny post i wypadłem z obiegu - przepraszam czytelników.





niedziela, 20 lutego 2022

20.02.2022 Frankl



Dotychczas nie bardzo mogłem się zmusić do jakiegokolwiek dziania a dzisiaj zrobiłem 11 paczek papierosów i przeczytałem wstęp i przedmowę Boga nieuświadomego Wiktora Frankla i się wciągnąłem.
Może pozwoli mi On odnaleźć sens mojego życia. Już samo to że go czytam nadaje sens mojemu pobytowi tutaj.
Pobyt zaakceptowałem ale moje "grzechy" nie.

Nie wiem czy uda mi się -

cierpieniewtriumf,
poczucie winy wpracę
nad sobą, aświadomość
nieuniknionego końca w
bodziec do działania


Na razie mam poczucie straconego czasu i szansy, którą dał mi los czy Bóg.

Pociesza mnie myśl, że nie da się uwierzyć na siłę - samo przychodzi. Tak jak nie da się na siłę człowieka rozśmieszyć. Obserwowałem to pracując z autystycznym uczniem. Prostych dowcipów nie rozumiał, nauczycielka tłumaczyła mu co jest śmiesznego w danym dowcipie.


Poniżej przytaczam cytaty, które mnie zaciekawiły

xxxxxxx

"aktami czy stanami „
intencjonalnymi”,zgodnie z
terminologią Edmunda
Husserla iMaxa Schelera,
twórców szkoły „
fenomenologii”, są one
nakierowane na„
intencjonalne” referenty,
czyli, innymi słowy, właś
ciwe sobieobiekty. Im wię
ksze uprzedmiotowienie
aktów intencjonalnych,tym
bardziej tracimy zoczuwł
aściwe imobiekty. Oile
wiem,nigdzie nie jest to
zobrazowane wbardziej
uderzający sposób niżna
przykładzie specyficznie

Wiara, nadzieja i
miłość niepodlegają sile
woli. Nie mogę się zmusić
do tego, żeby uwierzyć,tak
jak nie mogę się zmusić
do nadziei czy miłości – a
już


Już Albert
Einstein stwierdził, że
byćreligijnym to znaleźć
odpowiedź na pytanie: „
Jaki jest sensmojego ż

wymiarze wyższym, jest w
nim ujęty iwniegowłą
czony. Wtym sensie
psychologia dominuje nad
biologią,noologia nad
psychologią, ateologia nad
noologią.Wymiar noologiczny s

przytaczam
dowody napotwierdzenie
tej tezy, świadczące o
tym, iż owo poczucie
religijności może dojść do gł
osu całkiem
niespodziewanie, nawet
wprzypadku ciężkich
chorób psychicznych,
takich jak psychoza.

boko zakorzenione
poczucie religijności.
Wdwóch moich książ

drogę.Woczach czł
owieka, który tak jak
on doświadczył
niewyobrażalnych
potworności, codzienne
narzekania na pustkę
ipoczucie bezsensu
naszego bezpiecznego,
wygodnego życiamogły się
wydawać trywialne.

psychologbyłby wstanie
zainscenizować we wł
asnym laboratorium, ale
przede wszystkim
dlatego, że potrafił
wykorzystać swoje
obserwacje wpraktyce.
Co ciekawe, najwię


cierpieniewtriumf,
poczucie winy wpracę
nad sobą, aświadomość
nieuniknionego końca w
bodziec do działania. Pół
wieku późniejoptymizm
stanie się myślą "

piątek, 18 lutego 2022

Liceum

 Jak wspominałem zdałem egzamin do liceum. Znalazłem się w klasie o profilu matematyczno-fizycznym. Okres liceum wspominam jako najfajniejszy w życiu.

Ale wtedy też zaczęły się kłopoty z alkoholem.

Klasa była bardzo fajna, chodzili tam ludzie o szerokich zainteresowaniach nie tylko, nie tylko matematycznych.

Tam poznałem przyjaciół Daniela i Ryśka. Rysiek chodził do innej klasy, ale w trójkę tworzyliśmy fajną paczkę.

piątek, 11 lutego 2022

Dzieciństwo i podstawówka.

