środa, 4 maja 2022

Czy wiara i Bóg potrzebne.


Umówiłem się z lekarzem, że jutro w czwartek wychodzę ze szpitala. Jest OK tylko trochę słaby się czuję i jak zwykle ostatnio ciężko mi się zabrać za pisanie. Może to wynikać z monotonni. Jak się gorzej czułem to czas jakoś był zajęty przeżywaniem. Mam trochę lęk, ale nie taki jak wcześniej. Czego się obawiam? Tu mam warunki cieplarniane - nie muszę się o nic martwić. Jedzonko podane, zapytają jak się czuję, nie muszę się stroić ani załatwiać żadnych spraw poza paroma telefonami i wysyłaniem aplikacji w odpowiedzi na oferty pracy. Na wolności trzeba - dogadać się do końca z Gospodarzem, wydobyć rzeczy z piwnicy u kolegi, kupić to i owo, wpaść do fundacji, które pomagają znaleźć pracę niepełnosprawnym.

Na razie zajmę się sprawami wiary, religii. Może powinienem wcześniej, ale tak wyszło. Przemyślenia mam, teraz trzeba je przelać. Pytania o wiarę są bardzo ważne w procesie wychodzenia z uzależnienia, ale też ważne dla wszystkich ludzi szukających sensu życia.
Rozważania moje będą tu pobieżne - raczej taki zarys, szkic. I też może kontrowersyjne, ale ja zawsze jak już coś piszę czy mówię szczerze.

Jak wspomnałem w poście Frankl. z 20.02.2022 r.

Zacząlem czytać książkę - Bóg ukryty Wiktora Frankla. Autor odnosi się do zagadnień związanych z wiarą na początku książki, ale tym sprawom poświęcone są w zasadzie dwa ostatnie rozdziały, których jeszcze nie czytałem.

Ciekawe są rekolekcje ks. Węgrzyniaka na YouTube.
Jedne ze spotkań to - Po co i jak czytać Pismo Święte.


Właśnie wielu wskazuje, że warto czytać Ewangelię niezależnie od tego czy ktoś jest wierzący, czy nie

Wspominałem o tym w poście z 09.02.2022 Co dalej?

Do zagadnień wiary i Boga odwoływałem się też w wątku - Trochę filozofii.


i poście - Wolna wola, a fizyka kwantowa.
z 20.11.2019r.

Mój znajomy Terapeuta podpowiada, że jak na abstynencję nie pomaga terapia tradycyjna i nie pomaga na przykład logoterapia to pora zwrócić się do Boga, wiele nurtów dziejszej psychologii nie lekceważy znaczenia wiary w zdrowieniu. Niektórzy znajomi też to sugerują.
Anonimowi Alkoholicy często mówią -
- tylko Bóg i wiara mogą ci pomóc. W moim przypadku to guzik prawda. Kiedy pierwszy raz trzeźwiałem, a potem było 20 parę lat abstynencji to nie myślałem w żaden sposób o Bogu. Ktoś powie, że dlatego wróciłem do nałogu, bo nie było Boga. Też nieprawda, wróciłem, o czym pisałem, bo między innymi nie przestrzegałem podstawowych zaleceń.

Będę trochę złośliwy, mam to po Babce. Na mitingach AA często słyszę coś w tym stylu -
- Bóg mi pomógł i dlatego przestałem pić.
No dobrze, a czemu niektórym nie pomógł i umarli? Czy Bóg robi jakieś losowanie?
Podobnie jest z ciężką, prawie śmiertelną chorobą. Bóg naprzód sprowadza chorobę, a potem z niej wyciąga, ale tylko niektórych? Znowu losowanie.
A już w ogóle nie pojmuję ją dobry Bóg może sprowadzać takie coś jak Holokaust, czy teraz wojna na Ukrainie. Frankl widzi w tym jednak sens, jego wiara i wiara wielu innych ludzi jeszcze się umocniła po przeżyciu tych tragedii. Mi to się w głowie nie mieści. No właśnie, w głowie. Chcę pojąć rozumem coś, czego się nie da poznać w ten sposób.
Z drugiej strony - czy ilość tragedii się liczy? Dla pojedynczego człowieka, lub jeszcze gorzej dla małego człowieka, dziecka też tragedią będzie umieranie na nowotwór, czy na coś innego. Dla niego Świat się również kończy

