czwartek, 7 kwietnia 2022

Dziennik - ruletka i nerwy.

 

Może niektórzy czytelnicy zdziwili się lub zaniepokoili tą przerwą. A ja po prostu miałem nawrót zaburzeń. Jestem jeszcze dalej w szpitalu, już trzeci miesiąc.

Było już całkiem dobrze, a od około dwóch tygodni znowu gorzej, szczególnie rano i przed południem. W okresie abstynencji też tak miałem, jestem sowa i najlepiej się 
wieczorem i w nocy. Czasami tak jak w ostatni poniedziałek czuję się już całkiem normalnie, tylko trochę słaby, a potem część objawów wraca i tak w kółko. Odczuwam też wtedy taką niemoc twórczą i stąd też luki w blogu. Jakoś trochę łatwiej pisze mi się listy do pewnego Terapeuty, a przecież ten blog też ktoś czyta co widzę po raportach Google Analytics tylko szkoda, że mało komentarzy.

Pisałem już o objawach nawrotu kryzysu, czy depresji w poście 04 marca 2022, ale przypomnę pokrótce. Może jęczę i za bardzo się powtarzam, ale chcę podkreślić dokuczliwość tych objawów. Niby wyniki OK, a coś się dzieje i otoczenie tego często nie rozumie. Może przyda to się zarówno mi jak i uzależnionym czytelnikom, którzy w dalszym ciągu próbują pić kontrolowanie.

Są co prawda tzw. programy redukcji szkód, gdzie dąży się do ograniczenia picia, konsekwencji i szkód z tym związanych, pisałem kiedyś o tym. Może dla niektórych osób jest to wystarczające i pożyteczne, ale ja się na to nie piszę -
- po pierwsze dlatego, że to dla mnie loteria, szczególnie jak są objawy abstynencyjne, czyli kac;
- po drugie bo żyło mi się fajnie przez 27 lat bez alkoholu i wcale nie odczuwałem jego braku.

Owszem, zdążały się dni, że piłem bez konsekwencji, kontrolowanie. Ale jest to ruletka i często na drugi dzień kusiło.


                      Źródło - pixabay.com 




                              
Jak pisałem rąbnęło mnie jak nigdy przedtem. Związane jest to zapewne oprócz żalu po głupotach, dużych stratach psychicznych i materialnych, ale też w pewnym  stopniu z tym, że mam silny lęk przed wyjściem - nie bardzo jest gdzie.

To niektóre objawy, które były ostatnio, nie wszystkie pojawiają się naraz, zwykle dwa trzy -

W żołądku nie ból tylko jakby kamień tam był, tak miałem jak nie piłem przy nerwach. Bardzo słaby jestem, jakbym miał zemdleć, brak apetytu, sucho w ustach, niesmak, papierosy i kawa nie smakują /to głupie ale takie są objawy/, nerwowość, niepokój, do toalety chodzę ciągle, co 10 minut odczuwam parcie, popuszczam w pampersa, głowa boli. Jak coś robię albo leżę w łóżku to trochę lepiej. Na wolności w sprzyjających warunkach to tylko godzinę wytrzymam nie więcej - taka wada wrodzona.

Męczliwość, rano wstaję zmęczony, w stawach strasznie łupie, u serce staje, brak powietrza. nie mogę się skupić, ani nic robić po południu zwykle trochę lepiej, czasami całkiem prawie dobrze, ale to nie to. Nerwy trzęsą i osłabiony. Lekarz mówi, że to po antybiotyku, ale to guzik prawda.
Zmuszam się żeby cokolwiek napisać lub przeczytać, a muszę coś robić bo zwariuję do końca jak będę leżał ciągle w łóżku.

Kiedy to przejdzie. Tu raczej nie pomogą. Nie ma żadnej terapii, na sąsiedniej klinice też. Z lekarzem dwie minuty rozmowy, z leków tylko Duksocyklina, różnie o niej piszą, na wolności więcej leków brałem jak nie piłem, może ona wystarczy. Tyle, że dach i jedzenie no i nie ma alkoholu.
Teraz biorę Escitalocpram, dobrze raczej o nim piszą. Niby na forach często głupoty, ale coś w nich jest z prawdy.

Założę się o duże pieniądze - że jakbym miał gdzie pójść mieszkać, miał pieniądze na życie lub wygrał dużą kasę toby objawy szybko przeszły.

Mam takie bardzo podobne doświadczenie w przeszłości. Nie piłem już wtedy ładnych parę lat i niespodziewanie straciłem pracę, a moja pensja była niezła i dzięki temu mogliśmy wynajmować mieszkanie w większym mieście z Rodziną, bez dobrze płatnej pracy nie było szans. Do tego nie pojechałem na rozmowę do ośrodka terapii uzależnień w Krakowie o takiej pracy marzyłem, wybrałem pozostanie w Lublinie bo tu niby pewna praca i Rodzina.

Od czerwca do września byłem nieprzytomny, kryzys, depresja jak cholera, terapia, psychiatra. Leżałem tylko na kanapie i paliłem papierosy, mało próbowałem działać. Dobrze że byłem wtedy z Rodziną - nie musiałem nic robić tylko mogłem przeżywać.

Z perspektywy czasu widzę że zachowałem się mało dojrzale, tyle że nie myślałem o piciu i zacząłem myśleć o stronie - blogu.

Przeszło mi za 3 dni jak z nieba spadło mi zajęcie za dobre pieniądze, dobrze szło. Zająłem się giełdą. Nie kupowałem akcji tylko działałem na kontraktach WIG20.
Miałem metodę  na tak zwanego żółwika, jak szło w dobrą stronę w górę lub w dół, czyli na długich lub krótkich, wchodziłem na chwilę i nie czekałem co będzie dalej. Niestety schytrzyłem się kiedyś, niedojrzała osobowość, chciałem za szybko i wszystko szlak trafił, a była duża szansa, ludzie z tego żyją lub uzupełniają dochody.
Potem próbowałem sam. Przy wkładzie 1000 zł wyciągałem 50 zł dziennie, skończyło się jak poprzednio.

Rozpisuję się o tym bo to świadczy o mojej osobowości. Podobnie się dzieje w innych sytuacjach. Głupota i rządzą emocje nie rozum.

Piję też kawę i palę pomimo oczywistej szkodliwości. Zapominam szybko o bólu żołądka. Jak boli to sobie obiecuję, uzależnienie jak nic.
Używam dalej pomimo tego, że mi szkodzi - jedna z definicji uzależnienia, która mi się bardzo podoba.
Podobnie z alkoholem szybko zapominam. Jak nie wyrobię w sobie odruchu, takiego prawie bezwarunkowego, żeby naprzód pomyśleć to będzie źle. Odruch szybszy od myśli.

Z drugiej strony jakbym miał warunki i szybko stąd wyszedł jest duża szansa żebym zapił, bo nie przeżyłbym tego cierpienia co teraz. Długi pobyt sprzyja przemyśleniom i trochę rechabilitacji.

Myślałem, że to wrzód, ale chyba nie -

Jak tak czytam o nerwicach to wygląda na to, że jednak mam typowe objawy. Trzeba by zrobić jeszcze gastroskopię, żeby wykluczyć wrzód, ale myślę, że raczej nie. Jak problemy to pękają najsłabsze ogniwa łańcucha, u mnie to żołądek i pęcherz, miewam takie gwałtowne nagłe parcie, że nie mogę się powstrzymać, urolog mówił że tak może być. Niby wszystko się zgadza.

Jak się położę wieczorem i oglądam serial, żeby nie było zbyt ambitnie, objawy mijają, apetyt wraca. Chyba w łóżku wieczorem czuję się bezpiecznie.

Miewałem tak jeszcze jak nie piłem, ale przez dzień, czy pół.

U pacjentów z nerwicą trudne emocje gromadzone są na poziomie nieuświadamianym. Symbolicznie można powiedzieć, że nie ma przyzwolenia na poziomie świadomym na ich odczuwanie – emocje organizują się więc w objawy odczuwane przez ciało. Wydawałoby się pozornie, że jeżeli występuje ból to przyczyna powinna tkwić w ciele, a przyczyną np. przewlekłego kaszlu na pewno jest choroba płuc. U pacjentów z nerwicą kolejne badania ciała nie potwierdzają zaburzeń.

https://donatakurpas.pl/jak-rozpoznac-nerwice-i-leczyc-nerwice/

https://www.hellozdrowie.pl/artykul-stawy-nie-lubia-stresu/

Jednym z objawów nerwicy mogą być też przewlekłe bóle mięśni, którym towarzyszy duże zmęczenie. Pamiętajmy, że każda sytuacja stresowa powoduje u nas odruchowe napinanie mięśni. Nie kontrolujemy tego. Oczywiście jeśli nie cierpimy na zaburzenia lękowe, po ustąpieniu sytuacji stresowej – ustępuje też napięcie mięśni. Rozluźniamy się i odpoczywamy. Często mówimy, „ale ten stres wymęczył mnie”. U pacjentów z zaburzeniami lękowymi nie ma okresu rozluźnienia i odprężenia, napięcie mięśni utrzymuje się przewlekle.

