niedziela, 1 czerwca 2025

Dlaczego ja.

 


                                                 Foto - Autor. 

Pisząc ten wątek zresztą jak i całego bloga będę wykorzystywał swoje doświadczenia osobiste, praktykę i umiejętniści zdobyte przy pomaganiu, wiedzę uzyskaną na studiach, szkoleniach i warsztatach.

I tak doświadczenia osobiste - trochę już o nich pisałem, tutaj tylko w skrócie przypomnę, w skrócie, bo to długa historia.

- Pierwszy alkohol - Babka częstowała mnie winem porzeczkiwym swojej roboty.
- Pierwszy urwany film - zakończenie podstawówki.
- Pierwsza wizyta u lekarza początek studiów, zgłoszenie problemu.
- Potem do 30 roku picie z przerwami niedużymi, odwyki starego typu. Tu trzeba zaznaczyć, że nie było wtedy odwyków z programem terapii uzależnień, siedziało się po prostu, czasem pogadanki, niekiedy anticol.
- 30 rok życia - oświecenie i dwadzieścia parę lat fajnego trzeźwego życia.
- Potem paroletni nawrót o czym pisałem w poście Równia pochyła.
https://problems-aude.blogspot.com/2025/05/rownia-pochya.html?m=1

- Teraz trzeźwieję od nowa gdzieś tak od początku lutego.

W trzeźwych życiu zajmowałem się różnymi rzeczami oprócz oczywiścir bycia mężem, ojcem i pracy zawodowej.

Piszę o swojej drodze nie po to aby się chwalić choć trochę też, ale chcę też pokazać, że jestem w pełni uprawniony do wypowiadania się na temat uzależnień ośmielę się powiedzieć więcej niż niektórzy terapeuci. Mam odpowiednie doświadczenie, wiedzę i umiejętności.

- Jestem jednym z współzałożycieli pierwszej w moim mieście grupy Anonimowych Alkoholików, potem  uczestniczyłem w powstaniu stowarzyszenia abstynenckiego.

- Prowadziłem jak ja to nazywałem zajęcia grupowe dla osób z problemem alkoholowym.
Zajęcia o charakterze
edukacyjno-motywacyjno-wspierającym oraz udzielałem konsultacji w różnych instytucjach między innymi: w Stowarz-
yszeniu Abstynenckim, Areszcie Śledczym, Domu Pomocy Społecznej, Stwarzeszeniu Katolickim.

- Udział w szkoleniu - Program Rozwoju Osobistego w Centrum Edukacji
 i Psychoedukacji Instytutu Psychologii Zdrowia P.T.P. w Warszawie. 220 godzin treningu intra- i interpersonalnego będącego podstawowym przygotowaniem do pracy z ludźmi.
- udział w Studium Przeciwdziałania Przemocy w Rodzinie I stopnia w wyżej wymienionym Centrum.

- Prowadziłem przez jakiś czas zajęcia objęte programem psychoterapii uzależnień w Ośrodku Szkoleniowo-Terapeutycznym.
- Pracowałem w Miejskiej Komisji do spraw Rozwiązywania Problemów Alkoholowych i
Przeciwdziałania Przemocy w Rodzinie, działającej przy Urzędzie Miasta.
- Współpracowałem z Miejskim i
Gminnym Ośrodkiem Pomocy Społ
ecznej, a takżeinnymi instytucj-
amitakimi jak szkoły, policja itp.

- Poza tym cały czas się uczyłem - wspominałem o tym w poście - Problemy uzależnień.

Wyższa Szkoła Pedagogiczna Towarzystwa Wiedzy Powszechnej w Warszawie – pedagogika socjalna i resocjalizacyjna, licencjat.

Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie - studia magisterskie pedagogiczne.

Dużo wcześniej pięć semestrów na Wydziale Inżynierii Budowlanej i Sanitarnej Politechniki Lubelskiej. Tych studiów nie ukończyłem, powodu można się domyślić.

- Pracowałem w Miejskim Ośrodku Pomocy Społecznej jak asystent rodziny.
Wspierałem głównie rodziny w których występował problem alkoholowy.

- Byłem też pedagogiem wspierającym kształcenie ucznia zakwalifikowanego do kształcenia specjalnego z uwagi na autyzm – zespół Aspargera w Gimnazjum.

I jak wcześniej pisałem m.in. w poście Równia pochyła. Jednak pomimo tak pięknych kart życiorysu wróciłem do picia.

W następnym poście absolutnie podstawowe pojęcia.

czwartek, 29 maja 2025

Osoba uzależniona czy alkoholik?

 

    
               Foto - Autor.

Gwoli ścisłości wyjaśnię jednak tylko podstawowe terminy stosowane przez fachowców trochę teraz trochę potem. Eksperci Światowej Organizacji Zdrowia zaproponowali nowe terminy wprowadzone w 1978 roku. Zamiast używanych dotąd alkoholizm nałogowy
lub przewlekły wprowadzono termin - zespół uzależnienia od alkoholu /ZUA/ -
/Woronowicz 1994, s. 45/ .
Zamiast szeroko dotychczas stosowanego alkoholizm, który
zawierał w sobie wiele pojęć, tak
że wszystkie patologie społeczne
związane z piciem alkoholu wprowadzono terminy: problemy
alkoholowe tak jak ja pisałem lub stany ograniczonej sprawności spowodowanej alkoholem /Woronowicz 1994, s. 45/ .
Ja dla uproszczenia na okrelenie zespół uzależnienia od alkoholu będę używał terminów choroba alkoholowa i uzależnienie od alkoholu. Będę się też posługiwać określeniami niefachowymi - alkoholizm i alkoholik.
Kłopotliwe byłoby mówienie na codzień  – on ma zespół uzależnienia od alkoholu, lub
- Kazik ma ZUA.

Jest też wiele rodzajów stanu po spożyciu alkoholu np. upojenie powikłane czy patologiczne ale to inny temat.

Dlaczego ogólnie wolę używać określenia osoba uzależniona od alkoholu, a nie alkoholik?
Otóż określenie alkoholik chociaż przydatne dla alkoholików, ponieważ pomaga rozbroić ich SIiZ to jest też stygmatyzujące, a jest to przecież choroba jak każda inna, piszę o tym w poście - Czy da się nie palić?

Określenie osoba podkreśla podmiotowość człowieka.

Alkoholizm jako chorobę zaczęto rozumieć i klasyfikować dopiero od końca XIX wieku. Na przykład, w 1852 roku Magnus Huss, szwedzki lekarz, stworzył koncepcję alkoholizmu jako choroby. A wiadomo jak pito dawniej m.in. w Polsce szlacheckiej, na pewno było mnóstwo alkoholików. Inna sprawa, że dzisiaj dalej niektórzy nie uważają uzależnienia od alkoholu i innych substancji czy zachowań za chorobę. Wynika to zapewne z nierozumienia problemu. Francuskie powodzenie -
pijak mógłby przestać pić, gdyby chciał – alkoholik chciałby przestać pić, gdyby mógł.
Żeby uściślić - osoba uzależniona może nie pić, ale jak zacznie to nie ma końca. Może jednak przerwać picie np. jak kasy zbraknie, ale wiąże się to wtedy z dużymi cierpieniami dyskomfortem. Nagłe przerwanie picia po długim i ostrym cięgu może skończy się tzw. delirką /delirium tremens, majaczenie drżenne, biała gorączka/ i być niebezpieczne dla zdrowia, może nawet skończyć się śmiercią jak nie było odtrucia.

Postaram się przybliżyć te zjawiska w taki sposób, aby był on interesujący dla osób:
- znających to zjawisko bardzo mało;
- znających go już trochę ;
- znających go od dawna, lecz mimo to, jak wiem z własnego doświadczenia, często też doświadczających poczucia bezradności wobec niego, mam
nadzieję, że znajdą tu oni nowe
pomysły. Czasami występuje wypalenie zawodowe wśród pomagaczy. Wiąże się to zapewne że stosunkowo niską skutecznością leczenia chociaż jest z tym ostatnio lepiej, duża w tym zasługa Ruchu Anonimowych Alkoholików.