Wierzę, że jest jakaś Siła Wyższa chociażby dlatego, że nie da się wytłumaczyć przyrody nauką, fizyką. Możemy poznać prawa nią rządzące, choć nie do końca, ale -
- Skąd się te prawa wzięły?
- Co było przed Wielkim Wybuchem?
- Czy są inne wszechświaty?
- Co jest poza wszechświatem?
- Czym jest MYŚL i DUSZA?
- Co zostanie, jak świat się skończy?
- Co to jest NIC?
- Czy jest nieskończoność, punkt, prosta?

Tu warto posłuchać wykładu - prof. Krzysztofa Meissnera Fizyka wiara. Na YouTube.

a także -

Dr Stanisław Bajtlik - 
Świat w ziarenku piasku. O nieskończoności wszechświata.


Może jest tak, że nauka jeszcze nie odkryła wszystkiego i jeszcze odkryje jak - odpukać Putin nie wykończy Świata. Chyba po Einsteinie mówiono, że to koniec nauki, nie ma nic więcej do odkrycia. A jednak - fizyka kwantowa, świat cząstek elementarnych. Wierzę jest mimo wszystko, że jest coś ponad. Rozmawiam sobie czasem z Bogiem, choć nie bardzo sobie Go wyobrażam.

Nie przekonuje mnie antropomorficzne przedstawianie Boga, ludzie stworzyli taki obraz na swoje podobieństwo, podobnie jak między innymi Grecy,
Rzymianie.
Msza święta mnie nudzi, chyba, że homilia jest interesująca. W ogóle nie przekonują mnie obrzędy ustanowione przez Kościół. Przypominają mi rytuały czarowników. Nie chcę tu obrazić niczyich uczuć. Poza tym na pewno ułatwiają zbliżenie do Boga, jakkolwiek kto go rozumie. Np. ślub, czy pogrzeb kościelny mają dużo więcej duchowości niż cywilne.

Celibat jest dla mnie chorym wynalazkiem, jest wbrew Naturze, prawom ustanowinym przez Boga. Niby ważne dla Kościoła jest, żeby księża się nie żenili, natomiast zachowanie abstynencji seksualnej nie jest już takie ważne. Badania wykazują, że ok. 60% księży ma stałe kochanki, czyli żyją w grzechu według nauk Kościoła, uprawiają seks pozamałżeński.

Zresztą Kościół jako instytucja nie jest konieczny do zbawienia, jeśli wierzę, że Bóg jest nieskończonym dobrem. Natomiast może być niezmiernie pomocny w zbiżeniu się do Siły Wyższej
Piszę - może być, ponieważ poprzez wypaczenie wiele osób, szczególnie w ostatnim czasie odchodzi od Kościoła.

Bóg, jeśli jest i jest nieskończenie milosierny przyjmie mnie, również Hitlera i Putina.
Kiedyś pewien chyba biskup, czy znajomy ksiądz powiedział, że jak się żyje według 10 przykazań to jest się wierzącym, no to ja w takim razie ogólnie jestem wierzącym człowiekiem, ale grzechów sporo. Teraz żal za grzechy, pokuta i stanę wtedy na nogi.

Są wypaczenia - biznesmen Rydzyk i w dużej części jego radio i telewizja, ukrywanie pedofilii /pedofilia zdarza się w różnych grupach społecznych, mi chodzi o zamiatanie pod dywan/.