Niby to wiedziałem, ale teraz wyraźniej to sobie uświadomiłem.
Oczywiście może to być też nawrót chęci picia - tęsknota za wódkę, zachętka jak mówi moja Pani Dr, też pewnie kryzys i depresja. Za dużo przeżyłem w ostatnich latach i to teraz wychodzi. Obawiam się - czy to odwracalne? Sądzę, że tak, ale trzeba czasu, dużo pracy nad sobą, terapii osobowości i oczywiście abstynencji całkowitej.

Pacjenci odczuwający przewlekłe dolegliwości bólowe i uogólnione napięcie często zauważają, że ustępują one po alkoholu lub innych substancjach psychoaktywnych. Sięgają więc po alkohol lub inne substancje odurzające coraz częściej. Niestety rozpoznanie zaburzeń lękowych często stawia się wtórnie do uzależnienia od tych substancji.

https://donatakurpas.pl/jak-rozpoznac-nerwice-i-leczyc-nerwice/

Rzeczywiście - jak wypiję wszystko mija i to jest zdradne.

A to wszystko też pewnie dlatego, że tylko pozornie pogodziłem się z wyrzutami sumienia, żalem po stracie itp. Podświadomie wracam do tego, samo się myśli, jak mawiali moi klienci. No i jak pisałem niepewna przyszłość.

A co dalej? - w następnym liście.



                


wtorek, 15 marca 2022

Dziennik 15.03.2022 - Śmierć.

Dalszy ciąg pieczenia języka. Zdawałoby, że drobiazg, a tak utrudnia życie, dyskomfort. Też wyzwalacz, pisałem w o tym w poprzednich postach.

Kiedy pisałem o uczuciach natknąłem się w internecie na Gałczyńskiego. Nie tylko głupoty są w internecie, zależy kto czego szuka, zacytuję duży fragment -

Ile razem dróg przebytych
Ile ścieżek przedeptanych
Ile deszczów, ile śniegów
Wiszących nad latarniami...

...Ile w trudzie nieustannym
Wspólnych zmartwień, wspólnych dążeń
Ile chlebów rozkrajanych
Pocałunków, schodów, książek?

Oczy twe jak piękne świece
A w sercu żródło promienia
Więc ja chciałbym Twoje serce
Ocalić od zapomnienia...

Wzruszyłem się i równocześnie odczułem jakiś taki menalcholijny spokój na duszy.
Wiersz ten dedykuję osobie mi bardzo bliskiej, którą kocham od wielu lat.

Natrafiłem też na film na YouTube - Odeszli w 2021, mowa tu o artystach - Gołas, Kowalewski, Krawczyk, Cieślak itd. Przyszła mi refleksja - towarzyszyli mi oni od dzieciństwa i już ich nie ma.
Uświadamiałem sobie już trochę wcześniej, że lata płyną, ale dzisiaj, jak w rozmowie Salowy mnie zapytał ile mam lat, zobaczyłem to wyraźniej - 63 skończę we wrześniu. Niby, nie chwaląc się młodo wyglądam, pomimo picia, młodo się czuję, ale bliżej niż dalej. Przeraża mnie perspektywa śmierci. Tyle przeżyć i wszystko zginie. Wiele ludzi wierzy w fajne życie w niebie po śmierci. Niektóre nacje wierzą, że dusza wędruje i przenosi się do następnego człowieka, nawet niektórzy udowadniają to, inni uważają, że lokuje się w zwierzętach.

Mi, pomimo tego, że próbuję się modlić i zdobyć wiarę jakoś trudno mi uwierzyć w życie po śmierci, niebo. Z drugiej strony trudno mi uwierzyć, że to wszystko zginie - MYŚL, DUCH. Świat będzie istniał dalej, chyba, że został stworzony tylko dla mnie, zarozumialstwo, to może iluzja, jak pisałem /Truman show/.

Nie wyobrażam sobie - nagle nie ma nic.
Jeszcze jak się umiera nagle lub w nieświadomości to jakoś chyba łatwiej. Po pijanemu, z ciężką demencją, we śnie, wypadek. A jeśli śmiertelna choroba to trudniej chyba żyć ze świadomością rychłej śmierci.
Dzięki Systemowi Iluzji i Zaprzeczeń na codzień spycham myśli o śmierci do podświadomości, ale z wiekiem coraz częściej przychodzi refleksja.

Śmierć jest "logiczna" gdyby wszys
cy żyli wiecznie i ludzie i zwierzęta, lub bardzo długo nie starczyłoby miejsca na Ziemi ani pożywienia. Jest też przydatna ewolucji, eliminuje osobniki słabo przystosowane, "wadliwe", żeby mógł się doskonalić rodzaj ludzki.


                          Źródło - pixabay.com
             


W tym miejscu należałoby się zastanowić czym jest DUSZA, ale to później. Kiedyś czytałem, że był gość, który ważył pacjenta w trakcie umierania. W momencie śmierci stracił ileś tam gramów. Facet wywnioskował, że tyle waży dusza.

Ale może teraz bardziej o życiu jednak, ale to w następnych listach.

                   

Dziennik 15.03.2022 - Śmierć.

Dalszy ciąg pieczenia języka. Zdawałoby, że drobiazg, a tak utrudnia życie, dyskomfort. Też wyzwalacz, pisałem w o tym w poprzednich postach.

Kiedy pisałem o uczuciach natknąłem się w internecie na Gałczyńskiego. Nie tylko głupoty są w internecie, zależy kto czego szuka, zacytuję duży fragment -

Ile razem dróg przebytych
Ile ścieżek przedeptanych
Ile deszczów, ile śniegów
Wiszących nad latarniami...

...Ile w trudzie nieustannym
Wspólnych zmartwień, wspólnych dążeń
Ile chlebów rozkrajanych
Pocałunków, schodów, książek?

Oczy twe jak piękne świece
A w sercu żródło promienia
Więc ja chciałbym Twoje serce
Ocalić od zapomnienia...

Wzruszyłem się i równocześnie odczułem jakiś taki menalcholijny spokój na duszy.
Wiersz ten dedykuję osobie mi bardzo bliskiej, którą kocham od wielu lat.

Natrafiłem też na film na YouTube - Odeszli w 2021, mowa tu o artystach - Gołas, Kowalewski, Krawczyk, Cieślak itd. Przyszła mi refleksja - towarzyszyli mi oni od dzieciństwa i już ich nie ma.
Uświadamiałem sobie już trochę wcześniej, że lata płyną, ale dzisiaj, jak w rozmowie Salowy mnie zapytał ile mam lat, zobaczyłem to wyraźniej - 63 skończę we wrześniu. Niby, nie chwaląc się młodo wyglądam, pomimo picia, młodo się czuję, ale bliżej niż dalej. Przeraża mnie perspektywa śmierci. Tyle przeżyć i wszystko zginie. Wiele ludzi wierzy w fajne życie w niebie po śmierci. Niektóre nacje wierzą, że dusza wędruje i przenosi się do następnego człowieka, nawet niektórzy udowadniają to, inni uważają, że lokuje się w zwierzętach.

Mi, pomimo tego, że próbuję się modlić i zdobyć wiarę jakoś trudno mi uwierzyć w życie po śmierci, niebo. Z drugiej strony trudno mi uwierzyć, że to wszystko zginie - MYŚL, DUCH. Świat będzie istniał dalej, chyba, że został stworzony tylko dla mnie, zarozumialstwo, to może iluzja, jak pisałem /Truman show/.

Nie wyobrażam sobie - nagle nie ma nic.
Jeszcze jak się umiera nagle lub w nieświadomości to jakoś chyba łatwiej. Po pijanemu, z ciężką demencją, we śnie, wypadek. A jeśli śmiertelna choroba to trudniej chyba żyć ze świadomością rychłej śmierci.
Dzięki Systemowi Iluzji i Zaprzeczeń na codzień spycham myśli o śmierci do podświadomości, ale z wiekiem coraz częściej przychodzi refleksja.

Śmierć jest "logiczna" gdyby wszys
cy żyli wiecznie i ludzie i zwierzęta, lub bardzo długo nie starczyłoby miejsca na Ziemi ani pożywienia. Jest też przydatna ewolucji, eliminuje osobniki słabo przystosowane, "wadliwe", żeby mógł się doskonalić rodzaj ludzki.


                          Źródło - pixabay.com
             


W tym miejscu należałoby się zastanowić czym jest DUSZA, ale to później. Kiedyś czytałem, że był gość, który ważył pacjenta w trakcie umierania. W momencie śmierci stracił ileś tam gramów. Facet wywnioskował, że tyle waży dusza.

Ale może teraz bardziej o życiu jednak, ale to w następnych listach.

                   

poniedziałek, 14 marca 2022

Dziennik 14.03.2022 - Myśl.

 


Jak pisałem w poprzednim liście, spróbuję się zastanowić co się dzieje przed zapiciem.
Psychologowie, przede wszystkim Freud, ale nie tylko, zastanawiają się z czego składa się człowiek, wrócę do tego jeszcze szerzej.

Na swój użytek do analizy nawrotu dzielę siebie na cztery części -
MYŚL - EMOCJE - CIAŁO - PODŚWIADOMOŚĆ

MYŚL - co to jest każdy czuje co to jest, lecz jest to trudne do zdefiniowania w teorii, jak zresztą pozostałe pojęcia. Są w Wikipedii i innych źródłach definicje, ale są one dość mętne i niczego nie wnoszą. Ja przyjmuję je jako tzw. pojęcia pierwotne - jak np. liczba, punkt, czy prosta w matematyce. Niby prostą można definiować w geometrii euklidesowej i nieeukledisowej, ale też nie do końca.