Postaram się krótko przybliżyć od
strony teoretycznej  Czytelnikowi też zjawiska towarzyszące używaniu alkoholu, które uważam za najistotniejsze dla zrozumienia
całości zagadnienia. Podkreślam w
tym miejscu wyraźnie, iż nie jest
moim celem usprawiedliwianie zachowań związanych z używaniem
alkoholu, celem moim jest pomoc
w zrozumieniu istoty tych zachowań po to, aby łatwiej można było sobie radzić z problemem alkoholowym. Zastrzeżenie to wynika stąd, żeczęsto spotykam się z bardzo emocjonalnym podejście do problemu, a takie podejście utrudnia
szukanie rozwiązań.
Trzeba powiedzieć, że bardzo często i tak osoby uzależnione, żyją bardzo długo w poczuciu winy, nie ma co je dobijać. Trochę to pomaga na początku, ale w dłuższej perspektywie jest szkodliwe, było minęło żyjemy tu i teraz. Naprawiamy co się tylko da, nie wszystko się da i idziemy do przodu. Zbytnie wyrzuty sumienia, długie rozpamiętywanie głupich, czasem niebezpiecznych, szkodliwych dla alkoholika i otoczenia zachowań do niczego nie prowadzi oprócz depresji.

W psychoterapii leczenia uzależnień na początku jest tak zwana część destrukcyjna w której rozbija się system zaprzeczeń osoby, sprowadza osoby do parteru. Potem ma się składać alkoholika z powrotem. Piszę - ma się, ponieważ w praktyce różnie to bywa, przynajmniej tak było za moich czasów, teraz może jest inaczej nie jestem na bieżąco. Z odwyku, elegancko i naukowo z zakładu czy ośrodka leczenia uzależnień wychodzili ludzie całkiem rozbici, czasem przez wiele lat. Zetknąłem się z tym zjawiskiem w mojej praktyce pomocowej i podczas własnego udziału w późniejszych warsztatach i terapiach.

W następnym poście opiszę swoje kompetencje w zakresie pomagania w zdrowieniu z choroby alkoholowej. 

sobota, 24 maja 2025

Problemy uzależnień.

 


Tak jak zapowiadałem w poście Plany publikacji zaczynam jeden z nowych cyklów mojej pisaniny.

Dzisiaj i później przez jakiś czas będą to refleksje oparte na mojej pracy dyplomowej licencjackiej napisanej w uczelni
Towarzystwa Wiedzy Powszechnej. Nie pamiętam tytułu chociaż pracę mam zapisaną. Przytoczę zatem tytuł pierwszego rozdziału - Kiedy picie staje się problem. Nie chcę w tym miejscu umieszczać szerszych definicji, obserwacji czy opisów choroby alkoholowej. Takich jest całe mnóstwo w internecie, tu będą takie aspekty, które mnie szczególnie interesują i uderzają.
Będę przytaczał fragmenty tej pracy. Dlaczego nie zamieszczę od razu całej?
W zasadzie mógłbym, ale chcę po prostu przejrzeć ją powtórnie razem z Czytelnikiem, może trzeba będzie coś zmienić uzupełnić, skomentować. W nawiasach są nazwiska autorów na których się powoływałem, zamieszczę potem bibliografię.

Używam terminów – radzenie sobie
oraz – problem alkoholowy. Chyba byłwobec tego tytuł pracy dyplomowej Radzenie sobie z problemem alkoholowym. Zacznę od wyjaśnienia tego drugiego terminu. Może czytelnik zapytać, dlaczego problem alkoholowy, co to takiego? Dlaczego nie alkoholizm lub uzależnienie od alkoholu?
Użyłem zwrotu problem alkoholowy
wpełni świadomie z paru powodów -

Po pierwsze -

Uważam, że zagadnienia związane z uzależnieniem od alkoholui innych substancjisą często widziane w dość wąskim zakresie.
Słyszę często głosy:
– Po co się tyle o tym mówi, przecież osób uzależnionych nie jest wcale tak dużo, są inni, którym należy się pomoc osoby starsze, emeryci, renciści, bezrobotni. Tam trzeba angażować siły społeczne i środki finansowe.
Pozornie rzeczywiście tak to wygląda, ale z drugiej strony, jeśli na przykład przyjrzymy się zagadnieniu od strony liczb to wygląda to trochę inaczej. W Polsce liczbę osób uzależnionych oceniało się na około 600 – 700 tys. /Lentowicz 2000/. Jak do tego dodamy liczbę członków najbliższej rodziny, których w jakiś sposób dotyka ten problem to już otrzymamy parę milionów. W problemach związanych z uzależnieniem uczestniczą też czy chcą
tego czy nie, znajomi, sąsiedzi, a nawet przechodnie na ulicy. Dalej, w obsługę , jeśli można się tak wyrazić, każdego alkoholika i jego rodziny jest zaangażowanych wiele różnych służb, są to pracownicy służb socjalnych, słu zdrowia, policja i wiele innych.
Jeżeli teraz zsumujemy liczby to otrzymamy może kilkanaście milionów osób, których dotyka problem uzależnienia w sposób bezpośredni albo pośredni.
Każda nawet najlżesza choroba angażuje wiele osób z otoczenia, ale wszelkie uzależnienia myślę wciągają myślę szczególnie dużo osób, zwłaszcza uzależnienie od alkoholu i narkotyków. Inne na przykład od nikotyny, hazardu, gier trochę mniej. Chociaż wszystkie są podobnie odporne na leczenie.

Wspomniałem na razie tylko o
osobach uzależnionych, a przecież
liczbę osób nadużywających alkohol
szacuje się w Polscena parę milionów. Jeżeli teraz, tak jak poprzednio do liczby osób nadużywających dodamy liczbę osób w jakiś sposó uczestniczących w problemach związanych z używaniem substancji alkoholu i osób uzależnionych behawioralnie otrzymamy bardzo dużą liczbę. Statystyki dotyczące tego problemu są rozbieżne, można poszukać ich w internecie.

Po drugie -

Piszę równocześnie o zjawi-
skach uzależnienia i nadużywania
nazywając jełącznie ze zjawiskami
im towarzyszącymi – problemem
alkoholowym, dlatego, że:
– Jeżeli rozbije mi samochód osoba będąca pod wpływem alkoholu, to w sumienie jest dla mnie nie jest istotne, czy jest ona uzależniona od alkoholu, czy tylko nadużywa. Co by nie było jeżdżenie po alkoholu nie jest normą i wskazuje na problem.

Podobnie dla dziecka, w pierwszej kolejności ważne, bolesne i przykre jest to, że tatuś awanturuje się po pijanemu, a może dopiero później to, czy jest alkoholikiem, czy nie. Zresztą nie musi się zaraz awanturować sama obecność pod wpływem alkoholu tatusia jest przykra, dzieci to odczuwają
Wydaje mi się, że dla przeciętnego Czytelnika, który nie jest specjalistą
ważne jest to, co zrobić z
konkretnym problemem. Mniej
ważne czy ma do czynienia z nadużywaniem, czy
z uzależnieniem, choć nie zaszkodzić poczytać o tej chorobie z wiarygodnych źródeł.

– Podobnie zajęcia, które prowadziłem w stowarzyszeniu abstynenckim nazywałem zajęciami dla
osób z problemem alkoholowym,
ponieważ były one przeznaczone
dla wszystkich chętnych, którzy
mają kłopoty związane z piciem
alkoholu zarówno dla i trudno wymagać, żeby od razu wszyscy przychodzący umieli się określić i odnaleźć. Diagnozę stawia rerapeuta uzależnień choć są osoby, które nie miały do czynienia z terapeutą a postawiły sobie diagnozę np. przy pomocy koleżanek czy kolegów z AA.7

Nadużywanie alkoholu prowadzi
bardzo często do uzależnienia,
oba te zjawiska ściśle się łączą, będę pisał o tym trochę później.

Po trzecie. -

Jak wynika z doświadczenia
bardzo często jest tak, że problemu
nie ma osoba pijąca, nadużywająca
lub uzależniona, inaczej mówiąc
nie widzi tego problemu. Problem
ma, widzi go, osoba z rodziny lub
osoba mająca jakieś kontakty z pijącym, chociaż nie zawsze bliscy widzą, u mnie moja Żona nie bardzo dostrzegała piszę o tym - Równia pochyła
Chcę, aby ten blog był pomocny dla tego kto ma jakikolwiek problem związany z piciem alkoholu.

W cudzysłowie - Prawdziwy alkoholik
na początku swojej drogi do abstynencji a potem do trzeźwości przeważnie kłopotów nie widzi lub widzi je całkiem inaczej.

Po czwarte. -

Zagadnienia związane z problemami alkoholowymi były bardzo często
ujmowane dość jednostronnie,
to znaczy przeważnie książki i
opracowania przeznaczone były głównie dla fachowców, pomagaczy pracowników rożnych służb, pracowników socjalnych itp. Obecnie jest bardzo dużo ķsiążek, materiałów w internacie przeznaczonych dla szerokich kręgów społecznych, są dostępne dla wszystkich zainteresowanych. Dlatego będę się starać nie powielać informacji, zwrócę tylko uwagę na te bardziej istotne według mnie.


poniedziałek, 19 maja 2025

Plany publikacji.