Ale są też wspaniali księża i zakonnicy - o. Kolbe, ks. Tischner, o. Gurzyński, o. Boniecki /tu niektórzy mają wątpliwości, nie wiem dlaczego częściowo zawieszono go/.

Sam poznałem księży bardzo w porządku. Problem jest taki, że patologię są bardziej widziane i nagłaśniane, cicha, codzienna, mrówcza praca jest słabo widoczna. Tak bywa w wielu dziedzinach.

Oczywiście wrócę do lektury Frankla, może rozmowa z przybliży mi wiarę i Boga. Nie wiem, czy będę miał wystarczająco dużo czasu na wolności, na pisanie i czytanie, ale będę się bardzo starał, aby go znaleźć.



wtorek, 3 maja 2022

Trzech w jednym.

 

Jak mi się bardzo polepszyło, łatwiej mi pisać z pewnym dystansem. Będzie mniej, a może w ogóle użalania się nad sobą, na początku było ono naturalne i potrzebne.

Pewien znajomy Terapeuta przysłał mi fajnego maila. Pozwolę go sobie zacytować prawie w całości, ponieważ są tam bardzo istotne dla mnie spostrzeżenia i myślę, że wtedy będzie łatwiej zrozumieć moje przemyślenia. Następnie, dodam swoje uwagi, spróbuję nawiązać dialog pomiędzy moimi częściami, mail wyjaśni o co chodzi.

Podkreślenia są moje, dodałem je aby lepiej zobrazować sobie problem.

Panie Tadeuszu, przeglądam sobie Pana maile z ostatnich tygodni i myślę że widzę w tym pisaniu dwie części Pana osobowości. Przewijają się naprzemiennie. Z jednej strony widzę część dziecięcą, tę małą, słabą, która potrzebuje ciągle opiekuna, mamy czy taty, przyjaciela, kogoś kto się zajmie tym co boli, pomoże wyjść z bezradności. Tę część nazywam "małym Tadziem". Jest też druga część Pana osobowości, ta, co sobie da radę, jest sprytna i poradzi sobie. Którą drażnią terapeuci i lekarze, która jest trochę arogancka, która sięi też chwali i wywyższa swoim doświadczeniem i wiedzą, bo "wie lepiej", bo "już to zna". Słucha tylko uznanych autorytetów, choć też wybiórczo. Tę część można nazwać "Tadek". I w Pana mailach ciągle widzę huśtawkę między tymi dwoma częściami. Rzadko pojawia się trzecia część: "Tadeusz". Czyli ktoś, kto spojrzy z boku, ma dystans, ale może słuchać i umie pogodzić tamte dwie (zaopiekować się Tadziem i wychować Tadka), bo czuje się częścią większej całości, z której czerpie. Najbardziej brakuje tej części środkowej, najważniejszej, Tadeusza. Pewnie tak było już dawno, ale niestety, alkoholizm wyostrzył zarówno biednego Tadzia jak i narcystycznego Tadka. Tadek wyrywa się do przodu a dla Tadzia ma tylko butelkę żeby go ululac. Trzeba teraz przede wszystkim zaopiekować się tym małym Tadziem, poprzez dobre dialogi wewnętrzne z Tadeuszem.




Bardzo podoba mi się podział mnie na części - Tadzia - Tadeusza - Tadka, jest tu coś na rzeczy. Sądzę, że każda z tych części jest potrzebna. Można dyskutować o proporcjach, czy i na ile są zachwiane.

Uważam, że jak byłem po przyjściu w takim paskudnym stanie to Tadzio wymagał, żeby go przytulić, pocieszyć, próbowałem, jako Tadeusz to robić, trochę udało mi się sobie wybaczyć i pogodzić się z tym czego już nie mogę. Nie czas na destrukcję wtedy było.