 Jak wspominałem namawia mnie moja znajoma, można wręcz powiedzieć chyba przyjaciółka namawia mnie ciągle do napisania książki o moim życiu.  Mój znajomy terarapeuta Dr Sz. też mówi że mój przypadek warty opisu i jak nie ja to on to zrobi.


Pisałem już trochę o moim dzieciństwie teraz trochę szczegółów.

Nasz dom był przy małej uliczce w małym miasteczku. Ulica do pewnego nie miała nawet bruku. W czasie deszczów same błoto. Sąsiad na wiosnę ją poprostu orał, wyrównywa starym Ursusem. Miał on cegielnię z dużym kominem i uchodził za bogatego człowieka do dziś zresztą. Ma on 3 córki, z jedną z nich chodziłem do szkoły.
Wogóle przy ulicy były kiedyś jednorodzinne domki, dzisiaj powstał blok i obok osiedle i oczywiście Biedronka.
Mieszkało w nich paru rówieśników, tak że miałem towarzystwo, miałem się z kim bawić - wyścigi kapslami, rzucanie scyzorykiem, potem Zorro i oczywiście Czterej pancerni i pies. Robiliśmy biwaki, wioski indiańskie w moim ogrodzie, który kiedyś był bardzo duży, potem zabrali część pod budowę bloku.

Za odszkodowanie Babka zmieniła pokrycie dachu z dachówki tzw. marsylki na blaszane wygląd trochę gorszy ale za to przestał przeciekać dach. Wcześniej wcześniej jak był deszcz wszyscy chodziliśmy z wiadrami i miskami na strych i łapali wodę cieknącą z dziur w dachu.
Na ogrodzie rosło dużo drzew i krzewów - śliwki, jabłonie, wiśnie, porzeczki, maliny, agrest i warzywa itp.
Roboty było sporo i na wiosnę i na jesieni. Wszystkich domowników Babka goniła do roboty. Kopanie ziemi, robienie grządek to była praca o tyle trudna, że miała do przesady duże wymagania. Gracowanie ścieżek to moje zajęcie było. Wogóle to nie lubiłem tych zajęć może dlatego że było to po przymusem i wymagania były często przesadne. Ale na jesieni jak się paliło ognisko i piekło kartofle było całkiem fajnie.

Jak wspomniałem miałem paru kolegów, niektóre znajomości przetrwały do dziś. Szczególnie przyjaźń z Arturem, jesteśmy w ciągłym kontakcie. Bawiliśmy się w jego i moim domu, czytali książki Bahdaja, Niziurskiego, komiksy Kapitana Żbika, Tytusa, Romka i Atomka. Wydawali gazetki jedna to Rozrywka druga to Relax chyba, nie pamiętam która była czyja,  ja chyba Rozrywka. Były krzyżówki i nagrody. A propo krzyżówek to Ciotka je lubiła i też z nią rozwizywałem. Mama lubiła krzyżówki z Przekroju dość trudne i podchwytliwe. Stawialiśmy też pasjanse i grali w brydża remi. Też jak przyjeżdżała Ciotka Halka z zachodniego miasta.

Z Arturem graliśmy czasem w piłkę lecz ja w sporcie wogóle byłem słaby. Arturowi podbała się pozycja bramkarza, chciał być jak Perełka z książki Bahdaja "Paragon gola".

Ciężko bardzo pisać na telefonie a poza tym przypominają mi się różne rzeczy Nie zawsze w kolejności chronologicznej.

Babka wynajmowała kawałek ogrodu pod uprawę tytoniu. Jak podrósł był wspaniałym lasem do zabawy, właśnie najczęściej z Arturem. Były też zabawy z monetami - tzw. dmuchanki gdzie dmuchając trzeba było przykryć monetę przeciwnika. Lub rzucało się monetami z góry jak jakąś została przykryta to była jego. To czasami był hazard jak grało się naprawdę a nominały były duże.
Dla zabawy zebraliśmy 100 monet po 1 groszu, wygrywał ten kto zebrał więcej groszy i tak w kółko.

Przypomniałem mi się że z Ciotką bardzo lubiłem bawić się sklep, gry planszowe - chińczyka i taką przedwojenną grę podróż samolotem po Europie.