EMOCJE - tu niejasne dla mnie jest czym się różnią od uczuć. Emocją będzie chyba strach, miłość uczuciem ale miłość nierozerwalnie łączy się z emocjami.

CIAŁO - czyli nasz organizm, może oprócz mózgu.

PODŚWIADOMOŚĆ - też wiem co to jest i wyczuwam, że do części mogę dotrzeć poprzez analizę sytuacji. Do innej części będzie trudno, może się ujawniać w hipnozie, snach. Do innej może się nigdy nie da dotrzeć, jak np. do intuicji.
U Freuda będzie to podświadomość i nadświadomość, id i superego.

Intuicja jest dla mnie bardzo ważnym pojęciem. W dzisiejszym świecie jest taki natłok informacji, że trudno podjąć jakąś decyzję opierając się na chłodnej analizie danych, nawet komputer kwantowy miałby kłopoty. A dzięki intuicji rozwiązanie problemu przychodzi samo, nie wiadomo skąd. Intuicja mi np. mówi, żeby nie iść na odwyk.
Jest taka fajna książka - Laury Day,
Praktyczna intuicja. Jak pobudzić i wykorzystywać instynktowną wiedzą.

Oczywiście jest jeszcze - DUSZA czy DUCH, może sumienie, ale teraz dla uproszczenia nie będę się tą częścią zajmował. Pewnie należałoby ją zaliczyć do nieświadomości, a może to osobny byt?

Oczywiście wszystkie te cztery moje składniki funkcjonują razem, podział jest sztuczny, ale dla mnie przydatny.
W niektórych sytuacjach po prostu któryś ma przewagę. Ogólnie to emocje mają trochę przewagę. Ośrodki za nie odpowiedzialne znajdują się wcześniej w mózgu niż kora mózgowa, która podobno myśli, u mnie nie zawsze. Powstały w procesie ewolucji wcześniej no i dobrze - gdy napada mnie bandyta odczuwam strach i złość, muszę reagować szybko, żeby przeżyć, nie ma czasu na myślenie. Ale superego też działa - podpowiada, żeby go nie zabijać bo normy ogólnospołeczne, religia mówią, że zabijanie jest nie bardzo OK.

Kurcze, nie chce mi się iść spać, i nie chce mi się spać. Złapałem wenę i szkoda mi czasu na spanie /HALT/.

Spróbuję to przeanalizować to na przykładzie swoich nawrótów.
Jak wspomniałem w poprzednim poście w ostatnim czasie piłem zaraz lub prawie zaraz po wyjściu ze szpitala -

1. Ciało i trochę mózg zmęczone.
2. Myśl - kielich pomoże i tylko dzisiaj.
3. Emocje - złość na siebie i żal.
4. Podświadomość - mówi że nie, ale to da się zagłuszyć, zintelektualizować,
Id pragnie odrobiny przyjemność zapewne.

Rozmyślanie nadmierne o błędach -

1. Myśl - co ja zrobiłem przez ostatnie lata I co to teraz będzie.
2. Uczucia - dyskomfort, wstyd.
3. Ciało - dreszcze, brak dobrego snu.
4. Podświadomość - wyrzuty sumienia.
Id nie chce, żeby bolało.

Przeziębienie -

1. Ciało - temperatura trochę wyższa, papierosy nie smakują
2. Uczucia - zniecierpliwienie, irytacja.
3. Myśl - wóda przyniesie ulgę i oczywiście tylko dzisiaj.
4. Podświadomość - to bracie nie jest dobry sposób.
Id nie mimo wszystko trzeba poprawić samopoczucie, dyskomfort jest be.
Nerwy związane z pęcherzem; neurogennym lub chorym językiem.

1. Ciało - nagłe parcie, choć niedawno byłem w toalecie.
2. Uczucia - złość, wstyd.
3. Myśl - trzeba na chwilę o tym zapomnieć.
4. Podświadomość - to bracie nie jest dobry sposób.
Id nie mimo wszystko.

Oczywiście w praktyce trudno to rozdzielić, wszystko się dzieje prawie równocześnie.
Jakoś mi wychodzi, że ciało ma duży udział w nawrotach, Id nie jest dużo gorsze o ile trafnie rozpoznałem jego udział. Czyżbym był niewolnikiem swojego ciała? Dużego wpływu na nie nie mam, chociaż trochę mam /mogę, choć to ciężko I teraz sobie nie wyobrażam, rzucić palenie - to jedna z niewielu przyjemności w moim życiu!?/.

Ale na myślenie mam duży wpływ, mogę się przeprogramować trochę jak w programowaniu neurolingwistycznym (NLP) – pisałem już o tym parę lat temu, cytat w poprzednim poście.

Ale zaraz pojawią się MYŚL /u niektórych niekoniecznie/. Teraz chodzi o to, żeby była właściwa. W zasadzie powinienem sobie wyrobić taki odruch bezwarunkowy - że w tym momencie daję sobie np. godzinę na podjęcie decyzji i od razu nie piję, daję sobie czad na przemyślenie. Wypracowuję taki odruch jak uzyskał Pawłow u psa.

Myślę, że takie rozważania pomogą mi utrzymać abstynencję.



                        Źródło - pixabay.com.  

Dziennik 14.03.2022 - Myśl.

 


Jak pisałem w poprzednim liście, spróbuję się zastanowić co się dzieje przed zapiciem.
Psychologowie, przede wszystkim Freud, ale nie tylko, zastanawiają się z czego składa się człowiek, wrócę do tego jeszcze szerzej.

Na swój użytek do analizy nawrotu dzielę siebie na cztery części -
MYŚL - EMOCJE - CIAŁO - PODŚWIADOMOŚĆ

MYŚL - co to jest każdy czuje co to jest, lecz jest to trudne do zdefiniowania w teorii, jak zresztą pozostałe pojęcia. Są w Wikipedii i innych źródłach definicje, ale są one dość mętne i niczego nie wnoszą. Ja przyjmuję je jako tzw. pojęcia pierwotne - jak np. liczba, punkt, czy prosta w matematyce. Niby prostą można definiować w geometrii euklidesowej i nieeukledisowej, ale też nie do końca.

EMOCJE - tu niejasne dla mnie jest czym się różnią od uczuć. Emocją będzie chyba strach, miłość uczuciem ale miłość nierozerwalnie łączy się z emocjami.

CIAŁO - czyli nasz organizm, może oprócz mózgu.

PODŚWIADOMOŚĆ - też wiem co to jest i wyczuwam, że do części mogę dotrzeć poprzez analizę sytuacji. Do innej części będzie trudno, może się ujawniać w hipnozie, snach. Do innej może się nigdy nie da dotrzeć, jak np. do intuicji.
U Freuda będzie to podświadomość i nadświadomość, id i superego.

Intuicja jest dla mnie bardzo ważnym pojęciem. W dzisiejszym świecie jest taki natłok informacji, że trudno podjąć jakąś decyzję opierając się na chłodnej analizie danych, nawet komputer kwantowy miałby kłopoty. A dzięki intuicji rozwiązanie problemu przychodzi samo, nie wiadomo skąd. Intuicja mi np. mówi, żeby nie iść na odwyk.
Jest taka fajna książka - Laury Day,
Praktyczna intuicja. Jak pobudzić i wykorzystywać instynktowną wiedzą.

Oczywiście jest jeszcze - DUSZA czy DUCH, może sumienie, ale teraz dla uproszczenia nie będę się tą częścią zajmował. Pewnie należałoby ją zaliczyć do nieświadomości, a może to osobny byt?

Oczywiście wszystkie te cztery moje składniki funkcjonują razem, podział jest sztuczny, ale dla mnie przydatny.
W niektórych sytuacjach po prostu któryś ma przewagę. Ogólnie to emocje mają trochę przewagę. Ośrodki za nie odpowiedzialne znajdują się wcześniej w mózgu niż kora mózgowa, która podobno myśli, u mnie nie zawsze. Powstały w procesie ewolucji wcześniej no i dobrze - gdy napada mnie bandyta odczuwam strach i złość, muszę reagować szybko, żeby przeżyć, nie ma czasu na myślenie. Ale superego też działa - podpowiada, żeby go nie zabijać bo normy ogólnospołeczne, religia mówią, że zabijanie jest nie bardzo OK.

Kurcze, nie chce mi się iść spać, i nie chce mi się spać. Złapałem wenę i szkoda mi czasu na spanie /HALT/.

Spróbuję to przeanalizować to na przykładzie swoich nawrótów.
Jak wspomniałem w poprzednim poście w ostatnim czasie piłem zaraz lub prawie zaraz po wyjściu ze szpitala -

1. Ciało i trochę mózg zmęczone.
2. Myśl - kielich pomoże i tylko dzisiaj.
3. Emocje - złość na siebie i żal.
4. Podświadomość - mówi że nie, ale to da się zagłuszyć, zintelektualizować,
Id pragnie odrobiny przyjemność zapewne.