- Popłacz sobie Tadziu, czasem jest to potrzebne. Zaopiekuję się Tobą, może mi ktoś trochę w tym pomoże, ale przede wszystkim należy to do mnie.
Mogę sam sobie pomagać, rozmawiać z Tadziem, ale w pewnych chwilach, jak przy depresji, kryzysie, czy nawrocie, zależy jak na to spojrzeć, nieocenione jest wsparcie przez drugiego człowieka, który trochę zrozumie.

Wygłaszanie w takich chwilach tekstów typu -
- Nie przejmuj się, wszystko będzie dobrze.
- Rozumiem cię.

Trochę szkodzi choć intencje są dobre. Ja wtedy myślę - guzik będzie dobrze, wszystko stracone, a ty nic nie rozumiesz. Wkurzam się wtedy, choć gdzieś w głębi duszy sam sobie to mówię, a na zewnątrz pełna degrengolada.

Jak miałem dyżury w punkcie, który miał na celu pomoc osobom doznającym przemocy w rodzinie przychodzili też ludzie z różnymi problemami. Bezrobotnym mówiłem, że ich rozumiem i takie głupoty itp. Zrozumiałem, ale dopiero jak sam się stałem bezrobotnym.

Piszę - osoba doznająca przemocy w rodzinie, a nie ofiara przemocy.

Kiedyś miałem zajęcia z Jarosław Polanowski prokuratorem, teraz już w stanie spoczynku, wtedy konsultantem Niebieskiej Linii. Opowiadał - zadzwoniła do niego kobita, on zapytał -
- to znaczy że jest pani ofiarą przemocy?
- mój właśnie też nazywać mnie ofiarę i tu znowu.

Podobnie określam - osoba stosująca przemoc, a nie sprawca, znęczacz czy jakoś tak tylko - osoba stosującą przemoc. Nie jest to usprawiedliwianie tylko upodmiotowywanie osoby. One też potrzebują pomocy, ale to już inny temat.

Wracając do Tadzia. Pomalutku motywuję do działania, towarzyszę w pierwszych krokach wychodzenia z kryzysu.
Podpowiadam na przykład -
- żałoba się kończy, na Twoim miejscu przystąpiłbym po trochu do działania, ale nie wszystko na raz, powoli, masz tu czas. Na przykład możesz zająć się teraz tym co lubisz - pisanie, czytanie. Pomału próbuj przekierować myślenie itp.
"Jesteś dzieckiem wszechświata nie mniej niż drzewa i gwiazdy, masz prawo być tutaj." /Dezyderata/.

Jest jeszcze - Tada, jak mówiła Babka tylko nie wiem kto to, może odmiana, rodzaj Tadzia skrzyżowanego z Tadkiem, kiedyś się temu przyjrzę.

Coś znowu wychodzi długi post wyszłyby dwa, dla niektórych może być ciężki do czytania, jednak spróbuję tu dokończyć temat, trochę w skócie, co najważniejsze. Do niektórych zagadnień i tak trzeba będzie wrócić.

Jeśli chodzi o Tadka to jest on też potrzebny.
Pisze mój znajomy, ma on jest sprytny, że za mało dba o abstynencję, więcej o pracę, stancję.

Chyba jednak za mało sprytny bo się nie dorobił w czasie abstynencji i powierzył odbiór renty niby znajomemu, trochę kombinatorowi, wspomniałem o tym w sobotę. A kasa teraz bardzo potrzebna, bo muszę jakoś przeżyć do - odpukać ewentualnej wypłaty.

Abstynencja owszem przede  wszystkim, ale też nie do przecienienia są kwestie socjalne. Żeby żyć trzeba gdzieś mieszkać, mieć pieniądze chociazby po to, żeby dojechać na terapię, na miting.

Jak działałem w Stowarzyszeniu była taka sytuacja -
przychodzi kobieta z zapadłej wsi, ma pod opieką dwoje dzieci i wiecznie pijanego męża. Klubowiczki naskakują na nią -dlaczego cię nie ma na zajęciach?
Nie zapytają czy ma z kim dzieci zostawić. Później był taki okres, że Klub zapewniał opiekę nad dziećmi w trakcie zajęć.