 Zastanawiam się o czym dalej pisać, interesuję się nie tylko uzależnieniami, ciekawi mnie wiele różnych rzeczy.


Mam w zamyśle 4 wątki -
- Dziennik - to co się u mnie teraz dzieje, aktualne zdarzenia i przemyślenia tak jak do tej pory, zapewne nie wszystkich to interesuje, ale jak wspominałem samolubnie piszę. Pomaga mi to, redukuje poczucie samotności i aktywizuje mózg w procesie trzeźwienia szeroko rozumianego.

Na przykład dzisiaj dzień wyborów prezydenckich skłania do refleksji. Nie są to zwykłe polityczne wybory. To jest wybór wizji życia w Polsce w najbliższych latach. W czołówce mamy ludzi o niejasnej przeszłości i takich nieodpowiedzialnych co nie bardzo nadają się nawet na wójta z całym szacunkiem do wójtów. Są też wśród kandydatów osoby zaburzone psychicznie. Problem jest taki, że duża część społeczeństwa nie bardzo myśli.
Inteligencja przez wojnę i komunę mocno się przerzedziła. W szkołach teraz mało uczą myślenia. Dużo nauczania opiera się na testach, mało miejsca do swobodnej własnej wypowiedzi.

Pisałem ten post wczoraj, ale nie chciałem zamieszczać że względu na ciszę wyborczą. No i stało się to czego się obawiałem, wygrał co prawda pan Rafał Trzaskowski, ale różnica jest bardzo nikła pomiędzy nim i panem Karolem Nawrockim. Pisałem o kandydatach nieodpowiedzialnych właśnie miałem na myśli pana Nawrockiego. Już pomijając aferę z mieszkaniem jest to człowiek absolutnie nieodpowiedni na jakiekolwiek stanowisko państwowe, a co dopiero na urząd prezydenta z wielu powodów. Nie będę tu się rozpisywał na ten temat, wszystko jasne. Przykro tylko, że ma tylu zwolenników. Jeszcze przedstawiał się obłudnie jako kandydat obywywatelski.
Przerażające w tych wyborach jest jeszcze to, że kandydaci z tzw. prawicy o dziwnych, ksenofobicznych poglądach uzyskali stosunkowo dużo głosów.

Będę tu też zamieszczał ciekawe linki. Na przykład wysłuchałem dwie interesujące rozmowy -
- o depresji -
https://youtu.be/fKJkqrKzqhc?si=9J32UPm_cQnauYDL
- i o schizofrenii -
https://youtu.be/4MPbZHuDa_Y?si=hMoUP3Yxf-Vbzh51

- Drugi wątek - fragmenty z moich dwóch prac dyplomowych pisanych na studiach z danym komentarzem, Towarzystwo Wiedzy Powszechnej - licencjacka . Nie pamiętam tytułu chociaż pracę mam zapisaną. Przytoczę zatem tytuł pierwszego rozdziału - Kiedy picie staje się problem. Nie chcę w tym miejscu umieszczać szerszch definicji, obserwacji czy opisów choroby alkoholowej. Takich jest całe mnóstwo w internecie, tu będą takie aspekty, które mnie szczególnie interesują i uderzają.

I druga praca tym razem magisterska pisana na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej. Tytuł - Poczucie jakości życia i percepcja własnych problemów trzeźwiejących alkoholików. Tutaj przypomnę Czytelnikom i sobie myśl która jest często przywoływana na terapiach i mitingach AA - celem postępowania w chorobie alkoholowej nie jest abstynencja, ona jest tylko warunkiem podstawowym koniecznym, celem warunkiem końcowym wystarczającym jest uzyskanie jak najpełniejszego zadowolenia z życia często pełniejszego niż przed wpadnięciem w uzależnienie. Tutaj też zwrócę uwagę na rzeczy, które są według mnie najbardziej istotne na drodze ku trzeźwości.

Badania, które prowadziłem do obu tych prac obejmowały co prawda dość małą grupę osób, ale dość reprezentatywną. Też prowadzone były 20 lat temu, dużo się zmieniło w obszarach uzależnień. Właśnie ciekawym by było zobaczyć jak i na ile zaszły zmiany.

Tak w ogóle jak przeglądam teraz te prace to widzę, że to bardzo fajne prace nie chwaląc się i nadają się w całości do publikacji, ale będę je jeszcze raz po trochu przeglądał razem z czytelnikami.

- Trzecia część to wspomnienia osobiste. Mam nadzieję, że kiedyś zainteresują Córkę i może wnuków, których na razie nie mam, ale mam nadzieję - odpukać doczekam. Może jednak i Czytelników coś z tego zainteresuje. Trochę już pisałem na ten temat w wątku Moje dzieje

https://problems-aude.blogspot.com/search/label/Moje%20dzieje.

- W czwartym rozdziale będę snuł szersze reflleksje na temat przeczytanych książek, obejrzanynych filmów, podcastów. Na przykład teraz czytam, w zasadzie czyta mi aplikacja Eleven Reader głosem Piotra Fronczewskiego z pliku pdf. Fajnie słucham i trochę czytam, bo jestem wzrokowcem. Studiuję właśnie - Yalom Irvin - Kat Miłości. opowiadania terapeutyczne, podchodziłem do lektury trochę nieufnie, ponieważ nie bardzo lubię epiki, ale tu się wciągnąłem, napiszę o tym.

Jak kiedyś wspominałem ten blog, mam nadzieję, stanie się notatkami do książki, do której od dawna się zabieram i jak często u mnie to schodzi. Parę lat przecież wyłączyłem się z normalnego życia. Do napisania książki namawia mnie wiele osób między innymi moja znajoma nieoceniona pani Doktor Psychiatra.
Poza tym teraz jest przeszkoda nie mam laptopa. Na telefonie się da np. pisanie przez przeciąganie, ale jest dużo trudniej pisać.

Zamierzam też nagrać swoje wypowiedzi do danego posta, może dodam trochę szczegółów do niego. Do nagrywania filmów nie mam na razie warunków.

sobota, 17 maja 2025

Czy da się nie palić?

 Już może kiedyś wspominałem tu w Domu Pomocy Społecznej nie mam z kim porozmawiać, trochę z panią Psycholog parę słów z pracownikami, dłużej rozmawiam z kolegą, który ma podobne problemy tyle że telefonicznie a to nie całkiem to.


Dlatego tu trochę samolubnie piszę o swoich przemyśleniach i przeżyciach. Z tym pisaniem łatwiej mi się żyje, może ta pogaduszka zamieni się kiedyś w rozmowę z Czytelnikiem. Na razie głównie rozmawiam sam ze sobą na sam.

Teraz wzięło mnie na odstawienie palenia. Wkurza mnie ten pomysł choć od dawna o tym myślałem /tylko myślałem/ to teraz jest to poniekąd wymuszone, bo jestem teraz  w tragicznej sytuacji finansowej, co prawda paliłem tani tytoń, ale jednak też on kosztuje. Oczywiście chcę też wyzwolić z niewolnictwa. Ciągłe myślenie, żeby wziąć fajki, szukanie miejsc gdzie można zapalić, a z tym coraz trudniej itp.
Poza tym jest też zmarnowany czas na robienie fajek.
O zdrowiu i chorobach nie chcę nawet myśleć - system iluzji i zaprzeczeń.

Rzucenie picia alkoholu przyszło mi bardzo łatwo, po prostu któregoś dnia stwierdziłem, że to mi niepotrzebne i uwierzyłem, że da się żyć bez picia, coś mnie oświeciło nie wiem co, nie umiem na takie pytanie dlaczego to się wydarzyło - odpowiedzieć, jakby coś z nieba rypło. Może Siła Wyższa, Przypadek, Bóg? Wierzę, że jest COŚ, nie umiem tego nazwać, w ogóle to jestem niepraktyjący.
Od tego momentu przestałem całkiem myśleć o alkoholu. Śnił mi się tylko może ze 2 razy. Miałem jeden kryzys jak się zakochałem niedługo po zaprzestaniu picia. Szedłem już do Trzynastki żeby się napić, na szczęście była zamknięta więc zwróciłem się do Chmielnej i mi po drodze przeszło. Wróciłem do domu,  popłakałem, zadzwoniłem do telefonu zaufania i to był jedyny kryzys alkoholowy w tym czasie. Nie robiły na mnie wrażenia stoiska z alkoholem ani spotkania gdzie był spożywany alkohol chyba, że głównym celem spotkania było picie alkoholu wtedy omijałem. Same dyskusje pijanych ludzi były już wystarczająco odstęczające.
Nie piłem 24 lata, ale wróciłem i teraz zaczynam od początku. Zacząłem nie przestrzegać zaleceń dla zdrowiejących alkoholików, brałem lek krople na alkoholu i się zaszczepiłem. Piszę o tym w poście Równia pochyła.