Rozmyślanie nadmierne o błędach -

1. Myśl - co ja zrobiłem przez ostatnie lata I co to teraz będzie.
2. Uczucia - dyskomfort, wstyd.
3. Ciało - dreszcze, brak dobrego snu.
4. Podświadomość - wyrzuty sumienia.
Id nie chce, żeby bolało.

Przeziębienie -

1. Ciało - temperatura trochę wyższa, papierosy nie smakują
2. Uczucia - zniecierpliwienie, irytacja.
3. Myśl - wóda przyniesie ulgę i oczywiście tylko dzisiaj.
4. Podświadomość - to bracie nie jest dobry sposób.
Id nie mimo wszystko trzeba poprawić samopoczucie, dyskomfort jest be.
Nerwy związane z pęcherzem; neurogennym lub chorym językiem.

1. Ciało - nagłe parcie, choć niedawno byłem w toalecie.
2. Uczucia - złość, wstyd.
3. Myśl - trzeba na chwilę o tym zapomnieć.
4. Podświadomość - to bracie nie jest dobry sposób.
Id nie mimo wszystko.

Oczywiście w praktyce trudno to rozdzielić, wszystko się dzieje prawie równocześnie.
Jakoś mi wychodzi, że ciało ma duży udział w nawrotach, Id nie jest dużo gorsze o ile trafnie rozpoznałem jego udział. Czyżbym był niewolnikiem swojego ciała? Dużego wpływu na nie nie mam, chociaż trochę mam /mogę, choć to ciężko I teraz sobie nie wyobrażam, rzucić palenie - to jedna z niewielu przyjemności w moim życiu!?/.

Ale na myślenie mam duży wpływ, mogę się przeprogramować trochę jak w programowaniu neurolingwistycznym (NLP) – pisałem już o tym parę lat temu, cytat w poprzednim poście.

Ale zaraz pojawią się MYŚL /u niektórych niekoniecznie/. Teraz chodzi o to, żeby była właściwa. W zasadzie powinienem sobie wyrobić taki odruch bezwarunkowy - że w tym momencie daję sobie np. godzinę na podjęcie decyzji i od razu nie piję, daję sobie czad na przemyślenie. Wypracowuję taki odruch jak uzyskał Pawłow u psa.

Myślę, że takie rozważania pomogą mi utrzymać abstynencję.



                        Źródło - pixabay.com.  

niedziela, 13 marca 2022

Dziennik 13.03.2022 - Zachętki

 Nasila mi się pieczenie języka, ciężko jeść i się skupić, nie chce mi się pisać. W ogóle nic mi się nie chce mi się robić ostatnio szczególnie, tylko palić mi się chce, a i to przez język ciężko.

Może to wynikać trochę z tego, że czas płynie, ja powinienem robić teraz co innego - pracować np. Z drugiej strony pobyt w szpitalu pozwala mi na chwilę refleksji, na zastosowanie autoterapii, na wolności zapewne nie miałbym czasu, prę do przodu, łatwo wtedy się zagubić.

Gdy zastanawiałem się nad tym "niechceniem" uświadomiłem sobie, że taki stan to dla mnie wybitny wyzwalacz.
Kiedy pracowałem jako asystent rodziny w pomocy społecznej i miałem pisać kwity, i mi się nie chciało, to stosowałem kropelki i wtedy jakoś szło. Nie upijałem się całkiem, ale byłem w stanie wskazującym. Pracę z klientami /niektórzy nie lubią tego określenia/ lubiłem, ale jak przyszło do sporządzania planów i raportów robiło mi się niedobrze.
Jak byłem na pierwszych studiach, politechnice /przez 6 lat zaliczyłem 2,5 roku/ i trzeba było zrobić duży projekt za 3 dni /bo wcześniej spędzałem czas na piwie/ popijałem powoli koniak, bo inaczej nie dałbym rady przez 2 nocy bez dopalacza.

W związku z tym wyzwalaczem pomyślałem sobie, że warto by sobie zrobić listę wyzwalaczy - zachętek jak mówi moja pani Dr.

Po co ostatnimi czasy zaczynałem pić praktycznie zaraz po wyjściach ze szpitala?
A no chciałem się odprężyć, zapomnieć i oczywiście sobie myślałem - tylko dzisiaj trochę, na drugi dzień kac i wiadomo... , a kasa była.

Inne moje wyzwalacze -
- rozmyślanie nadmierne o przeszłości i o przyszłości;
- myli z tym związane - co by było gdyby;
- przeziębienie, oskrzela lekka temperatura tak 37,2;
- nerwy związane z pęcherzem; neurogennym lub chorym językiem;
- niewyspanie - jak łyknę aktywność wraca.

Jest tego trochę - każdy powód dobry.
A u podłoża tego wszystkiego dwie rzeczy -
- nieuznanie bezsilności wobec alkoholu, trudne, bo wiele razy się udawało nie upić, ale to lotroteria, przeważnie kończyłem ciągiem.
- i poczucie małego sensu w życiu, brak fajnego celu.

O większości moich zachętek wiedziałem już dawno - no i co z tego. Myślę, że główna przyczyna to brak określonego celu w życiu. 



                             Źródło - pixabay.com              



U mnie jest jeszcze taka kwestią, że nie umiem sobie wrzucić na luz. Mam zakodowane że zawsze trzeba coś konstruktywnego robić. Jak nie piszę /to też jakiś rodzaj pracy/ i nie pracuję to mam wyrzuty sumienia. A przecież nie zawsze muszę coś robić, choć są sytuacje że muszę. Może jak się nic mi się nie chce to sygnał od organizmu, że trzeba się poobijać.
Czy przed zapiciem pojawią się naprzód emocja, czy myśl? Zastanowię się w następnym poście.

Dziennik 13.03.2022 - Zachętki

 Nasila mi się pieczenie języka, ciężko jeść i się skupić, nie chce mi się pisać. W ogóle nic mi się nie chce mi się robić ostatnio szczególnie, tylko palić mi się chce, a i to przez język ciężko.

Może to wynikać trochę z tego, że czas płynie, ja powinienem robić teraz co innego - pracować np. Z drugiej strony pobyt w szpitalu pozwala mi na chwilę refleksji, na zastosowanie autoterapii, na wolności zapewne nie miałbym czasu, prę do przodu, łatwo wtedy się zagubić.

Gdy zastanawiałem się nad tym "niechceniem" uświadomiłem sobie, że taki stan to dla mnie wybitny wyzwalacz.
Kiedy pracowałem jako asystent rodziny w pomocy społecznej i miałem pisać kwity, i mi się nie chciało, to stosowałem kropelki i wtedy jakoś szło. Nie upijałem się całkiem, ale byłem w stanie wskazującym. Pracę z klientami /niektórzy nie lubią tego określenia/ lubiłem, ale jak przyszło do sporządzania planów i raportów robiło mi się niedobrze.
Jak byłem na pierwszych studiach, politechnice /przez 6 lat zaliczyłem 2,5 roku/ i trzeba było zrobić duży projekt za 3 dni /bo wcześniej spędzałem czas na piwie/ popijałem powoli koniak, bo inaczej nie dałbym rady przez 2 nocy bez dopalacza.

W związku z tym wyzwalaczem pomyślałem sobie, że warto by sobie zrobić listę wyzwalaczy - zachętek jak mówi moja pani Dr.

Po co ostatnimi czasy zaczynałem pić praktycznie zaraz po wyjściach ze szpitala?
A no chciałem się odprężyć, zapomnieć i oczywiście sobie myślałem - tylko dzisiaj trochę, na drugi dzień kac i wiadomo... , a kasa była.

Inne moje wyzwalacze -
- rozmyślanie nadmierne o przeszłości i o przyszłości;
- myli z tym związane - co by było gdyby;
- przeziębienie, oskrzela lekka temperatura tak 37,2;
- nerwy związane z pęcherzem; neurogennym lub chorym językiem;
- niewyspanie - jak łyknę aktywność wraca.

Jest tego trochę - każdy powód dobry.
A u podłoża tego wszystkiego dwie rzeczy -
- nieuznanie bezsilności wobec alkoholu, trudne, bo wiele razy się udawało nie upić, ale to lotroteria, przeważnie kończyłem ciągiem.
- i poczucie małego sensu w życiu, brak fajnego celu.

O większości moich zachętek wiedziałem już dawno - no i co z tego. Myślę, że główna przyczyna to brak określonego celu w życiu. 