Tadek robi też dobrą robotę - żeby przeżyć i nie zwariować w szpitalu, schronisku, na stancji, w pracy i ogóle w życiu, szczególnie w warunkach często nienormalnych trzeba kombinować czasami.

Słucham wszystkich, a biorę to co uważam za stosowne i to jest dla mnie OK.
Jeśli chodzi o terapeutów to są różni, jak w każdym zawodzie. Tu jest taka kwestia, że jak zapłacą za szkolenia to kwit, certyfikat i tak dostaną. Podobnie lekarze, ale też prawnicy itd. są niejednakowi. Byłem u urologów. Jeden mówi, że mam powiększoną prostatę i przepisuje leki, drugi twierdzi, że moim wieku jest normalna i komu wierzyć?

Jeśli chodzi o Tadeusza jest go w tej chwili bardzo dużo. Wiadomo kim on jest, łatwo go określić jednym słowem - DOJRZAŁY.
Co to znaczy to inna sprawa, pisałem trochę kiedyś o tym i jeszcze będę przy okazji definiowania pojęcia zdrowie.

Oczywiście Tadeusz miewa też chwile bycia Tadziem lub Tadkiem, ale u dojrzałego to są tylko chwile potrzebne czasem.


 


Trzech w jednym.

 

Jak mi się bardzo polepszyło, łatwiej mi pisać z pewnym dystansem. Będzie mniej, a może w ogóle użalania się nad sobą, na początku było ono naturalne i potrzebne.

Pewien znajomy Terapeuta przysłał mi fajnego maila. Pozwolę go sobie zacytować prawie w całości, ponieważ są tam bardzo istotne dla mnie spostrzeżenia i myślę, że wtedy będzie łatwiej zrozumieć moje przemyślenia. Następnie, dodam swoje uwagi, spróbuję nawiązać dialog pomiędzy moimi częściami, mail wyjaśni o co chodzi.

Podkreślenia są moje, dodałem je aby lepiej zobrazować sobie problem.

Panie Tadeuszu, przeglądam sobie Pana maile z ostatnich tygodni i myślę że widzę w tym pisaniu dwie części Pana osobowości. Przewijają się naprzemiennie. Z jednej strony widzę część dziecięcą, tę małą, słabą, która potrzebuje ciągle opiekuna, mamy czy taty, przyjaciela, kogoś kto się zajmie tym co boli, pomoże wyjść z bezradności. Tę część nazywam "małym Tadziem". Jest też druga część Pana osobowości, ta, co sobie da radę, jest sprytna i poradzi sobie. Którą drażnią terapeuci i lekarze, która jest trochę arogancka, która sięi też chwali i wywyższa swoim doświadczeniem i wiedzą, bo "wie lepiej", bo "już to zna". Słucha tylko uznanych autorytetów, choć też wybiórczo. Tę część można nazwać "Tadek". I w Pana mailach ciągle widzę huśtawkę między tymi dwoma częściami. Rzadko pojawia się trzecia część: "Tadeusz". Czyli ktoś, kto spojrzy z boku, ma dystans, ale może słuchać i umie pogodzić tamte dwie (zaopiekować się Tadziem i wychować Tadka), bo czuje się częścią większej całości, z której czerpie. Najbardziej brakuje tej części środkowej, najważniejszej, Tadeusza. Pewnie tak było już dawno, ale niestety, alkoholizm wyostrzył zarówno biednego Tadzia jak i narcystycznego Tadka. Tadek wyrywa się do przodu a dla Tadzia ma tylko butelkę żeby go ululac. Trzeba teraz przede wszystkim zaopiekować się tym małym Tadziem, poprzez dobre dialogi wewnętrzne z Tadeuszem.