Alkohol dla mnie znowu teraz nie problem, ale fajek się boję.

Ale wróćmy do palenia. Przypadek czy opatrzność prawiły, że akurat trafiłem na książkę Allana Carr'a Prosta metoda jak skutecznie rzucić palenie.


W zasadzie czytała mi aplikacja Eleven Reader głosem Piotra Fronczewskiego z pliku pdf. Fajnie słucham i trochę czytam, bo jestem wzrokowcem. 
Allan koncentruje się na obalaniu mitów dotyczących palenia w które wierzymy, nie straszy tylko skupia się na sposobie zmiany przez palacza przekonań odnośnie palenia. To podejście jest bardzo blisko mojemu stosunku do picia alkoholu trochę to wspominałem.

Ogólnie zgadzam się z Autorem tylko 2 zastrzeżenia -
- Carr pisze, że pierwszy papieros nie smakuje i wywołuje złe objawy nudności, wstręt itp. U mnie nic takiego nie było. Pierwszy Klubowy w komórce na podwórku bardzo mi smakowa. Paliłem pomalutku, w początkach nie zaciągałem się, ale potem i tego się nauczyłem.
- Allan twierdzi, że fajki śmierdzą i są odrażające. Mi tam nic nie śmierdzi i bardzo mi smakują szczególnie z rana wtedy aż mnie ssie.

W sumie palenie jest bardzo podobne do innych uzależnień na przykład alkoholizmu. Przy uzależnieniu od papierosów negatywne skutki widać dużo później i przeważnie nie wpływa ono tak na otoczenie chociaż czasami trochę tak. Przy uzależnieniu od alkoholu skutki widać od razu choć wysokofunkcjonujący uzależnieni mogą żyć wiele lat bez prawie niewidocznych dla otoczenia konsekwencji.
Dlaczego czasami używam określenia osoba uzależniona od alkoholu, a nie alkoholik?

Otóż określenie alkoholik chociaż przydatne dla alkoholików, ponieważ pomaga rozbroić ich SIiZ to jest też stygmatyzujące, a jest to przecież choroba jak inne. Jarosław Polanowski, który pełnił dyżury w Niebieskiej Linii opowiadał jak to zadzwoniła pewna kobieta i opowiadała swoją historię. Prawnik dopytał - jest pani ofiarą? Na to ona - I pan też mój mąż tak właśnie ciągle mówi. Czasami lepiej użyć określenia - osoba doznająca przemocy.

O różnych aspektach różnorodnych rodzajach uzależnień jest wiele książek, które warto poczytać na przykład -

Nałogowy człowiek. - Anna Dodziuk, Leszek Kapler.

Skończyłem czytać książkę Allana i mam mieszane uczucia. Między inny trochę boję skutków odstawienia palenia, ponieważ palę 50 lat i sobie zapewne głupio wymyśliłem, że organizm tak się przyzwyczaił, że jak nie dostanie nikotyny to zachoruje. Psyche też mocno się przyzwyczaiła do odruchu i będzie pewnie pustka bez palenia. To jest moja jedyna rozrywka w tej chwili. Oczywiście zdaję sobie doskonale sprawę, że to są durnowte dywagacje, rozum to wie, ale uczucia nie bardzo.

Doświadczenia na razie mam takie -
- jak już się położę do łóżka trochę przed zaśnięciem oglądam film czy czytam to już nawet wcale nie myślę o paleniu;
- też jak się czym zajmę pisanie, jakieś masterkowanie i się wciągnę to szkoda mi czasu na palenie;
- miałem dyżury w punkcie interwencyjnym do spraw przemocy po 3 godziny i dłużej, nie myślałem o paleniu.

Są to pewne moje zasoby, które można wykorzystywać przy wypełnianiu pustki po papierosach. Jest jeszcze taki problem, że nie umiem odpocząć, zrobić sobie przerwy bez papierosa. 

Obiecałem sobie ostatnio któregoś dnia, że już od jutra nie palę. Przyznam się - na razie nie wyszło, rano wstaję rozbity pomimo, że normalnie spałem i przez 2 godziny dochodzę do siebie. Wiem, że przy depresji to normalne, ale mnie to denerwuje, chcę szybko wyzdrowieć. Widać jeszcze całkiem nie przeszło też ogólnie słaby jestem, trzeba ćwiczeń fizycznych to uwalnia serotoninę, trochę zacząłem spacerować. 

Na razie zastosowałem metodę, której stanowczo nie poleca Carr, ograniczyłem palenie. Uczę się wykonywać czynności teraz pisanie i czytanie, spacer bez potrzeby ciągłego sięgania po papierosa. Pisze autor, że przy takiej metodzie palacz okrutnie się męczy, na się nie męczę, zakładam sobie, że np. piszę przez 2 godziny i piszę. Najgorsze są ranki. To oczywiście jest metoda przejściowa, sądzę, że stosunkowo szybko dojrzeję.

Tu podobnie jak przy alkoholiźmie w okresie abstynencji jeden kieliszek może z prawie stuprocentowym prawdopodobieństwem sposowidować nawrót picia, z paleniem u zaawansowanego palacza tak samo, jeden papieros w czasie odstawiania 99,99 % powoduje powrót do palenia.

Będę na bieżąco informować co z tego wyszło. W następnym poście podzielę się planami odnośnie dalszego pisania.










sobota, 3 maja 2025

Równia pochyła.

 Mam sygnały, że jak się na nią wchodzi wyświetla się ostrzeżenie - strona potencjalnie niebezpieczna. Nie wiem czemu tak jest, nie umiem tego zmienić - przepraszam jeśli są niedogodności.

Przed zaśnięciem przypominają mi się dobre i złe czasy. O obu nie ma oczywiście sensu rozmyślać, roztrząsać, ale to jakoś samo mi przychodzi, jak mawiali moi koledzy i klienci. Wspominanie obu przynosi ból. Ostatnio jakoś bardziej mnie dotykają mnie wspomnienia złych lat, chociaż dobrych też bolą, ale są momenty, że nie, bo było fajnie i szlak wszystko trafił, tak czy siak źle, lepiej nie myśleć o przeszłości i żyć dniem dzisiejszym tu i teraz, ale to trudne, a czasem trzeba. Myślenie o przyszłości jakoś mi tak nie szkodzi.

O niektórych rzeczach już pisałem, teraz trochę szerzej napiszę. Jak sobie tu w dpsie siedzę i sobie tak myślę o przeszłości to nie mogę pojąć jak mogłem tyle lat trwać w tym nawrocie picia, mając wiedzę, doświadczenie, umiejętności, trochę praktyki jako terapeuta.

W zasadzie nie wiem od kiedy liczyć nawrót picia. Choć na początku kiedy używałem według instrukcji nie było żadnych konsekwencji. Jednak faktem jest, że jako osoba uzależniona nie powinienem w ogóle brać leków zawierających alkohol, zresztą, już wtedy używałem dzień w dzień.

W ogóle zacząłem używać kropelek około roku 2013, czyli jak tak liczyć to miałem 23 lata bezwzględnej abstynencji, a nie 27 jak pisałem /taki system iluzji i zaprzeczeń/ 27 to względna abstynencja bez większych negatywnych skutków.
Tak w ogóle to mylą mi się daty z przeszłości dalszej i bliższej, nie pamiętam ich dokładnie. Ogólnie do tej pory mało wracałem do wspomnień.

Można mi zarzucić, że czasami będę  używał żartobliwych zdrobnień, nie jest to omijanie problemu, taki mam styl.

Nawrót picia można zwalić na przypadek, co oczywiście jest chyba niedorzeczne. Chociaż można czasami dyskutować co jest wolną wolą, a co nie jest. Ciekawy wykład między innymi na ten temat - Briana Greene'a - Śmierć myśli. Tak skończy się Wszechświat.

 Też zastanawiałem się kiedyś nad tym w którymś
 poście chyba Przypadek, nie pamiętam gdzie, trzeba by mi zrobić spis treści, wademekum czy skorowidz, zacząłem go robić, ale został na utraconym laptopie. Ale tu wkraczamy w filozofię, trzeba by zahaczyć o pojęcia z mechaniki kwantowej. Kiedyś wrócę do tych rozważań, a na razie trzymam się Ziemi.

Mieszkaliśmy wtedy jeszcze w naszym domu w miasteczku.

I tak - na podwyższenie ciśnienia, bo miewałem niskie, brałem cardiamid z kofeiną, ale przestali produkować. Kiedyś zaszedłem do apteki i zaproponowano mi Cardiol C, ja pomimo posiadanej wiedzy nie patrzyłem na skład od razu tylko później.
I wtedy zauważyłem, że jest w nim 70% alkoholu. Nie przeszkodziło mi to w dalszym używaniu, znowu system iluzji i zaprzeczeń.
Przypadek? - w życiu sam bym na to nie wpadł. 