                             Źródło - pixabay.com              



U mnie jest jeszcze taka kwestią, że nie umiem sobie wrzucić na luz. Mam zakodowane że zawsze trzeba coś konstruktywnego robić. Jak nie piszę /to też jakiś rodzaj pracy/ i nie pracuję to mam wyrzuty sumienia. A przecież nie zawsze muszę coś robić, choć są sytuacje że muszę. Może jak się nic mi się nie chce to sygnał od organizmu, że trzeba się poobijać.
Czy przed zapiciem pojawią się naprzód emocja, czy myśl? Zastanowię się w następnym poście.

sobota, 12 marca 2022

Dziennik, 12.03.2022

 Znowu znalazłem dowody na to, że ten mój ciąg trwa ładnych parę lat. Przytaczam fragment notatek jakie kiedyś robiłem. Byłem wtedy prawdopodobnie na odwyku -


18.07.2017
Rozpamiętuję coby było gdyby było – co mnie dobija
Zapominam ciągle co miałem napisać
Wszystko się ułoży jak przestanę – K.
19.07
Jednak kombinuję brak pokory – samoobserwacji – Paweł /piątek/ i inni
Motywacja teraz
po wypiciu była
system działa jak cholera – święcie wierzę w danym momencie, że się nie napiję itp.
miłość do alkoholu – zyski krótkie, ale duże
24.07
może przy stresie-głodzie taki pomysł, jak u Osiatyńskiego
analiza – korzystanie z zasobów
przeziębienie – wyzwalacz
xxxxxxxxxxxxx
picie bez ciągu też rusza
wrócić do loterii i czy potrzebne
wypalenie przy szukaniu
to tylko lekarstwo
26.07
zakodowane miałem jak w NLP
U mnie nawrót zaczął się tak jakoś płynnie - trudno wyznaczyć granicę.
Czy zaczął się od początku brania kropli czy trochę później jak zacząłem
Niektóre zdania prawie identyczne jak teraz piszę a minęło parę lat.

Jedno mnie zastanowiło - zyski krótkie, ale duże - Tak, są też jakieś zyski, szczególnie na początku picia. Odprężam się, doznaję niezwykłych doznań. Jedna z teorii na temat przyczyn alkoholizmu mówi, że ludzie piją ponieważ szukają innych przeżyć niż w codziennym szarym życiu.

Zgadzam się z tym. Tylko takie niezwykłe doznania można mieć i po trzeźwemu. Doświadczyłem tego. Bez nich życie jest rzeczywiście szare i nudne. Szczególnie zacząłem przeżywać życie po treningach na zajęciach Programu Rozwoju Osobistego na który jeździłem do Warszawy. 


      
                                  Źródło - pixabay.com 

Może to być doświadczenie w kontakcie ze sztuką - obraz, film, poezja; przyrodą - góry, morze, krajobraz. Może to być pasja - wędkarstwo, piłka, majsterkowanie, pisanie wierszy, pomaganie innym, pisanie bloga. Dla niektórych praca jest równocześnie pasją. Nie pamiętam kto to powiedział - szczęście to to jak się robi to co lubi i jeszcze ma się z tego pieniądze.



ludzie, którzy mają porządek w finansach i potrafią się mądrze bogacić, mogą na większą skalę realizować swoje pasje i marzenia. 


Czyli pieniądze się przydają.

Sądzę, że bez pasji abstynencja będzie wątpła.

Jedną z przyczyn powrotu upatruję w tym, że nie realizowałem swoich pasji i tutaj przejdę do sygnałów ostrzegawczych "zachętek" ale to w następnym liście.














Dziennik, 12.03.2022

 Znowu znalazłem dowody na to, że ten mój ciąg trwa ładnych parę lat. Przytaczam fragment notatek jakie kiedyś robiłem. Byłem wtedy prawdopodobnie na odwyku -


18.07.2017
Rozpamiętuję coby było gdyby było – co mnie dobija
Zapominam ciągle co miałem napisać
Wszystko się ułoży jak przestanę – K.
19.07
Jednak kombinuję brak pokory – samoobserwacji – Paweł /piątek/ i inni
Motywacja teraz
po wypiciu była
system działa jak cholera – święcie wierzę w danym momencie, że się nie napiję itp.
miłość do alkoholu – zyski krótkie, ale duże
24.07
może przy stresie-głodzie taki pomysł, jak u Osiatyńskiego
analiza – korzystanie z zasobów
przeziębienie – wyzwalacz
xxxxxxxxxxxxx
picie bez ciągu też rusza
wrócić do loterii i czy potrzebne
wypalenie przy szukaniu
to tylko lekarstwo
26.07
zakodowane miałem jak w NLP
U mnie nawrót zaczął się tak jakoś płynnie - trudno wyznaczyć granicę.
Czy zaczął się od początku brania kropli czy trochę później jak zacząłem
Niektóre zdania prawie identyczne jak teraz piszę a minęło parę lat.

Jedno mnie zastanowiło - zyski krótkie, ale duże - Tak, są też jakieś zyski, szczególnie na początku picia. Odprężam się, doznaję niezwykłych doznań. Jedna z teorii na temat przyczyn alkoholizmu mówi, że ludzie piją ponieważ szukają innych przeżyć niż w codziennym szarym życiu.

Zgadzam się z tym. Tylko takie niezwykłe doznania można mieć i po trzeźwemu. Doświadczyłem tego. Bez nich życie jest rzeczywiście szare i nudne. Szczególnie zacząłem przeżywać życie po treningach na zajęciach Programu Rozwoju Osobistego na który jeździłem do Warszawy. 


      
                                  Źródło - pixabay.com 

Może to być doświadczenie w kontakcie ze sztuką - obraz, film, poezja; przyrodą - góry, morze, krajobraz. Może to być pasja - wędkarstwo, piłka, majsterkowanie, pisanie wierszy, pomaganie innym, pisanie bloga. Dla niektórych praca jest równocześnie pasją. Nie pamiętam kto to powiedział - szczęście to to jak się robi to co lubi i jeszcze ma się z tego pieniądze.



ludzie, którzy mają porządek w finansach i potrafią się mądrze bogacić, mogą na większą skalę realizować swoje pasje i marzenia. 


Czyli pieniądze się przydają.

Sądzę, że bez pasji abstynencja będzie wątpła.

Jedną z przyczyn powrotu upatruję w tym, że nie realizowałem swoich pasji i tutaj przejdę do sygnałów ostrzegawczych "zachętek" ale to w następnym liście.














wtorek, 8 marca 2022

Dziennik, 08.03.2022

I znowu przez dwa dni szczególnie przed południem sobota i niedziela, czułem się bardzo źle - słaby, brak napędu, jakieś dreszcze, jak poprzednio. Do obiadu w łóżku nic nie jadłem dopiero kolację. Może efekt haloperidolu co mi lekarz dał ostatnio.

Może ulegam opiniom z internetu, ale już pierwszego dnia wybitnie gorzej mi było, po nim chyba - taki rozkojarzony, w głowie się kręci, nie mogłem się skupić.
Co ciekawe - jak zwykle, po południu, późnym wieczorem czuję się całkiem normalnie.
Dzisiaj niby dobrze, ale słaby.

Do tego wszystkiego się przeziębiłem - trochę kaszlę, duży katar, papierosy i kawa nie smakują /to dobry wskaźnik/na moim termometrze 37,0 na ich 36,5. 37 niby niedużo ale u mnie jak pisałem przy infekcjach bardzo rzadko jest więcej niż 37,2. Jak nie daj Boże oskrzela to czasami się ciągnie i 3 miesiące i dłużej. Na wolności już bym brał antybiotyk bo moja pani Dr rodzinna zna specyfikę moich oskrzeli. Mam przewlekłe zapalenie oskrzeli.

Myślę, że główna przyczyna gorszego samopoczucia to myśli, lęk przed wyjściem. Co bym nie wybrał to problemy i załatwienia, trzeba gdzieś się zatrzymać ze 2 - 3 dni i pozałatwiać - ZUS, pampersy, ubranie itp.


Po raz n-ty piszę o tym, że nie wiem co dalej.
Odwyk, oprócz terapii, daje to że mogę w moim mieście pomieszkać w hostelu dla uzależnionych, skończenie na świeżo odwyku jest warunkiem przyjęcia, teraz jest miejsce, ale kiedyś jak się starałem to długo nie było.

Drugi odwyk wiąże się z wyjazdem.

Mój znajomy Terarapeuta cały czas sugeruje odwyk, a jak jak zwykle mam swoje zdanie. Odwyk niczego nie gwarantuje. Po pierwszym napiłem się po dwu tygodniach chyba, po drugim po miesiącu, kolega po tygodniu. Są też inne sposoby na abstynencję, pisałem o tym.

Odwyk daje mi 2 miesiące na przeżycie. Hostel pod Buskiem-Zdrojem daje mi pół roku, ale terapii bardzo mało.

W ośrodku w Połańcu jest dużo terapii, ale biorą tyko do 60 r.ż.

W innym ośrodku nie przyjmują bo goszczą Ukraińców.

Gospodarz raczej - odpukać nie przyjmie - weźmie Ukraińców tym bardziej, że Państwo płaci 1200 jak ktoś przyjmuje uchodźców.

Znajomy mówi, że będzie praca może ochrona, a później biurowa rozliczenia itp. tylko trzeba działalność zakładać - nie wiem co komornicy na to.

Nie chce mi się strasznie iść gdzikolwiek,  tak mi intuicja podpowiada, mam dosyć różnych szpitali itp., może - odpukać będę musiał. Może się wymądrzam, ale jestem w dużym stopniu bezpieczny. W jakimś klasztorze bym pomieszkał, spokoju mi potrzeba.

O schronisko mogę się starać chyba od września, jak duży dochód zniknie.

Któregoś dnia po południu czułem się byle jak. Szukałem, jak wcześniej pisałem różnych przyczyn, ale odkryłem, że akurat w tej chwili jedną z głównych przyczyn jest niewyspanie, nie mogę usnąć mimo leków do 1 czasem do 2, a rano budzą po 7. Chce mi się spać a w dzień nie mogę. Teraz lepiej sypiam.
Kłania się tutaj program HALT.