Bardzo podoba mi się podział mnie na części - Tadzia - Tadeusza - Tadka, jest tu coś na rzeczy. Sądzę, że każda z tych części jest potrzebna. Można dyskutować o proporcjach, czy i na ile są zachwiane.

Uważam, że jak byłem po przyjściu w takim paskudnym stanie to Tadzio wymagał, żeby go przytulić, pocieszyć, próbowałem, jako Tadeusz to robić, trochę udało mi się sobie wybaczyć i pogodzić się z tym czego już nie mogę. Nie czas na destrukcję wtedy było.

- Popłacz sobie Tadziu, czasem jest to potrzebne. Zaopiekuję się Tobą, może mi ktoś trochę w tym pomoże, ale przede wszystkim należy to do mnie.
Mogę sam sobie pomagać, rozmawiać z Tadziem, ale w pewnych chwilach, jak przy depresji, kryzysie, czy nawrocie, zależy jak na to spojrzeć, nieocenione jest wsparcie przez drugiego człowieka, który trochę zrozumie.

Wygłaszanie w takich chwilach tekstów typu -
- Nie przejmuj się, wszystko będzie dobrze.
- Rozumiem cię.

Trochę szkodzi choć intencje są dobre. Ja wtedy myślę - guzik będzie dobrze, wszystko stracone, a ty nic nie rozumiesz. Wkurzam się wtedy, choć gdzieś w głębi duszy sam sobie to mówię, a na zewnątrz pełna degrengolada.

Jak miałem dyżury w punkcie, który miał na celu pomoc osobom doznającym przemocy w rodzinie przychodzili też ludzie z różnymi problemami. Bezrobotnym mówiłem, że ich rozumiem i takie głupoty itp. Zrozumiałem, ale dopiero jak sam się stałem bezrobotnym.

Piszę - osoba doznająca przemocy w rodzinie, a nie ofiara przemocy.

Kiedyś miałem zajęcia z Jarosław Polanowski prokuratorem, teraz już w stanie spoczynku, wtedy konsultantem Niebieskiej Linii. Opowiadał - zadzwoniła do niego kobita, on zapytał -
- to znaczy że jest pani ofiarą przemocy?
- mój właśnie też nazywać mnie ofiarę i tu znowu.

Podobnie określam - osoba stosująca przemoc, a nie sprawca, znęczacz czy jakoś tak tylko - osoba stosującą przemoc. Nie jest to usprawiedliwianie tylko upodmiotowywanie osoby. One też potrzebują pomocy, ale to już inny temat.

Wracając do Tadzia. Pomalutku motywuję do działania, towarzyszę w pierwszych krokach wychodzenia z kryzysu.
Podpowiadam na przykład -
- żałoba się kończy, na Twoim miejscu przystąpiłbym po trochu do działania, ale nie wszystko na raz, powoli, masz tu czas. Na przykład możesz zająć się teraz tym co lubisz - pisanie, czytanie. Pomału próbuj przekierować myślenie itp.
"Jesteś dzieckiem wszechświata nie mniej niż drzewa i gwiazdy, masz prawo być tutaj." /Dezyderata/.

Jest jeszcze - Tada, jak mówiła Babka tylko nie wiem kto to, może odmiana, rodzaj Tadzia skrzyżowanego z Tadkiem, kiedyś się temu przyjrzę.

Coś znowu wychodzi długi post wyszłyby dwa, dla niektórych może być ciężki do czytania, jednak spróbuję tu dokończyć temat, trochę w skócie, co najważniejsze. Do niektórych zagadnień i tak trzeba będzie wrócić.

Jeśli chodzi o Tadka to jest on też potrzebny.
Pisze mój znajomy, ma on jest sprytny, że za mało dba o abstynencję, więcej o pracę, stancję.