Artur i koledzy chodzili do jednej szkoły podstawowej, która była niedaleko.  Po drodze był taki zagajnik, w ķtórym paliło się  papierosy. Ja pierwszego zapaliłem w komórce - klubowe, które chyba podciągnąłem Ciotce. Potem paliłem sporadyczne, a w liceum już stale razem z Ciotką też.

W szkole podstawowej już trochę się wyróżniałem. Gdy na pierwszej lekcji Pani poleciła coś narysować ‐ wszyscy narysowali domek, a ja drzewo, starego kasztanowca, który rósł przy drodze do szkoły.
Wogóle w szkole podstawowej byłem raczej dobrym i grzecznym uczniem - tylko WFu nie znosiłem, byłem noga.

Wychowawczyni była ta sama przez cały okres podstawówki p. Żelisko. Była ona dobrą znajomą naszego domu, bywała na imieninach Babki. Trzeba przypomnieć, że Dzidek i Babka byli nauczycielami.

Jak byłem w klasie 8 stworzono nowa
nową klasę D i ja się tam znalazłem. Byli tam różni uczniowie, sporo takich mniej grzecznych i gorzej uczących się. Ja też się opuściłem w nauce i trochę zacząłem rozrabiać, palić więcej papierosów. Jak powiedziałem już nowej wychowawczyni p. Błaszczak że wybieram się do liceum mocno się zdziwiła bo oceny miałem słabe - ale ja się tym nie przejąłem,  byłem dobry z matematyki i fizyki. Bez problemów zdałem do liceum.

W tym czasie zetknąłem się pierwszy raz z alkoholem. Babka robiła wino z naszych porzeczek i częstowała po trochu. Ale pierwszy raz zaszumiało mi w głowie po imieninach u znajomej Mamy, wtedy trochę więcej wypiłem, miałem wtedy pierwszy wytrysk.

Upiłem się pierwszy raz tak solidnie po zakończeniu podstawowej szkoły kolegami chyba to był Fredek i jeszcze ktoś, chyba to był jarzębiak. Miałem pierwszego kaca.

W sumie podstawówka to był fajny okres w moim życiu.











środa, 9 lutego 2022

Co dalej?


W poprzednim  poście opisałem jak doszło do ostatniego dramatu i przypomniałem początek jak to się wszystko zaczęło parę lat temu i trochę mojego życia.
Ciągle jestem w szpitalu i nie wiadomo do kiedy będę.
Nic się nie polepsza, jest wręcz coraz gorzej - 



Piszę choć nic nowego - z dnia na dzień coraz gorzej już 4 dzień nie jem w zasadzie śniadania obiadu a kolacja mało co telepie chodzić nie mogę.  Lekarz mówi że jest poprawa bo on psychiatra i wie lepiej - a ja cierpię strasznie jak nigdy
Po zatruciu  alkoholem trwało to nie 3 4 dni a teraz już 3 tydzień

Jakbym  miał jak tobym się zabił ‐ to jest nie do wytrzymania - moja moja pani Dr żebym się wódki napił to przejdzie, tak sobie kpi ale to prawda - tylko co to za rozwiązanie.
Nie wiem czy z tego wyjdę nic nie pomaga, jestem  u kresu wytrzymałości nie wiem jak sobie pomóc - mniej rozpamiętują ostatnie głupoty przypomina mi się bardziej całe życie.

Ciężko pisać i czytać na telefonie, a Ewangelia jest wogóle ciężka w czytaniu  wogóle zresztą nie mogę się skupić - większość dnia leżę w łóżku.

Podobnie miałem jak Szwagier mnie niespodziewanie wyrzucił z pracy. A wcześniej zrezygnowałem z rozmowy o pracę bliższą moim zainteresowaniom.  Załamałem się wtedy strasznie - depresja terapia i psychiatra. O wódce nawet nie pomyślałem. Miałem jednak łatwiej, nie byłem sam mieszkałem z Żoną I Córką, a teraz jestem sam. Nie mam żadnego wsparcia od rodziny. 

Pęcherz to duży problem - co 15 minut sikam, bez pampersów nie daję rady bo popuszczam, może dziwić ale to dla mnie poważny problem,  każda podróż to stres, nie każdą pracę mogę podjąć.