Jak tak czasem narzekam na warunki bytowe
Nie wiem jak Frankl umiał się zająć myśleniem o psychologii w nieporównywalnie gorszych warunkach niż moje.

Są sytuacje, że ludzie tracą wszystko, czy to wojna, powódź czy pożar.
Moja sytuacja jest chyba inna, chociaż nie jest fajna - ponieważ powstała z mojej winy i trudno mi liczyć na zrozumienie, może chcę współczucia? a na pewno współodczuwania.
Na ile ja jestem winien za ten pożar, a na ile Los? Czy ja jestem tylko, całkiem winien?
Są też sytuacje tego typu - ktoś spowodował groźny wypadek z jego winy
Na ile on winny, na ile przypadek, jak z tym żyć?


                    Źródło - pixabay.com
   
Ostatnio śledzę swoje sny. Freud przypisywał im duże znaczenie, będę o nim pisał.
Ja na razie zauważyłem, że bardzo często występują w nich sytuacje, które widziałem na jawie, w ciągu dnia. Na przykład
śnił mi się TIR - był na filmie, który oglądałem przed snem.
Wojna - wiadomo sytuacja na Ukrainie.
Umawiałem się z nastolatką - widziałem w serialu.
Budowa - pilnowałem budowy. 

Często śnią mi się bliscy żyjący i ci, którzy odeszli, dom rodzinny, czasem wspomnienia z dzieciństwa, niekiedy bywają. 

Na razie siedzę w szpitalu, mówi, że ok miesiąc może niecały.

piątek, 4 marca 2022

Dziennik 04.03.2022 - Przypadek.


W ostatnią sobotę i niedzielę miałem wybitny nawrót zaburzeń depresyjnych, czy nawrotowych, a już było lepiej. Ja bym się skłaniał, jak pisałem do depresji. Do obiadu leżałem w łóżku, jak po południu i wieczorem jak zwykle lepiej.

Objawy jak zwykle - apetyt słaby, nerwowość, jakoś nienaturalnie mi zimno, kłapię protezą zębową. Mam w środku jakieś takie dreszcze, itp., pisałem wcześniej. Nic mi się nie chciało, ani pisać ani czytać. Nic nowego.
Czuję się jakbym miał niewielką gorączkę, a nie mam. Mam teraz swój normalny termometr, mój prawie zawsze w szpitalu wskazywał inaczej, teraz się zgadza, nie wierzę w te bezdotykowe. Zwykle przy infekcjach miewam lekko podwyższoną tak 37,2 i czuję się podobnie, prawie nigdy nie mam gorączki wysokiej. Infekcje mam często, ponieważ mam przewlekłe zapalenie oskrzeli - a przy tym jeszcze, głupi, palę papierosy.

W takie dni tylko się napić, potrzeba wtedy większej uważności, może Antalcolu lub rozmowy z kimś kto zna problem.

Może to u mnie wynikać z -

- w ustach język piecze jak cholera, a palę papierosy i piję trochę kawę, nie ma poprawy pomimo stosowania Sacholu żelu stomatologicznego, bardzo to przeszkadza w życiu - dyskomfort, nie czuję smaku. Zacząłem teraz płukać usta szałwią i rumiankiem. Dzisiaj jakby - odpukać lepiej, czyżby tak szybko zioła pomogły? Wyczytałem, że podobno badania sugerują, iż występuje to także przy nerwicy i depresji.
- efekt po szczepionce - raczej nie;
- nawrót myślenia, umartwiania się  co dalej i wyrzuty sumienia, żal itp.;
- jakaś infekcja bez gorączki u mnie to możliwe, mam lekki katar i nos się zatyka, oddycham przez usta - raczej nie, nerwy - mam wadę w nosie, miałem operację ale nie jest tak jak powinno być, ale to też raczej nie;
- pęcherz neurogenny wariuje strasznie, są okresy że mam parcie co 10-15 minut, ciągle o tym piszę bo to boli i wpływa na życie codzienne i ducha też. Ciekawe - to to, że jak leżę w łóżku to jest dużo lepiej, na wolności też, choć nie dokońca dobrze, raczej źle.

Sądzę, iż zachodzi tu sprzężenie zwrotne.
depresja - wywołuje objawy - a objawy pogłębiają depresję - nasilają się objawy i tak w kółko. A co było na początku? - oczywiście myśl - co ja zrobiłem.
Czyli dobrze jak bym zmienił myślenie i złe przekonania.

Oprócz zastanawiania się nad sensem i celem w życiu, myślę o sensie pisania na blogu.
Wtedy przyszła mi do głowy taka myśl -

Może gdybym przeczytał coś takiego podobnego jak to co piszę na tym blogu lub spotkał odpowiedniego człowieka - bym zaprzestał używania kropelek? Powinienem sam zauważyć z taką wiedzą i doświadczeniem no i słuchać trochę innych.
Może takie pisanie się komuś przyda, jakby choć jednej osobie to warto.
"Miłe złego początki, lecz koniec żałosny" Jak mówił Krasicki.

Może Bóg, Siła Wyższa czy Los tak chciał.

Wygląda tak jakby trochę rządził przypadek. Gdyby w aptece nie zaproponowano mi Cardiolu C jak przestali produkować Cardiamidu z kofeiną pewnie nie wpadłbym w ciąg.

Głupie rozważania - gdyby ciocia miała wąsy toby była wujkiem.

Ale też przypadek sprawił, ja mu trochę pomogłem, że spotkałem na swojej drodze Magdę Ilnicką na zajęciach Programu Rozwoju Osobistego. Dzięki temu spotkaniu moje życie zmieniło się na lepsze. Terapia może pomóc, chociaż po drodze to czasami boli.

Gdyby przyszła Żona nie chciała się usamodzielnić, do tej pory mieszkała z rodzicami i nie zamieszkała na stancji w moim, a w zasadzie Babki domu, tobym jej nie poznał. Ale gdybym ja nie zadziałał tobym się z nią nie ożenił.

Z jednej strony przypadek /lub wola Boża, powiedzą inni/, z drugiej wolna wola moja i pole do działania. Gdzie jest granica?

Urodziłem się w takiej a nie innej rodzinie i nie miałem na to wpływu - ale później, gdy zyskuję świadomość zaczynam mieć wpływ.

  
                               Źródło - pixabay.com








czwartek, 24 lutego 2022

Adler - dziennik 24.02.2022

 Jak wspomniałem w poprzednim poście zacząłem czytać książkę - Bóg ukryty Wiktora Frankla. Próbuję teraz cokolwiek zrozumieć z tej lektur sobie pomyślałem - piszę o psychologii, dobrze, ale skąd się ta nauka wzięła.

              Wilhelm Wundt - źródło zapomniałem.

Jak większości ludzi skojarzył mi się Froud, ale przecież na studiach dowiedziałem się, że za twórcę, ojca współczesnej psychologii uważa się Wilhelma Wundta. On wprowadził metody eksperymentalne do badań natury człowieka. Odzielił psychologię od filozofii, uczynił dyscypliną naukową.
Dzisiaj przyzwyczailiśmy się do różnych testów o charakterze psychologicznym.
Spotykamy się z nimi nie tylko w gabinecie psychologa ale i w mediach. Na ile te testy i eksperymenty naukowe są wiarygodne? Myślę, że w bardzo dużym stopniu tak. Natomiast te publikowane w mediach np. w tygodnikach lub eksperymenty w programach telewizyjnych mogą zamącić komuś w głowie


Jak wspomniałem w poprzednim poście zacząłem czytać książkę - Bóg ukryty Wiktora Frankla. Próbuję teraz cokolwiek zrozumieć z tej lektur sobie pomyślałem - piszę o psychologii, dobrze, ale skąd się ta nauka wzięła.
Jak większości ludzi skojarzył mi się Froud, ale przecież na studiach dowiedziałem się, że za twórcę, ojca współczesnej psychologii uważa się Wilhelma Wundta. On wprowadził metody eksperymentalne do badań natury człowieka. Odzielił psychologię od filozofii, uczynił dyscypliną naukową.
Dzisiaj przyzwyczailiśmy się do różnych testów o charakterze psychologicznym.
Spotykamy się z nimi nie tylko w gabinecie psychologa ale i w mediach. Na ile te testy i eksperymenty naukowe są wiarygodne? Myślę, że w bardzo dużym stopniu tak. Natomiast te publikowane w mediach np. w tygodnikach lub eksperymenty w programach telewizyjnych mogą zamącić komuś w głowie.

Będę posługiwał się głównie cytatami z Frankla /druk pochyły/ i przytaczał swoje refleksje w odniesieniu do każdej ze szkół filozoficznych o oraz zastanowię się co z głównych myśli danej szkoły może być przydatnych dla mnie. Oczywiście będzie to punkt widzenia laika i na pewno będę się mylić.

Myślałem że jestem taki mądry nie tylko w sprawach alkoholizmu ale i innych. Pomyliłem się w obu przypadkach.