Pracowałem wtedy jako asystent rodziny w miejskim ośrodku pomocy społecznej. Pracowałem trochę w biurze, w domu, ale głównie w terenie, jeździłem do klientów. Jak zacząłem już zacząłem używać te kropelki to rano troszkę, jak miałem przerwę w wizytach też odrobinę i wieczorem już trochę więcej. W weekend ile się dało, szczególnie wtedy jak pisałem różne sprawozdania co mnie mocno wkurzyło.

Uważałem, bo przeważnie jeździłem samochodem i bałem się dmuchania. Ale później sobie nie żałowałem i przestałem uważać.
Na początku brałem tyle ile zalecano na ulotce i nie było większych następstw, ale szybko zwiększyłem dawki. Na strychu piętrzyły się worki z buteleczkami. Było to szczególnie widoczne jak robiliśmy porządki przy sprzedaży domu i wyprowadzce.

Bywałem pod wpływem na zebraniach w pracy i w czasie wizyt u klientów. W końcu zaczęło to być zauważalne. Dyrektor wysłał mnie na urlop zalecając żebym coś z tym zrobił, a ja to olałem, kropelkowałem nadal. Uwagę mi zwracali przyjaciele, znajomi i oczywiście Żona. Ja oczywiście twierdziłem, że wszystko jest OK nic się nie dzieje, kompletny odlot.

Po przeprowadzce oczywiście kontyuowałem picie leczenie jak twierdziłem.
Pracowałem jakiś czas w gimnazjum jako nauczyciel wspierający. Rano nic nie używałem, bo szkoła, samochód. Ale zaraz po lekcjach szedłem do apteki, a po powrocie do domu bezpośrednio na ławeczkę.

Potem po zakończeniu pracy w szkole, była to umowa na czas określony, popłynąłem całkiem, nie miałem już żadnych hamulców. Nie szukałem pracy.
Kiedy mieszkaliśmy w pierwszym mieszkaniu przeważnie cały czas coś tam trochę grzebałem przy mieszkaniu.
Pykałem na laptopie, ale głównie używałem kropelek czyli alkoholu na ławce. Nie przeszkodziło to, że Żona poważnie zachorowała, zamiast być oparciem to ja ławeczka. Rano wychodziłem na ławeczkę, potem przerwa obiad i wieczorem dalej picie. Po przeprowadzce do innego mieszkania oczywiście kontyuowałem

W końcu przeszedłem na wódkę. Ciężko mi to szło nie smakowała mi, bo miałem zakodowane, że wódka nie dla mnie, ale się przełamałem i dałem radę, kropelki przecież cały czas uważałem za lek. Naprzód stosowałem wiśniówkę, a potem było mi już wszystko jedno.

W międzyczasie byłem krótko w Belgii, pracowałem jako pomocnik na budowie. Jednak szybko zakończyłem karierę, tak się napiłem, że siedziałem na chodniku i policja zwinęła mnie i zawiozła do... szpitala. Pełna kultura, kroplówka rano śniadanko wypasione. Przyjaciel u którego mieszkałem, wieloletni abstynent, zresztą mój wychowanek jak można tak powiedzieć,  wkurzył się mocno i odesłał zaraz do Polski.

I tak ciągnąłem, przepijałem i przepalałem kasę, która została po sprzedaży domu i zakupie i remoncie mieszkania i inną. Ta kasa miała być przeznaczona na wkład własn. Jak się skończyła zacząłem brać pożyczki, przestałem spłacać kredyty, wpadłem w spiralę długów. Dopiero teraz się z tego wyplątuję przeprowadzając upadłość konsumencką.

Niby nie stosowałem przemocy fizycznej, ale psychiczną i ekonomiczną owszem stosowałem. Trudno wytrzymać było z taką gnidą co tylko marudziła, piła, smrodziła papierosami i czasami podciągała pieniądze. Córka wtedy studiowała iberystykę i nie miała za bardzo w domu warunków do nauki. Nawiasem mówiąc ja jej pomogłem w rozwijaniu pasji do nauki hiszpańskiego. Gdzieś nie wiem jak chwyciła ten hiszpański, jak kupiłem jem pierwszy podręcznik, razem z Żoną wspieraliśmy ją w tym. No i Córka zaczęła słuchać w odróżnieniu od rówieśników hiszpańskich, południowoamerykańskich rytmów, oczywiście nie tylko. Np. Juanesa itp. w czasie naszej podróży do Bułgarii cały czas go słuchaliśmy aż do znudzenia.

W końcu Żona miała tego mojego zachowania dosyć i wygoniła mnie z domu. Byłem też 2 razy na odwyku w takim małym mieście. Blisko rok w hostelu dla uzależnionych, nieopodal słynnego uzdrowiska i jakoś nie piłem, chociaż niektórzy tam pili. Nie miałem tam wtedy problemu z utrzymaniem abstynencji.

Potem zaczęła się takie cykle po powrocie z hostelu -
[  ] Schronisko;
[  ] praca w ochronie;
[  ] picie;
[  ] zatrucie;
[  ] szpital psychiatryczny lub odtrucie;
[  ] i znowu schronisko i tak w kółko przez parę lat.

W końcu dostałem rentę i wraz z nią wyrównanie na podstawie takiej ustawy covidowej - ok. 20 tys.
Plan miałem taki żeby - hostel - stancja - trochę odpoczynek - praca - abstynencja i trzeźwienie - powrót do Rodziny jak zechcą przyjąć.

Wyszedł mi tylko sam początek hostel, a potem zacząłem nowy cykl -
[  ] hostel, czasami drogi hotel;
[  ] picie;
[  ] szpital;
[  ] i znowu stancja i tak w kółko.

Jak było do przewidzenia pieniądze się skończyły. W szpital ciężko dochodziłem do siebie, ale jakoś się pozbierałem, po drodze covid. Przed wyjściem dostałem trzynastkę, znalazłem fajną stancję i dobrą pracę. Ale ja jak to ja. Dwa bardzo źle się poczułem, i chyba późny zespół abstynencyjny lub nawroty depresji. Oczywiście leczyłem się wódką. Raz drugi się udało nie było konsekwencji, a trzeci raz jak zwykle ciąg, nie wiedziałem czy dzień, czy noc. Potem szpital - schronisko - rok szpitala psychiatrycznego i w końcu Dom Pomocy Społecznej gdzie przebywam do tej pory.

To duże zapicie w 2022 mnie dobiło. Od tego czasu do tej pory nie mogę dojść do siebie. Depresja i nerwy męczą mnie przez cały czas raz mniej raz więcej. Ostatnio dużo - odpukać lepiej. Pisałem o tym wszystkim w poprzednich postach.
Dawniej jak popiłem i się zatrułem stosunkowo szybko wracałem do normy. Dół psychiczny tydzień dwa i było OK, mogłem normalnie funkcjonować, pracować i oczywiście dalej pić. Chyba ten ostatni raz to było o jeden raz za dużo, ciało i dusza nie wytrzymały.
Cały czas zachodzę w głowę jak tak mogłem parę lat kontynuować ten gigaciąg mając wiedzę,  doświadczenie i umiejętności. Duża zagadka, jeszcze o tym pomyślę chociaż nie wiem czy jest sens, może szkoda czasu. A może taka analiza pozwoli mi zabezpieczyć się na przeszłość?

Nie da się ukryć, że odrobinę mam pretensje do Żony /po rozwodzie ale dla mnie dalej Żona/, mówią, że to myślenie alkoholowe, może trochę tak. Jednak mogła trochę inaczej postępować, np. pójść na miting Al-Anon czy do terapeuty dla współuzależnionych itp. Jej tylko łatwo przychodziło wzywanie policji jak już było gorzej. Jednak oczywiście nie twierdzę, że piłem przez Nią, trudno żyć z czynnym alkoholikiem, choć czasem i z niepijącym często niełatwo.

Trochę się znowu rozpisałem, a obiecałem sobie pisać krótkie posty, jednak tu chciałem szczegółowo opisać proces powrotu do nałogu po wielu latatach abstynencji. Sądzę, że może to być pomocne dla mnie jak i dla niektórych Czytelników. Może jakbym przeczytał coś takiego w czasie nawrotu picia szybciej bym go zakończył?

Zapewne łatwiej dostępne byłyby treści jakbym nagrywał filmy lub chociaż dźwięki, jednak w tej chwili nie bardzo mam warunki do nagrywania filmów i duży problem je na telefonie obrabiać. Może nagrywać i podać link?