Chyba jednak za mało sprytny bo się nie dorobił w czasie abstynencji i powierzył odbiór renty niby znajomemu, trochę kombinatorowi, wspomniałem o tym w sobotę. A kasa teraz bardzo potrzebna, bo muszę jakoś przeżyć do - odpukać ewentualnej wypłaty.

Abstynencja owszem przede  wszystkim, ale też nie do przecienienia są kwestie socjalne. Żeby żyć trzeba gdzieś mieszkać, mieć pieniądze chociazby po to, żeby dojechać na terapię, na miting.

Jak działałem w Stowarzyszeniu była taka sytuacja -
przychodzi kobieta z zapadłej wsi, ma pod opieką dwoje dzieci i wiecznie pijanego męża. Klubowiczki naskakują na nią -dlaczego cię nie ma na zajęciach?
Nie zapytają czy ma z kim dzieci zostawić. Później był taki okres, że Klub zapewniał opiekę nad dziećmi w trakcie zajęć.

Tadek robi też dobrą robotę - żeby przeżyć i nie zwariować w szpitalu, schronisku, na stancji, w pracy i ogóle w życiu, szczególnie w warunkach często nienormalnych trzeba kombinować czasami.

Słucham wszystkich, a biorę to co uważam za stosowne i to jest dla mnie OK.
Jeśli chodzi o terapeutów to są różni, jak w każdym zawodzie. Tu jest taka kwestia, że jak zapłacą za szkolenia to kwit, certyfikat i tak dostaną. Podobnie lekarze, ale też prawnicy itd. są niejednakowi. Byłem u urologów. Jeden mówi, że mam powiększoną prostatę i przepisuje leki, drugi twierdzi, że moim wieku jest normalna i komu wierzyć?

Jeśli chodzi o Tadeusza jest go w tej chwili bardzo dużo. Wiadomo kim on jest, łatwo go określić jednym słowem - DOJRZAŁY.
Co to znaczy to inna sprawa, pisałem trochę kiedyś o tym i jeszcze będę przy okazji definiowania pojęcia zdrowie.

Oczywiście Tadeusz miewa też chwile bycia Tadziem lub Tadkiem, ale u dojrzałego to są tylko chwile potrzebne czasem.


 


niedziela, 1 maja 2022

Zalety i wady ruchu Anonimowych Alkoholików.


Dzisiaj zacznę od podania linków do filmików, które nagrałem 12 lat temu, kiedy pierwszy raz zacząłem pisać blog.


https://youtu.be/XN7f-QJf0go 


I taka ciekawostka - jak się studenci bawią na Juwenaliach.



Zaglądam czasami na Facebooka. W poszukiwaniu pracy, czasem stancji no i na grupy trzeźwiejące, też psychologiczne.

W wielu wypadkach jest to strata czasu. Ludzie przeważnie piszą złote myśli, swoje a część pewnie przepisane, stosunkowo mało o problemach swoich choć też to się zdarza. Co drugi wpis to reklama. Znalazłem taką wypowiedź - Mój  terapeuta E W lat 28 temu powiedział mi tak  lepiej  pij szybko dojrzejesz żeby podjąć terapię - można i tak.

Znalazłem dość ciekawy tekst -

Fora Anonimowych Alkoholików nie pomagają i są w zasadzie potrzebne jak łysemu grzebień.

Od  razu chcę podkreślić, że mam wielki szacunek do ruchu Anonimowych Alkoholików. Kiedy pierwszy raz zaczynałem trzeźwieć pod koniec lat dziewięćdziesiątych w całym dawnym województwie był tylko chyba jeden terapeuta, co się zajmował uzależnieniami. Byli tylko psycholodzy, psychiatrzy, ale w tych czasach oni guzik wiedzieli.