Teraz mam 2 a w zasadzie 3
główne problemy. To one uważam wywołują  depresję  i żadne leki tu nie pomogą. Może jeszcze trochę pomogłyby rozmowy z terapeutami czy innymi ludźmi, ale o to trudno. Jakby trochę szczególnie 2 pierwsze rozwiązać byłoby lepiej. Bez rozwiązania chociaż częściowego tych problemów żadne leki nie pomogą.

Oczywiście główny problem to depresja - w tym stanie w zasadzie nie mogę nic robić, a końca nie widać nawet do kibla ciężko mi dojść - cierpienie straszne. 

Nie wiem który z poniższych najważniejszy. Wszystkie łączą się depresją chociaż myślę, że ma ona też podłoże organiczne, miałem trochę podobne stany jeszcze jak nie piłem.

1. - mieszkanie

oczywiście oprócz abstynencji, ale na razie jest ona wymuszona.
Myślę,  jestem przekonany, że to główny powód depresji.
Poprzednimi razy jak byłem w szpitalu zawszę miałem gdzie pójść albo schronisko albo hostel. Teraz nie mam gdzie. Do schroniska nie przyjmą bo dochód za duży - rozłożyli wyrównanie renty na 12 miesięcy. Na hostel i stancję nie mam już pieniędzy.

Pomimo szkód które zrobiłem gospodarzowi na ostatniej stancji, ponieważ mnie polubił ceni i rozumie moje problemy chce mi udostępnić kąt za 300 zł -
mam 730 renty bo mi odtrącają zostaje 400.
Trochę mało można oszczędnie same pampersy i przejazdy 100 miesięcznie.

Bez pomocy przyjaciół  przez jakiś czas póki nie znajdę pracy  nie dam rady.
Piszę prośby o wsparcie do przyjaciół ale na razie nie ma odzewu.
Teraz jeszcze parę groszy pójdzie w szpitalu  - bo po kolacji jestem głodny. 

Mogę ķorzystać trochę z Alberta czy Caritasu, ale to przejazdy koszt i pęcherz.
Poprzednio w takiej sytuacji jedziłem rowerem lub na gapę dopóki mnie nie złapali.

Mogę nocować w noclegowniach - ale jedna jest całkiem do dupy, a we wszystkich trzeba wszystkich wychodzić o 8 i wracać dopiero o 18.

Jakby Żona chciała przyjąć na jakiś czas - do też mojego przecież domu do chociaż do czasu jak pracy nie znajdę tobym załatwiło sprawę, ale ona nawet kontaktów nie chce - straszy policją i więzieniem .
W sumie bardzo dużo by mi to dało nie tylko dach ale i psychicznie, nie byłbym sam.
W sumie to zrozumiałe po tym co im zrobiłem
Mogła wcześniej zareagować - Al- Anon, terapia dla wspóuzależnionych a nie tylko policja i sąd. Może to chore myślenie ale tak mam.

Są prace z zamieszkniem w Polsce i zagranicą ale w Polsce to rolnictwo albo budowy nie dla mnie choćbym chciał i nie umiem i nie  mam sił. Zagranicą byłem 3 razy i guzik wyszło raczej nie dam rady. No i problem sił fizycznie jestem słaby, sikanie i pampersy.

Odwyk zgoda ale co potem? - To też trochę koszt. Nigdzie nie karmią tak żeby starczyło.
I co teraz dalej po po ewentualnym odwyku problem ten sam.
Ķiedyś w takiej sytuacji pojechałem do hostelu dla uzależnionych pod Kielcami, ale musiałem wrócić bo tam długo nie można,  pół roku.

To racze pobożne życzenia, ale najchętniej zostałbym w Lublinie. Nie pił, brał Antalcol po jego zażyciu jak się napije alkoholu to śmierć, terapia,  mitingi Anononimowych Alkoholików, mieszkanie I praca.

Jest miejsce w hostelu w Abramowicach ale tam trzeba być świerzo po odwyku.

To myślenie o mieszkaniu chyba najbardziej mnie dobija.


2. - rozpamiętywanie strat i błędów.

To w tej chwili to drugi najważniejszy problem. Cały czas o tym myślę i nie mogę się od tego uwolnić. Nawet modlitwa ma razie nie pomaga.
Los dał mi szansę - duże pieniądze wyrównywanie renty za rok.
Ja tę szansę zmarnowałem.
Mogłem znaleźć mieszkanie I pracę.