Arthur Schnitzler, słynny wiedeński poeta współczesnyZygmuntowi
Freudowi, powiedział kiedyś
, że istnieją tylko trzy
cnoty: obiektywizm,
odwaga oraz poczucie
odpowiedzialności.Byłoby
interesujące przyporządkować każdej z tych cnót
filozofię jednej z trzech
szkół psychoterapii
zrodzonych na gruncie
wiedeńskim.

i tak -

Jeśli chodzi ocnotę odwagi, niewątpliwie najłatwiej przypisaćjej założenia psychologii
adlerowskiej. Wyznawcy tej
szkoły całe postępowanie
terapeutyczne sprowadzają przecież do próby ośmielenia pacjenta. Oś
mielenie to ma służyć
jednemu celowi:przezwycię
żeniu przez pacjenta
poczucia niższości, które
psychologia adlerowska
uważa za czynnik
zdecydowanie chorobotwórczy.

Nabyty sposób życia w dzieciństwie w wieku 4-5 przenosi się na sposób dorosły. Często chce wykorzystać swoje słabości do rządzenia otoczeniem. Inni chcą dorównać do lepszych doskonaląc się. Mnie interesuje to że Adler uważa, że człowiek jest związany ze społeczeństwem. Jeśli pracuje dla niego osiąga satysfakcję z życia. Sam głupieje. Nie darmo się mówi o nawykach starej panny. Dla mnie dużą wartością było budowanie małżeństwa i wychowanie Córki. Też praca jako pomagacz dawała mi dużo satysfakcji. Zresztą każda praca jest pracą dla społeczeństwa ekspedient, inżynier, pracownik ochrony pracują na rzecz innych. Przez to czują się potrzebni, a także praca pozwala im na kontakty społeczne. W tym sensie praca ma znaczenie terapeutyczne. Mi jest w tej chwili ciężko żyć bo czuję się samotny i bezużyteczny trochę.

Też przy wychodzeniu z alkoholizmu inni ludzie są potrzebni. Czy będą to Anonimowi Alkoholicy, czy terapeuta. Są niby przypadki że niepijący alkoholicy są abstynentami sami z siebie. Jak to wygląda? Trzeba by się bliżej przyjrzeć, czy np . mają dużą satysfakcję  z życia?

Praca z klientem tutaj polega tutaj na zbadaniu stylu życia klienta wypracowanego w dzieciństwie i poszukiwaniu sposobu do osiągnięcia celu, który który zmieni jego życie na lepsze. Tak jak pisałem - bez przyjęcia jakiegoś CELU w życiu nie ma prawdziwego trzeźwienia. Mi właśnie brakuje teraz tego celu.

Jeśli chodzi o poczucie niższości to do końca nie wiem. Z jednej strony byłem dołowany przez przez Babkę z drugiej hołubiony przez Ciotkę co wykorzystywałem. Nie miałem za bardzo bliskiego kontaktu z Mamą, nie umiała ona okazywać uczuć, miała to chyba po swojej Mamie. Dzisiaj czasami - ja biedny żuczek. Może za bardzo oczekuję od innych akceptacji? a na pewno zrozumienia.

Poczucie niższości kojarzy mi się z nieśmiałością i nadmiernym wstydem. Np. w sporcie byłem noga przez co czułem się gorszy. A można było się doskonalić w tej dziedzinie, trochę to robiłem, jedziłem na rowerze w dalekie trasy. Dzisiaj czasami, ale rzadko wycofuję się.
Miałem jednak odwagę przeciwstawić się grupie gdy wierzyłem w swoje racje, szedłem własną drogą, w przypadku picia raczej zgubną. Córka przejęła tę cechę, nie ulegała i nie ulega myślę złym wpływom otoczenia.

Nieśmiałość udało mi się przezwyciężyć w wieku dorosłym. Jak? Np. jak miałem załatwić jaką sprawę, lub wystąpić w większym gronie /np. na mitingu AA, czy na posiedzeniu rady miasta gdzie występowałem, jako przedstawiciel Klubu  Abstynenta/ przygotowywałem sobie scenariusz moich zachowań i celem było zrealizowanie go, jak aktor w teatrze. Potem jak w telewizji brałem udział w teleturnieju "Jeden z dziesięciu" i jak odpadłem w pierwszej rundzie nie czułem się specjalnie gorszym.

Byłem też nieśmiały wobec kobiet, a jednak poderwałem jakoś moją Żonę.

Poczucie niższości na pewno zmniejszało się poprzez picie alkoholu, doznawałem akceptacji w swojej grupie. Poczucie akceptacji przez otoczenie jest bardzo potrzebne człowiekowi.

Dzisiaj trochę odczuwam poczucie wstydu wobec kolegów, którzy utrzymują długo abstynencję oraz klientów z którymi pracowałem.

Cel, jak mówiłem trudno mi znaleźć. Może wyznaczać sobie cele cząstkowe?
Np. napisanie postu, telefony do Gospodarza w sprawie mieszkania, lektura, która pomoże mi w dalszym życiu.

https://pl.m.wikipedia.org/wiki/Psychologia_indywidualna

https://www.greelane.com/pl/nauka-tech-math/nauki-spo%c5%82eczne/adlerian-therapy-stages-4173522/

http://psychotherapyyy.blogspot.com/2010/01/psychoterapia-integratywna-adlera.html?m=1

Zabierałem się do tego postu jak pies do jeża, ale się wciągnąłem i poczułem odrobinę satysfakcji, może ta lektura będzie pomocna w dalszym życiu i może komuś przydadzą się moje doświadczenia, jak pisałem dobrze jest być pożytecznym. Może będę bardziej odważny?

Jak wspomniałem w poprzednim poście zacząłem czytać książkę - Bóg ukryty Wiktora Frankla. Próbuję teraz cokolwiek zrozumieć z tej lektur sobie pomyślałem - piszę o psychologii, dobrze, ale skąd się ta nauka wzięła.
Jak większości ludzi skojarzył mi się Froud, ale przecież na studiach dowiedziałem się, że za twórcę, ojca współczesnej psychologii uważa się Wilhelma Wundta. On wprowadził metody eksperymentalne do badań natury człowieka. Odzielił psychologię od filozofii, uczynił dyscypliną naukową.
Dzisiaj przyzwyczailiśmy się do różnych testów o charakterze psychologicznym.
Spotykamy się z nimi nie tylko w gabinecie psychologa ale i w mediach. Na ile te testy i eksperymenty naukowe są wiarygodne? Myślę, że w bardzo dużym stopniu tak. Natomiast te publikowane w mediach np. w tygodnikach lub eksperymenty w programach telewizyjnych mogą zamącić komuś w głowie.

Będę posługiwał się głównie cytatami z Frankla /druk pochyły/ i przytaczał swoje refleksje w odniesieniu do każdej ze szkół filozoficznych o oraz zastanowię się co z głównych myśli danej szkoły może być przydatnych dla mnie. Oczywiście będzie to punkt widzenia laika i na pewno będę się mylić.

Myślałem że jestem taki mądry nie tylko w sprawach alkoholizmu ale i innych. Pomyliłem się w obu przypadkach.

Arthur Schnitzler, słynny wiedeński poeta współczesnyZygmuntowi
Freudowi, powiedział kiedyś
, że istnieją tylko trzy
cnoty: obiektywizm,
odwaga oraz poczucie
odpowiedzialności.Byłoby
interesujące przyporządkować każdej z tych cnót
filozofię jednej z trzech
szkół psychoterapii
zrodzonych na gruncie
wiedeńskim.

i tak -

Jeśli chodzi ocnotę odwagi, niewątpliwie najłatwiej przypisaćjej założenia psychologii
adlerowskiej. Wyznawcy tej
szkoły całe postępowanie
terapeutyczne sprowadzają przecież do próby ośmielenia pacjenta. Oś
mielenie to ma służyć
jednemu celowi:przezwycię
żeniu przez pacjenta
poczucia niższości, które
psychologia adlerowska
uważa za czynnik
zdecydowanie chorobotwórczy.

Nabyty sposób życia w dzieciństwie w wieku 4-5 przenosi się na sposób dorosły. Często chce wykorzystać swoje słabości do rządzenia otoczeniem. Inni chcą dorównać do lepszych doskonaląc się. Mnie interesuje to że Adler uważa, że człowiek jest związany ze społeczeństwem. Jeśli pracuje dla niego osiąga satysfakcję z życia. Sam głupieje. Nie darmo się mówi o nawykach starej panny. Dla mnie dużą wartością było budowanie małżeństwa i wychowanie Córki. Też praca jako pomagacz dawała mi dużo satysfakcji. Zresztą każda praca jest pracą dla społeczeństwa ekspedient, inżynier, pracownik ochrony pracują na rzecz innych. Przez to czują się potrzebni, a także praca pozwala im na kontakty społeczne. W tym sensie praca ma znaczenie terapeutyczne. Mi jest w tej chwili ciężko żyć bo czuję się samotny i bezużyteczny trochę.

Też przy wychodzeniu z alkoholizmu inni ludzie są potrzebni. Czy będą to Anonimowi Alkoholicy, czy terapeuta. Są niby przypadki że niepijący alkoholicy są abstynentami sami z siebie. Jak to wygląda? Trzeba by się bliżej przyjrzeć, czy np . mają dużą satysfakcję  z życia?

Praca z klientem tutaj polega tutaj na zbadaniu stylu życia klienta wypracowanego w dzieciństwie i poszukiwaniu sposobu do osiągnięcia celu, który który zmieni jego życie na lepsze. Tak jak pisałem - bez przyjęcia jakiegoś CELU w życiu nie ma prawdziwego trzeźwienia. Mi właśnie brakuje teraz tego celu.