W następnym poście opiszę jakie mam zamiary na dalsze pisanie. Teraz lepiej się czuję, mam czas, na razie do pracy nie mogę pójść,  jeszcze nie to zdrowie.


poniedziałek, 21 kwietnia 2025

Język.

 Jakoś naszło mnie na pisanie. To trochę egoistyczne, ponieważ jak piszę to mi się łatwiej porządkuje myśli, nie wiem czy kogoś te wypociny interesują.

Kurcze dalej jest różnie, czasami wątpię, że kiedyś dojdę do siebie, chyba jednak za dużo picia było w poprzednich latach. Organizm się przestawił fizycznie i psychicznie. Może tu trzeba jakiejś głębszej psychoterapii lub hipnozy. Jeśli nie jakaś - odpukać choroba to podejrzewam, że w psychice coś głęboko siedzi. Psychika może w niewyobrażalny sposób wpływać na ciało. Przy depresji tak jest raz lepiej raz gorzej. I jak tu wyjść i pracować, o ograniczeniach pisałem.

I tak dzisiaj w gębie jak w d..ie, bardzo nieprzyjemnie, słaby + objawy takie jak pisałem. Wczoraj wieczorem zjadłem zająca z czekolady co dostałem. Praktycznie nie czułem smaku,  a na czekoladę jestem łasy. Każdy posiłek to problem. Schabowy prawie bez odczuwania smaku. Niby takie pieczenie języka może mieć pochodzeni depresyjno-nerwicowe, lub po lekach antydepresyjnych.



Ale staram się coś tam dłubać, czytać choć bardzo ciężko zabrać mi się za cokolwiek, ale jak leżę i nic nie robię, patrzę w sufit to się wkurzam i jest gorzej.
Można siedzieć i pisać, tylko cały dzień nie bardzo szczególnie na telefonie, choć da się, tylko wzrok może się pogorszyć. Niby pisarze piszą całymi dniami.
Denerwuje mnie też to, bo głowa bardzo chce działać, a ciało nie bardzo.

Mimo wszystko spróbowałem przejść na próbę bez chodzika na rynek to 400 metrów. Doszedłem pomaleńku tam i z powrotem, jednak ciągle słaby jestem daleko nie bardzo mogę do Stokrotki 750 metrów za daleko. Na zakupy i tak będę chodził z chodzikiem, żeby nie dźwigać. Zresztą i tak nie mam kasy na zakupy Chodziłem kiedyś tu trochę na rehabilitację, ale po niej gorzej mnie bolało w kręgosłupie, to wyciąganie na drabinkach nie dla mnie, z tego co wiem kręgosłupa nie można rozciągać.

Myślę też ciągle o tym aparacie słuchowym, trochę lepszy bardziej automatycznie się zachowuje w zmiennym środowisku akustycznym, ma więcej kanałów oraz algorytmy poprawiające funkcjonowanie aparatów - taki bym wolał.

Potrzebny mi bardzo, bo np. jak jestem u lekarza mało co słyszę, jak jadę z opiekunką to mi musi tłumaczyć, z panią Psycholog trudno się rozmawia, na mitingach AA nie słyszę i przestałem chodzić itp.
Do trochę lepszego trzeba dopłacić 2×650=1300zł, 950 bym nazbierał zbraknie 350, może ktoś mi pomoże. Tylko jak dołożę do droższego zostanie mi 235 zł na życie na miesiąc, 7 zł na dzień kicha. Trzeba jakoś zarabiać tylko na razie nie ma jak.
Pożyczki wziąć nie mogę, ponieważ jestem w trakcie procesu upadłościowego.

Piecze dzisiaj strasznie, rzutuje to na całe ciało, na ogólne samopoczucie.

Mam od dawna w zanadrzu, taki post o kropelkach, może niedługo dokończę.

PS Papież Franciszek był postacią znaczącą głównie dla katolików, jednak nie był Bogiem, popełniał błędy np. nie potępił agresji Rosji. Jednakże był też zwykłym człowiekiem jak każdy, pisać, że cały świat się zmartwił to lekka przesada.



niedziela, 20 kwietnia 2025

Wątpliwości ciąg dalszy.

 


Zdaję sobie sprawę, że zaczynam przynudzać, to pisanie pomaga mi uporządkować myśli, raczej chyba powinienem zachować je dla siebie, ale egoistycznie publikuję. Po co? Może oczekuję od Czytelnika jakiejś podpowiedzi, może ktoś miał podobne dylematy?

Niedziela Wielkanocna w Domu Pomocy to trochę nie bardzo. Owszem przygotowali fajne potrawy, złożyli życzenia, mili są, ale to nie to co z Rodziną - sam tego chciałeś - mówią. Nie chciałem, ale z drugiej strony mam wolną wolę i niby mogłem wybierać drogę.

Tu - https://youtu.be/uuB-QcCGrrM?si=tge8vid-uxL_cmoU - trochę facet o tym mówi, nie słuchałem jeszcze.

Kurcze jak zwykle różnie się czuję. Wczoraj przed południem byle jak a pod wieczór wspaniale. Dzisiaj wstałem i OK potem gorzej. Fakt, że późno usnąłem a wcześnie się zbudziłem koło 5, jakoś teraz wcześnie się budzę i byłoby fajnie jakbym wcześniej usypiał, wieczorem oglądam głupoty, odwlekam zasypianie, bo wiem, że będę długo leżał nim usnę, a tego nie lubię.

Jak pisałem w którymś poście - jak nie mam zajęcia to myślę i to mi szkodzi, nie ma z kim pogadać mogę tylko telefonicznie z kolegą, a jak wiadomo - silne relacje społeczne to fundament zdrowia psychicznego.

Wczoraj po raz n-ty zająłem się porządkowaniem papierów zdrowotnych potrzebnych między innymi na wizyty u lekarzy czy na różne komisje. Wkurza mnie takie zajęcie, ale jak skończyłem to mi się polepszyło i czułem się pełen energii i chęci do życia. Jak jest gorzej to wtedy takie objawy jak pisałem - jakbym miał gorączkę a nie mam itp. - podświadomość.

Dzisiaj rano zmartwiłem się, bardzo schudłem. Chciałem założyć pasek do spodni co kupiłem i spodnie spadają a są już dorobione dziurki. Dżinsy co dawno kupiłem były za ciasne, nie mogłem zapiąć teraz prawie spadają. Ogólnie to dobrze, bo brzuch mi strasznie urósł, może z leków? Ale ja jak to ja zacząłem dopatrywać - odpukać choroby, w zasadzie ciągle szukam jakichś chorób u siebie, wariat chyba.
Fakt, że teraz mniej jem może trochę przez ten niesmak w ustach, nie jem czekolad, bo mało kasy a potrafiłem i 4 na raz, mam takiego apetytu jak wcześniej. Na drugą kolację potrafiłem zjeść i 8 kanapek, o czekoladach nie wspomnę, a teraz ok. trzy. Mam dużo mniejszy apetyt niż wcześniej. Może po prostu organizm się nasycił po okresie poszczenia i złych posiłków.

No i umartwiam się przyszłością, szukaniem innego mieszkania, pisałem ostatnio o tym, nudzę.

W zasadzie to ono mi głównie potrzebne do szukania pracy w większym mieście łatwiej. Co za tym idzie szukania pieniędzy, teraz żyję tak na styk, w zasadzie mi nie starcza na to co bym chciał,  a tak dużo nie chcę, ale bym gdzieś jeszcze wyjechał na wakacje, kupił laptopa, czasem ubranie, lepsze jedzenie, czekoladę itd.
Ale jak wspominałem zaraz dopadają mnie wątpliwości -
- A co jak ta depresja do końca nie przejdzie? Wtedy praca nie bardzo. To już prawie 3 lata jak jest byle jak. Od ostatniego dużego zapicia w czerwcu 2022 nie mogę dojść do siebie. Dawnymi czasy po ciągu był kac fizyczny krócej, moralny, dół dłużej, ale stosunkowo szybko wracałem do życia. Teraz to trwa, zapewne trochę wiek i przekroczyłem granicę, ile można się bawić.

- A co jak poważne nie daj Boże zachorowanie np. nowotwór czy kręgosłup, jak wtedy w mieszkaniu żyć. Trzeba zrobić zakupy, coś ugotować. Tu mam wszystko podane. Jest też kwestia wieku, ale i młodsi mogą zachorować, można np. nogę złamać itp.

- Trochę problem, że mam wpisane w orzeczeniu o niepełnosprawności - nie wskazana. Nie w każdej pracy potrzebne, ale z nim zwykle łatwiej.