Nie wszystko poszło na wódkę -
Ale mieszkałem w hostelach 80 za dzień i w hotelach się zdarzało żeby w tym czasie szukać stancji a potem pracy 3 dobre okazję mi uciekły - myślę że jakby ktoś mnie nie ubiegł toby było inaczej, chociaż abstynencję trudno byłoby utrzymać. Ale w sumie mało szukałem bo piłem i jeszcze brudu narobiłem w hostelach.

Ale też nie było sumie dużego wyboru - albo chcieli kobiety albo młodych albo drogo. 

Może było pójść od razu na odwyk jak sugerowali niektórzy albo chociaż na odtrucie.
Ale i tak mogłem przestać wcześniej.
A ja przy całej swej uczoności mogłem zauważyć że coś jest nie tak.
Ale tzw. System Iluzji i Zaprzeczeń działał - "tylko jeszcze dzisiaj się napiję od jutra nie" - rano objawy abstynencyjny i do sklepu albo taxi jak już nie miałem siły. Na depresję pomagało chwilowo, film mi się nie urywał ale co z tego.... Przy ostatnim ciągu tylko się urwał - straciłem wtedy telefon, aparat słuchowy,  bez niego czasami ciężko, okulary i trochę rzeczy. Uszkodziłem się spadając z ławki i zostałem pobity cały zakrwawiony z ubraniem.

Miałem już mieszkanie i pracę, ale ciąg i  straciłem.

Potem schemat się powtarzał - jak pisałem jak - hostele, ciągi i szpital.

Nie mogę sobie wybaczyć mojej głupoty, może i Bóg zrozumienie i wybaczy.

Myślę o tym cały czas w dzień i w nocy tak jak o samobójstwie. Nie umiem zapomnieć z jednej strony trzeba pamiętać a z drugiej zapomnieć bo takie myślenie nic nie daje.
"Boże, użycz mi pogody ducha,
abym godził się z tym, czego nie mogę zmienić,
odwagi, abym zmieniał to, co mogę zmienić,
i mądrości, abym odróżniał jedno od drugiego."

Nie da się cofnąć, trzeba myśleć o przyszłości ale nie mam pomysłu szczegónie na mieszkanie, ani siły tylko skończyć z sobą ale trochę nie mam odwagi, jak bym się napił to może dałbym radę.

No i 62 rok życia trochę późno - co na emeryturze małej z której komornik jeszcze zabierze? A mogłem ogłosić upadłość konsumencką, miałem na to pieniądze.

Z drugiej strony chcę jednak pożyć.
To jest drugi ważny problem,
Jakbym się choć trochę pogodził byłoby lżej, ale największy problem to mieszkanie..


3. - abstynencja

Tu wiadomo należałoby pójść na odwyk, on niczego nie gwarantuje, a nie chce mi się już siedzieć bezczynnie.

Choć jak mam być szczery wolałbym mieszkać I pracować.
Może siebie oszukuję ale - Antalcol lek po zażyciu którego jak się ktoś napiję alkoholu to śmierć kiedyś stosowałem, terapia i mitingi Anononimowych Alkoholików - po tym ostatnim doświadczeniu myślę, że dałbym radę.
Szczególnie jakbym się choć trochę pogodził z przeszłością...  żył tu i teraz


Czytam po trochu Ewangelię św. Marka. Na razie są tam głównie opisy cudów uzdrawianie,  rozmnażanie chleba, chodzenie. Wydaje mi się to mocno nieprawdopodobne. Traktuję to jako formę przypowieści. Ale będę czytatał, może trochę pomoże jak sugeruje mój znajomy Terapeuta i pewien ksiądz na wykładzie.
Wogóle wiele osób mówi,  że zwrócenie się do Boga
Wogóle Biblia wydaje mi się czymś w rodzaju jakiejś przenośni. Te wydarzenia nie działy się naprawdę.

Myślę teraz cały czas na poważnie o samobójstwie - ale z drugiej chcę jeszcze pożyć.

Ja już mam wątpliwości czy z tego wyjdę tym razem. 

Myślę że jak miałbym gdzie pójść i przestał się użalać szybko by depresja znikła - wieczorami czuję się trochę lepiej, rano jest tragedia.