Jeśli chodzi o poczucie niższości to do końca nie wiem. Z jednej strony byłem dołowany przez przez Babkę z drugiej hołubiony przez Ciotkę co wykorzystywałem. Nie miałem za bardzo bliskiego kontaktu z Mamą, nie umiała ona okazywać uczuć, miała to chyba po swojej Mamie. Dzisiaj czasami - ja biedny żuczek. Może za bardzo oczekuję od innych akceptacji? a na pewno zrozumienia.

Poczucie niższości kojarzy mi się z nieśmiałością i nadmiernym wstydem. Np. w sporcie byłem noga przez co czułem się gorszy. A można było się doskonalić w tej dziedzinie, trochę to robiłem, jedziłem na rowerze w dalekie trasy. Dzisiaj czasami, ale rzadko wycofuję się.
Miałem jednak odwagę przeciwstawić się grupie gdy wierzyłem w swoje racje, szedłem własną drogą, w przypadku picia raczej zgubną. Córka przejęła tę cechę, nie ulegała i nie ulega myślę złym wpływom otoczenia.

Nieśmiałość udało mi się przezwyciężyć w wieku dorosłym. Jak? Np. jak miałem załatwić jaką sprawę, lub wystąpić w większym gronie /np. na mitingu AA, czy na posiedzeniu rady miasta gdzie występowałem, jako przedstawiciel Klubu  Abstynenta/ przygotowywałem sobie scenariusz moich zachowań i celem było zrealizowanie go, jak aktor w teatrze. Potem jak w telewizji brałem udział w teleturnieju "Jeden z dziesięciu" i jak odpadłem w pierwszej rundzie nie czułem się specjalnie gorszym.

Byłem też nieśmiały wobec kobiet, a jednak poderwałem jakoś moją Żonę.

Poczucie niższości na pewno zmniejszało się poprzez picie alkoholu, doznawałem akceptacji w swojej grupie. Poczucie akceptacji przez otoczenie jest bardzo potrzebne człowiekowi.

Dzisiaj trochę odczuwam poczucie wstydu wobec kolegów, którzy utrzymują długo abstynencję oraz klientów z którymi pracowałem.

Cel, jak mówiłem trudno mi znaleźć. Może wyznaczać sobie cele cząstkowe?
Np. napisanie postu, telefony do Gospodarza w sprawie mieszkania, lektura, która pomoże mi w dalszym życiu.

https://pl.m.wikipedia.org/wiki/Psychologia_indywidualna

https://www.greelane.com/pl/nauka-tech-math/nauki-spo%c5%82eczne/adlerian-therapy-stages-4173522/

http://psychotherapyyy.blogspot.com/2010/01/psychoterapia-integratywna-adlera.html?m=1

Zabierałem się do tego postu jak pies do jeża, ale się wciągnąłem i poczułem odrobinę satysfakcji, może ta lektura będzie pomocna w dalszym życiu i może komuś przydadzą się moje doświadczenia, jak pisałem dobrze jest być pożytecznym. Może będę bardziej odważny?


Będę posługiwał się głównie cytatami z Frankla /druk pochyły/ i przytaczał swoje refleksje w odniesieniu do każdej ze szkół filozoficznych o oraz zastanowię się co z głównych myśli danej szkoły może być przydatnych dla mnie. Oczywiście będzie to punkt widzenia laika i na pewno będę się mylić.

Myślałem że jestem taki mądry nie tylko w sprawach alkoholizmu ale i innych. Pomyliłem się w obu przypadkach.

Arthur Schnitzler, słynny wiedeński poeta współczesnyZygmuntowi
Freudowi, powiedział kiedyś
, że istnieją tylko trzy
cnoty: obiektywizm,
odwaga oraz poczucie
odpowiedzialności.Byłoby
interesujące przyporządkować każdej z tych cnót
filozofię jednej z trzech
szkół psychoterapii
zrodzonych na gruncie
wiedeńskim.

i tak -

Jeśli chodzi ocnotę odwagi, niewątpliwie najłatwiej przypisaćjej założenia psychologii
adlerowskiej. Wyznawcy tej
szkoły całe postępowanie
terapeutyczne sprowadzają przecież do próby ośmielenia pacjenta. Oś
mielenie to ma służyć
jednemu celowi:przezwycię
żeniu przez pacjenta
poczucia niższości, które
psychologia adlerowska
uważa za czynnik
zdecydowanie chorobotwórczy.

Nabyty sposób życia w dzieciństwie w wieku 4-5 przenosi się na sposób dorosły. Często chce wykorzystać swoje słabości do rządzenia otoczeniem. Inni chcą dorównać do lepszych doskonaląc się. Mnie interesuje to że Adler uważa, że człowiek jest związany ze społeczeństwem. Jeśli pracuje dla niego osiąga satysfakcję z życia. Sam głupieje. Nie darmo się mówi o nawykach starej panny. Dla mnie dużą wartością było budowanie małżeństwa i wychowanie Córki. Też praca jako pomagacz dawała mi dużo satysfakcji. Zresztą każda praca jest pracą dla społeczeństwa ekspedient, inżynier, pracownik ochrony pracują na rzecz innych. Przez to czują się potrzebni, a także praca pozwala im na kontakty społeczne. W tym sensie praca ma znaczenie terapeutyczne. Mi jest w tej chwili ciężko żyć bo czuję się samotny i bezużyteczny trochę.

Też przy wychodzeniu z alkoholizmu inni ludzie są potrzebni. Czy będą to Anonimowi Alkoholicy, czy terapeuta. Są niby przypadki że niepijący alkoholicy są abstynentami sami z siebie. Jak to wygląda? Trzeba by się bliżej przyjrzeć, czy np . mają dużą satysfakcję  z życia?

Praca z klientem tutaj polega tutaj na zbadaniu stylu życia klienta wypracowanego w dzieciństwie i poszukiwaniu sposobu do osiągnięcia celu, który który zmieni jego życie na lepsze. Tak jak pisałem - bez przyjęcia jakiegoś CELU w życiu nie ma prawdziwego trzeźwienia. Mi właśnie brakuje teraz tego celu.

Jeśli chodzi o poczucie niższości to do końca nie wiem. Z jednej strony byłem dołowany przez przez Babkę z drugiej hołubiony przez Ciotkę co wykorzystywałem. Nie miałem za bardzo bliskiego kontaktu z Mamą, nie umiała ona okazywać uczuć, miała to chyba po swojej Mamie. Dzisiaj czasami - ja biedny żuczek. Może za bardzo oczekuję od innych akceptacji? a na pewno zrozumienia.

Poczucie niższości kojarzy mi się z nieśmiałością i nadmiernym wstydem. Np. w sporcie byłem noga przez co czułem się gorszy. A można było się doskonalić w tej dziedzinie, trochę to robiłem, jedziłem na rowerze w dalekie trasy. Dzisiaj czasami, ale rzadko wycofuję się.
Miałem jednak odwagę przeciwstawić się grupie gdy wierzyłem w swoje racje, szedłem własną drogą, w przypadku picia raczej zgubną. Córka przejęła tę cechę, nie ulegała i nie ulega myślę złym wpływom otoczenia.

Nieśmiałość udało mi się przezwyciężyć w wieku dorosłym. Jak? Np. jak miałem załatwić jaką sprawę, lub wystąpić w większym gronie /np. na mitingu AA, czy na posiedzeniu rady miasta gdzie występowałem, jako przedstawiciel Klubu  Abstynenta/ przygotowywałem sobie scenariusz moich zachowań i celem było zrealizowanie go, jak aktor w teatrze. Potem jak w telewizji brałem udział w teleturnieju "Jeden z dziesięciu" i jak odpadłem w pierwszej rundzie nie czułem się specjalnie gorszym.

Byłem też nieśmiały wobec kobiet, a jednak poderwałem jakoś moją Żonę.

Poczucie niższości na pewno zmniejszało się poprzez picie alkoholu, doznawałem akceptacji w swojej grupie. Poczucie akceptacji przez otoczenie jest bardzo potrzebne człowiekowi.

Dzisiaj trochę odczuwam poczucie wstydu wobec kolegów, którzy utrzymują długo abstynencję oraz klientów z którymi pracowałem.

Cel, jak mówiłem trudno mi znaleźć. Może wyznaczać sobie cele cząstkowe?
Np. napisanie postu, telefony do Gospodarza w sprawie mieszkania, lektura, która pomoże mi w dalszym życiu no i oczywiście kontakt z AA  i terapeutą, jak zostałbym w moim mieście.

https://pl.m.wikipedia.org/wiki/Psychologia_indywidualna

https://www.greelane.com/pl/nauka-tech-math/nauki-spo%c5%82eczne/adlerian-therapy-stages-4173522/

http://psychotherapyyy.blogspot.com/2010/01/psychoterapia-integratywna-adlera.html?m=1

Zabierałem się do tego postu jak pies do jeża, ale się wciągnąłem i poczułem odrobinę satysfakcji, może ta lektura będzie pomocna w dalszym życiu i może komuś przydadzą się moje doświadczenia, jak pisałem dobrze jest być pożytecznym. Może będę bardziej odważny?