Nie wiem czy można myśleć w taki pesymistyczny sposób, a ja tak mam. Czasami można to poczytać za ostrożność, nic pochopnie, a czasami za brak odwagi, nadmierną przezorność. A jak się czuję dobrze, normalnie to mam dużo mniej wątpliwości.

Przecież niby mam czas, na mieszkanie treningowe czeka się pół roku do roku i dlatego dobrze jest wcześniej złożyć kwity, może jednak się z czasem rozruszam.

Siedzenie tutaj w Domu Pomocy jak się dobrze czuję jest, z całym szacunkiem jest trochę wkurzające. Jak było gorzej to leżałem prawie cały dzień i się nie przejmowałem tym. Pisanie bloga, książki, oślepnąć można, angielski,  itp. jest OK, ale to nie to co być aktywnym między ludźmi. Praca internetowo, w większości ściema.

Właśnie jak to piszę czuję się byle jak - niepokój, ciągle toaleta. Zwykle jak już jest gorzej to zwykle przed południem, wieczorem OK, typowy objaw depresji. Chyba jakbym był somatycznie chory to raczej cały dzień byłoby źle?
Pewnie będę jeszcze rozważał przez jakiś czas. Jak wyślę kwity z wnioskiem o przyznanie mieszania chronionego zaproszą na rozmowę może wtedy się coś wyjaśni tylko nie bardzo mam siłę i kasę żeby jechać.

Nie wiem na razie o czym będę dalej pisał, a lubię pisać. Może trochę wrócę do wspomnień, może Córka jednak kiedyś zechce poznać historię naszych rodzin, trochę mało rozmawialiśmy o niej.

piątek, 18 kwietnia 2025

Poszukiwania wyjścia.

 



Jednak jest trochę optymizmu. Ogólnie - odpukać lepiej się czuję nie wiem czy leki, czy myślenie się zmieniło, czy wiosna.

Wobec tego zacząłem myśleć o przyszłości. Zdaję sobie sprawę, że wyjście z dpsu to dużo za wcześnie. Jeszcze czasami gorzej się czuję tak jak w niektóre dni, a czasami zupełnie normalnie. Jak gorzej to przeważnie rano i przed południem, czasem przed spaniem, bywa, że cały dzień, ale nie jest tak tragicznie jak kiedyś, nie telepie, jest bez porównania lepiej niż jeszcze miesiąc temu było.

Doszukuję się czasem jakiejś choroby, ale to raczej z szajby, to nie do uwierzenia jak psychika może wpływać na ciało. Na przykład język mnie piecze raz więcej raz mniej, w ustach niesmak jedzenie, papierosy i kawa nie smakują.
Wyczytałem, że może to być związane ze stanami depresyjnymi czy przyjmowaniem leków antydepresyjnych. Mój Rodzinny mówi, że to niedobór witamin z grupy B, przepisał Neurovit.
Wkurzają mnie strasznie te nawroty złego samopoczucia, bo takie siedzenie tu jest bezpłodne, trzeba działać. Niby coś tam teraz dłubię - blog, pisma, odwołania, wnioski, porządkuję i przygotowuję kwity dla lekarzy i biegłych sądowych. Ale ile można pisać.
Zacząłem myśleć o bardziej samodzielnym mieszkaniu w moim dużym mieście, gdzie długo mieszkałem.

Wiem doskonale, że to jeszcze dużo za wcześnie, może za bardzo się śpieszę, ale na przykład na mieszkanie chronione /treningowe czy wspierane jak teraz nazywają/ czeka się długo, pół roku do roku, myślę że kwity trzeba złożyć do tego czasu mam nadzieję, że jeszcze dalej mi się - odpukać polepszy. Na socjalne czy komunalne jeszcze dłużej, ale tu kaucja i raczej wyposażenie trzeba skombinować. Można myśleć też o stancji, schroniska nie biorę pod uwagę.

Jednak warunki teraz mam tu bardzo dobre, źle było jak mieszkałem z ludźmi zaburzonymi. A tak t⁴u upiorą, posprzątają, do lekarza zawiozą, jedzenie dobre chociaż czasami trzeba troszkę dokupić itd., a tak gdzie indziej trzeba samemu wszystko ogarniać.
Ja od razu mam złe myśli - a jak mi się znowu pogorszy, zachoruję to co wtedy? W dpsie bezpieczniej. Nie wiem czy można tak myśleć.

Syndyk może zmniejszy zabieraną kwotę do 50zł teraz bierze ok. 500 tylko wtedy będą pobierać całą kwotę za DPS 1400 się im należy, teraz brali część 1000, bo więcej ZUS nie mógł ściągnąć, wtedy na rękę 639 teraz na razie 490, mało co więcej wyjdzie. To dalej trochę mało są wydatki jak pisałem, są wydatki jak pisałem - pieluchomajtki, telefon, trochę ciuchy, leki itd. Teraz będzie 13-stka, ale mam długi i może do aparatu słuchowego trzeba będzie dołożyć.

Kiedyś sobie myślałem, żeby sobie posiedzieć, pisać książkę do czego namawia mnie też moja Psychiatra i inni, wznowić po raz n-ty angielski itp. Ten mój blog to jakby notatki do ewentualnej książki. Problem taki, że na telefonie trochę ciężko pisać, ale da się. Może skombinuję laptop.

Myślę również o podjęciu pracy, ale to jeszcze dłuższa perspektywa.  Muszę jeszcze też poczekać na wizyty u lekarzy: okulisty i laryngologa i na protezę zębową, na biegłego sądowego.

W zasadzie chodzi mi o kasę. Jakbym zarabiał mógłbym spokojniej żyć. Pieniądze jednak dają poczucie bezpieczeństwa tak jak opisuje Maslov w swoim trójkącie.

Ale nie tylko kasa, jestem jeszcze mimo wszystko sprawny i mogę aktywnie żyć jak mi się dalej polepszy. Pracując człowiek czuje się potrzebny, przeważnie ma kontakt z ludźmi, tu pomimo że mieszka dużo ludzi czuję się samotnie, a jak piszą w internecie -  wiadomo — silne relacje społeczne to fundament zdrowia psychicznego.
Oczywiście wiadomo, że najlepiej jakbym wrócił do siebie ale...

To miasteczko co mieszkam to dziura i z pracą problem. Trochę jest w powiatowym mieście, ale trzeba dojeżdżać, to 24 km. U mnie trochę problem z dojeżdżaniem ze względu na pęcherz.

Oczywiście w dużym mieście jest wybór ofert pracy. Tylko nie wiadomo co mogę robić z tym kręgosłupem, zobaczę co pani Neurolog powie. Neurochirurga mam dopiero w lipcu.Depresję już znam, a problemy z kręgosłupem to dla mnie trochę nowość.

No i w orzeczeniu o niepełnosprawności  wpisali mi nie wiem czemu, zakaz pracy.

Tak czy siak na razie siedzę na du..e i staram się zdrowieć.


poniedziałek, 14 kwietnia 2025

Syndyk.


Nareszcie coś optymistyczngo - ogłoszono w końcu upadłość konsumencką, trochę to trwało, mój Prawnik porządkował dokumenty od lata. Ale pojawił się problem, nie wiedziałem, że w związku z tym zablokują mi konto w banku tymczasowo i prawie miesiąc trwał proces odblokowania, inne co mam nieużywane też też zablokowali, ale one mi niepotrzebne.
Teraz trwa cały proces oddłużeniowy, trochę to potrwa, na razie duży minus w aplikacji bankowej zniknął. Jeszcze Syndyk teraz bierze pieniądze w miejsce komorników. Jest duża szansa - odpukać, że i to zniknie i darują wszystko, albo Syndyk trochę zmniejszy pobieraną kwotę.


Znalazłem w internecie ciekawy artykuł o charakterze przewlekłego stresu i propozycje jak sobie z nim radzić -


Kurcze mam podobną sytuację jak w tym artykule. Żyję w permanentnym stresie, może nie jest on za bardzo silny, ale jest.
Myślę, że trochę wynika to z tego, że jak piszą w tym artykule, że niby mam co robić, ale dużo się obijam, mam parę pomysłów na zajęcie się czymś, ale prokrastynacja.
Zresztą do niedawna często tak się czułem, że byłem do niczego. Mogę pisać blog i właśnie to robię, czytać książki na interesujące mnie tematy, wrócić do nauki angielskiego po raz n-ty.
Do pracy na razie nie mogę na razie pójść ze względów zdrowotnych.

Jak nic nie robię to myślę, a to szkodliwe. Też brak kontaktu z drugim człowiekiem. Przez cały dzień nie mam do kogoś się odezwać, troszkę z opiekunkami i często długo z moim kolegą, z moimi współlokatorami w zasadzie nie ma kontaktu.