Na razie nie mam pomysłu na dalsze życie - cierpię strasznie i to nie pozwala mi się skupić i myśleć.

poniedziałek, 7 lutego 2022

I znowu

 


Opiszę historię mojego ostatniego upadku.
Nie wiem na ile to ma sens - trochę dla samego siebie żeby pamiętać, choć należałoby zapomnieć żyć tu i teraz. Trochę  dla innych, może to być ostrzeżeniem.

Muszę wyjaśnić,  że piszę ten post na telefonie, stąd mogą być pewne niedoskonałości, ale straciłem laptopa - jeden gospodarzy go zabrał w ramach szkód których tam wiele akurat nie było wiele  zachlapana ściana trochę w innych miejscach były poważniejsze
Chciał 300 zł wartego 100 nie miałem miałem I uważałen że nie warto - było zgłosić na policję.

Tym razem upadek przekroczył wszelkie granice w wyniku tego. Jestem na psychiatrii leki nie pomagają - mam strasznego doła po tym wszystkim - jak nigdy przedtem. 

Psychicznie jest strasznie - telepie mnie znerwów, cały czas mi zimno inni w koszulkach a ja 2 bluzy i nic, właśnie teraz gdy piszę  ten post na stołówce.
Żołądek nawala, w kościach łamie, brak apetytu, źle śpię, sikam co 15 minut. 

A przez  przez wiele lat byłem porządnym człowiekiem - mężem, ojcem i chyba w sumie niezłym pracownikiem.
Urządziłem się strasznie. Straciłem prawie wszystko, no może zdrowia jeszcze trochę zostało ale niewiele, a los dał mi szansę. Mogłem wynająć pokój, znaleźć pracę  i żyć prawie normalnie.

Było kiedyś dobrze ale tego nie doceniałem i ostatnio byłem już na prostej.

Wiem przepuściłem kupę ķasy - nie wszystko poszło na wódkę nawet mniej. 
Ale dużo poszło na hostele 80 zł. doba, czasem hotel, taxi itp.

A zaczęło się tak - dostałem duże wyrównanie renty. Miałem pracę, stancję.
I znowu ciąg nie wróciłem już do pracy i znowu odwyk.
Potem schemat -
- hostel trochę trochę szukałem mieszkania,  głównie piłem - nie było też dużego wyboru, wszędzie chcieli albo młodych, albo kobiety, albo drogo.
A potem znowu
- ciąg
- szpital
- hostel żeby szukać mi
ciąg i tak do dzisiaj.
Pieniądze się skończyły - mogę wrócić na stancję ale za 730 zł nie dam rady przeżyć bez drobnej pomocy póki nie znajdę pracy a jest szansa.

Tzw. w chorobie alkoholowej System Iluzji i Zaprzeczeń spowodował, że ja sobie mówiłem tylko dzisiaj się napiję bo mam depresję I kaca, a o jutra nie, a rano znowu  do sklepu i tak wkółko.

A wogóle zaczęło się wszystko parę lat.
Pisałem o tym już na stronie -
Tadeusz – pomagacz z zamiłowania.
i w wątku -
Znowu początek.

Przypomonę pokrótce.
Tak wogóle zaczęło się to wszystko parę lat temu po ok. 27 latach abstynencji w moim rodzinnym mieście.
Ciśnienie mi spadało często i brałem cardiamid z kofeiną ale przestali produkować i zacząłem brać cardiol C nie zwróciłem uwagi, że ma on 72% alkoholu. 
Póki brałem tyle ile zalecają było OK, ale ja wbrew temu co sam nauczałem, że nie można, że alkoholik nie może używać substancji z alkoholem, zacząłem go brać coraz więcej tak że faktycznie byłem pod wpływem i znowu System Iluzji i Zaprzeczeń spowodował, że ja sobie wyobrażałem, że biorę tylko leki. Także nieuznanie bezsilności wobec alkoholu - pierwszy krok z 12 Anonimowych Alkoholików I przykazanie terapeutyczne.

 Motywowałem i uczyłem innych, pracowałem trochę jako pomagacz-terapeuta a sam sobie nie pomogłem.