Pomijając pracę, wyjście z DPSu itp. to nie wiem co dalej robić z tym moim zdrowiem. Przecież nie można tak żyć.

Raz lepiej raz gorzej. Oczywiście nie ma porównania do tego jak się czułem miesiąc temu i wcześniej kiedy to szczególnie przed południem a czasem cały dzień telepało mnie strasznie. Taki słaby,  że nie mogłem nic robić tylko leżałem całymi dniami.

Teraz nie telepie tak i coś tam dłubię. Ale jak gorzej przeważnie rano i przed południem, czasem przed spaniem ⁴to słabość mam, pęcherz się nasila, czuję się tak jakbym miał gorączkę a nie mam, uczucie pełności w żołądku, ale tragicznie nie jest jak kiedyś.

Nie wiem czy to może być skutek zaburzeń depresyjno-nerwicowych, czy może - odpukać jakieś choróbsko, niby morfologię i ciśnienie mam dobre.

Myślę, że to coś w środku siedzi,  w podświadomości. Te wszystkie grzechy wyłażą, poczucie winy żal po stracie itp.
Może przydałaby się psychoterapia, ale w zasadzie nie mam teraz możliwości z niej skorzystać.

Pomimo wszysystko to będę się starał o mieszkanie chronione, teraz to się nazywa treningowe i socjalne w mieście gdzie mieszkałem.

Może i za wcześnie, ale to długo się czeka szczególnie na socjalne i dobrze wcześniej złożyć. Z depresją wiadomo co jest, wielką niewiadomą jest kręgosłup może pani Neurolog coś powie 28 kwietnia, neurochirurg dopiero w lipcu.

Tak że na razie muszę tu siedzieć i pogodzić się z losem, tym bardziej, że pokój jest OK tylko telewizor ciągle gra, ale się przyzwyczaiłem, poprzednio było tragicznie. Na żadne schroniska się nie nadaję, tam Dyrektorka ciężka, nie lubią jak używam pieluchomajtek to się im nie podoba, towarzystwo różne.

P⁴rędzej na stancję tylko bez chodzika problem, tak czy siak za wcześnie.
Najlepiej jakbym wrócił do mojego mieszkania, ale wiadomo...

Na razie czekam na panią Neurolog pod koniec kwietnia i biegłego w maju. Wysłałem jeszcze do sądu wniosek o przebadanie mnie przez biegłych neurologa lub neurochirurga i urologa i będą badać.
W maju będę u biegłego psychiatry sądowego. To wszystko dlatego, że odwołałem się do sądu w sprawie przyznania mi 500+, a przyznać mogą wtedy jak orzekną moją niezdolność do samodzielnej egzystencji.
Taki jestem upierdliwy.

Mam nadzieję, że w końcu będzie to i owo posuwać się do przodu.


niedziela, 13 kwietnia 2025

Lekarze.

Znowu jak zwykle długa przerwa w pisaniu.

Powie Czytelnik, że dalej narzekam, ale jak zwykle samolubnie piszę, to mi pomaga.

U mnie nic ciekawego się nie dzieje, obijam się i nic konstruktywnego nie robię a i z tym będzie problem, wyjaśnię kiedyś.

Ciągle obiecuję, że będzie jakiś w końcu trochę optymistyczny post, a tu coraz gorzej czasami chociaż⁸ czasami trochę lepiej, są iskierki nadziei.

Trochę jeździłem po lekarzach i po komisjach do spraw niepełnosprawności. Byłem badany przez biegłego sądowego ponieważ odwoływałem się od decyzji komisji do sądu, ale sąd utrzymał na podstawie opinii biegłych w mocy decyzję o przyznaniu mi umiarkowanego stopnia niepełnosprawności, a liczyłem na znaczny, wtedy np. chodzik bym miał za darmo.

Wobec ujawnionych dużych zmian w kręgosłupie będę składał za jakiś czas jeszcze raz wniosek przyznanie mi stopnia niepełnosprawności, zobaczymy co moja pani Neurolog napisze, będę u niej pod koniec kwietnia.

Miałem robiony rezonans magnetyczny kręgosłupa. Jak pani Dr neurolog zobaczyła wynik stwierdziła, że jest źle, operacja? Nie mam zamiaru się operować. Skierowała na neurologię, ale powiedzieli na neurologii, że za zdrowy to wybrałem psychiatrię, bo myślałem,  że nie dam rady w tym stanie w dps. Nie wiem czy dobrze zrobiłem, napiszę jeszcze o tym.
Kolega, który ma podobny problem i dostał między innymi na to 500+, mówi, że mój kręgosłup jest w gorszym stanie niż jego. Wystąpiłem teraz do sądu z wnioskiem o przebadanie mnie jeszcze przez biegłego neurologa i urologa. Mam też zaproszenie na maj na badanie psychiatrę sądowego w sprawie o przyznanie 500+.

Natomiast w lecie byłem w klinice psychiatrii, ponieważ szukam różnych rozwiązań aby pokonać depresję - fajnie tam było, ale za dużo mi to nie dało, dalej objawy depresyjne. Tutaj prawie sama młodzież, samookaleczenia itp.

Jak wspomniałem ostatno trafiłem na psychiatrię w szpitalu neuropsychiatrycznym. Tutaj warunki nieporównywalnie gorsze niż w Klinice.

Z lekarzem prowadzącym tylko raz dłużej rozmawiałem. Rzeczy osobiste mi zabrali do depozytu i nie chcieli oddać, tłumaczyli, że ich za dużo i będzie bałagan. Trochę zwykłych chuliganów na oddziale, wszystko może zginąć, strach telefon ładować na korytarzu,
Kaszlałem przez cały pobyt, w gardle drapało to chyba z zatok ściekało, nie mogłem usypiać. Lekarz cały czas mówił, że w płucach czysto a to nic takiego dopiero Rodzinny po powrocie przypisał mi antybiotyk, przeszło ale trochę kaszlę - papierosy...

Psychoterapii nie ma zresztą i w Klinice nie było, były 3 panie Psycholog, ale w zasadzie nie można skorzystać z ich pomocy. Tylko lekowa terapia.

Były takie dni, że żołądek tak bolał, że mogłem tylko leżeć, nie mogłem ani jeść, ani nawet pić.
Drżenie całego ciała, niepokój, wstręt do jedzenia, nie jadłem 3 dni, niemożność robienia czegoklwiek
Podejrzewałem odnowienie się wrzodu, brałem na to leki, ale to raczej na tle nerwowo-depsyjnym. Jakoś przeszło, może trochę pomógł Sulpiryd, to taki lek na dolegliwości nerwowo-somatyczne.
Liczyłem na szybką poprawę, a tu jeszcze gorzej, przecież byłem już w tym szpitalu i wiedziałem niby wszystko.
Tylko przez ostatnie miesiące wcześniej miewałem takie nasilenia zaburzeń depresyjnyjnych, czy nerwicowych, czy późny zespół abstynencyjny, jak twierdzi moja Psychiatra, tak też miewałem po długim piciu, że już nie wiedziałem co robić, emocje, a przecież wiedziałem, że tu cudów nie ma, a warunki takie nie bardzo, wyżywienie wiadomo...
Lekkie biegunki codziennie, pęcherz neurogenny się uaktywnił.

Niektórzy radzili mi żeby siedzieć w szpitalu do dwóch miesięcy. Ja uznałem, że to nie ma sensu. To żadno leczenie, tabletki mogę brać i w domu. Uzgodniłem z lekarzem, że wystarczy i wyszedłem po 3 tygodniach i jestem przekonany, że dobrze zrobiłem. Lekarz wpisał mi w epikryzie, że wyszedłem na własną prośbę, a przecież było to obopólnie uzgodnienione. Ogólnie ta psychiatria to dziadostwo tyle że ogólnie w Polsce z psychiatrią jest źle szczególnie z dziecięcą.



W sumie są i zyski z tego pobytu
- przepisano mi nowe leki, Duloksetynę i Sulpiryd, nie takie całkiem nowe kiedyś już brałem;
- dostrzegłem, doceniłem zalety domu pomocy porównując ze szpitalem.

Jest i optymistyczny akcent. Po blisko  miesiącu teraz - odpukać lepiej się czuję, nie telepie tak, tylko słaby jakiś jestem szczególnie przed południem i taki swoisty objaw język piecze, dyskomfort w ustach, nic nie smakuje. Wyczytałem, że może tak być przy zaburzeniach depresyjno-nerwicowych - dziwne, teraz trochę przychodzi to pieczenie.

Jeszcze parę rzeczy się wydarzyło, ale o tym potem i tak się rozpisałem.

PS - Na załączonym obrazku widać jak czasami człowiek się czuje pod skrzydłami lekarzy, czy personelu szpitalnego, czy opiekunów...