Tak się przyzwyczaiłem do tych kropelek, że jak próbowałem pić wódkę to mi nie szła. Przyjaciele, terapeuci i osoby z otoczenia zwracali mi uwagę, ale ja pomimo swojej uczoności używałem je dalej. Myślę, że niektóre decyzję podejmowałem pod wpływem alkoholu - nie wszystkie były złe ale były i dobre.

Mieszkaliśmy w małym mieście w rodzinnym domu ale wymagał on ogromnych nakładów na remont miał prawie 80 lat. Poza tym Żona pracowała w dużym mieście 50 km oddalonym od naszego miasta, Córką podjęła też tam studia i obie nie wiązały przyszłości z naszym rodzinnym miastem.


Potem sprzedaliśmy dom i przenieśliśmy do  dużego miasta. Podjąłem pracę w szkole, przez rok pracowałem bo taka była umowa,  ale po południu piłem 2 - 4 buteleczki dziennie. 

Jak skończyła się praca w szkole piłem dalej przeszedłem w końcu na wódkę.
Zamiast szukać pracy siedziałem i nic nie robiłem tylko piłem miałem jeszcze pieniądze ze sprzedaży domu. Trochę remontowałem stare mieszkanie, które mieliśmy kupić i nowe mieszkanie, które kupiliśmy.

Nabrałem pożyczek jak skończyły się i mam chyba ponad 60 tys. Jak miałem pieniądze mogłem zrobić upadłość konsumencką.

Byłem w międzyczasie na odwyku w Dużym Mieście, ale po 2 tygodniach mnie wywalili niby za brak motywacji 

Potem byłem pierwszy raz na odwyku w Małym Miasteczku dość daleko, wróciłem i dalej piłem.


W końcu Źona miała dosyć I przeniosła się do starego mieszkania.
Potem pojechałem do Niemiec do pracy ale po tygodniu mnie wygonili. 

Wróciłem już do starego mieszkania i siedziałem szukałem pracy ale guzik z tego wyszło. 
Żona zmotywowała mnie znowu do pójścia na odwyk .
Po odwyku nie chciała mnie trzymać - pojechałem do hostelu dla pod Kielcami. 

Byłem tam niecały rok. Nie mogłem dłużej. 

Wróciłem do Dużego Miasta, zamieszkałem w schronisku i szybko znalazłem pracę.
Żonapomogła mi w znalezieniu mieszkania i pomagała. Chodziliśmy na tańce, spacery i było już dobrze. Niestety po miesiącu wpadłem w ciąg i wszystko runęło. 

Potem  schemat się powtarzał - 
schronisko
praca
ciąg
odwyk
schronisko
Itd.
Ciągle do tego picia wracałem.

A było tak dobrze - 
Żyliśmy z Źoną I Córką w sumie fajnie,  popełnialiśmy oczywiście błędy. 

Naprzód biznes się posypał ale znalazłem pracę w oknach. Gdy się skończyła pracowałem u Szwagra dopóki mnie wyrzucił. Załamałem się wtedy strasznie - depresja terapia i psychiatra.
Ale piciu nawet nie pomyślałem nawet przez chwilę.

Potem jak zajmowałem się giełdą   przeszło mi.
Jednak wszystko się posypało. 
Bez mojej pracy nie stać było na mieszkanie. Wróciliśmy do rodzinnego miasteczka. 

Potem byłem trochę w Belgii - wróciłem I pracowałem jako asystent rodziny, żeby było śmieszniej pracowałem z rodzinami, w których był problem alkoholowy.


Żona mieszkała w Lublinie naprzód u Teściowej, a potem mieszkaniu które mieliśmy kupić.

Zajmowałem się dużo córką, zabawy, wycieczki, pomoc w nauce, podpowiedziałem jej naukę hiszpańskiego,

Byliśmy  na Węgrzech i Bułgarii.
W sumie było fajne życie chociaż czasami narzekałem.
Córką jak zdała maturę i dostała się na studia filologię hiszpańską, pojechaliśmy w czasie wakacji naszym ceicento do Anglii, dotarliśmy aż  do Liverpoolu, pracowaliśmy trochę tam, ale o tym innym razem.

I wszystko poszło w diabły.

Myślę teraz cały czas na poważnie o samobójstwie - użalam się, gadam głupoty  ale z drugiej strony chcę jeszcze pożyć.

Czy da się z tym coś zrobić? - o tym w następnym  poście.