Pierwszy rok abstynencji, a też w dużej części później przeżyłem bez problemów nawrotowych i psychicznych dzięki AA. W pierwszym roku jeździłem co tydzień 30 km na mitingi, bo moim mieście nie było. Jeździłem autobusami i że względu na rozkład jazdy nie mogłem być do końca mitingu, ale dobre i to. Potem byłem współzałożycielem grupy AA w moim rodzinnym mieście i było już łatwiej.

W przywołanym artykule jest bardzo dużo prawdy w tym jest na przykład -

Stosunkowo dużo jest odniesień do religii, nie ma w tym nic złego, ale jest to ruch cywilny niektórych niewierzących, albo błądzących może to zrażać, szczególnie, że mitingi w dużej części odbywają się w obiektach kościelnych. Powód tego jest taki, że za cywilne salę czasami trzeba płacić, a Ruch nie zawsze ma pieniądze. Nowicjusz może tego nie wiedzieć, podobnie jak może nie znać znaczenia świecy itp. Dobrze mu to wytłumaczyć, ale tłumaczenie nie pomoże, jeśli grupa za bardzo zmierza w stronę religii.

- Za moich czasów odmawiało się na początku mitingu -

Siło Wyższa, daj mi Pogodę Ducha,
abym godził /a/ się z tym, czego nie mogę zmienić,
odwagi, abym zmieniał/a/ to, co mogę zmienić
i mądrości, abym odróżniał/a/ jedno od drugiego.

a nie Boże, daj mi...

- Nie zapraszało się księży na mitingi zamknięte, jak nie byli uzależnieni, a na jedną z grup przychodził animator terapeuta, zresztą ogólnie szkodliwy, uzależniejący. Na szczęście nie dałem się wciągnąć, szukanie swoich dróg czasami procentuje.

Padają też teksty - tylko wiara w Boga może cię uratować. Owszem można powiedzieć swoje świadectwo - Bóg mi pomógł, ale nie narzucać.

- Prowadzący się zmieniali co jakiś czas, dzisiaj często są to grupy Jurka, czy Jacka.

- Nie było sponsorów, może i są potrzebni, sądzę jednak, że czasami bawią się w terapeutów. Owszem byli sponsorzy, ale w tym sensie, że wspierali nowego, można było np. zawsze do nich zawsze zadzwonić, porozmawiać o wszystkim. Szczególnie na początku trudno jest mówić o wielu swoich problemach przy dużej liczbie osób.

Dla kogoś nowego może grupa wydawać się sektą nie dziwię się, trzeba to wyjaśnić nowemu co nie zawsze jest czynione, a charakter mitingów bywa, że nosi znamiona sekty.

Toworzą się czasami też podgrupki wzajemnej adoracji, szczególnie w przerwach i po mitingu, nowy często, choć nie zawsze na boku, pozostawiony samemu sobie.

Bywają też etatowi mówcy, co na każdym mitingu zabierają głos przez pół godziny i więcej, często się powtarzają.
No i zdarza się, choć rzadko to widziałem pewien dystans do terapeutów i leczenia psychiatrycznego.

Nie umniejsza to wszystko oczywiscie, jak wspomniałem znaczenia i roli AA w procesie zdrowienia.

Ale AA to też ja i powinienem wpływać jak widzę odchylenia, a nie tylko narzekać i uciekać z AA.


Wielu moim klientom podobały się grupy wsparcia, które prowadziłem w stowarzyszeniu abstynenckim. Nie nazywałem tego terapią jak niektórzy ponieważ -
- Podstawowa terapia uzależnień jest tylko w ośrodkach leczenia uzależnień. Tak jak operacje są w szpitalach, a rehabilitacja już po wyjściu. Ośrodkach stacjonarnych lub dziennych, do tych dziennych nie mam przekonania.
Niektórzy przychodzili raz na tydzień, dwa i na przykład w pomocy społecznej, czy kuratorowi meldowali, że są na terapii, a to guzik prawda.
Celemi moich zajęć było motywowanie do właściwej terapii, wsparcie po terapii plus wsparcie w problemach typu - konflikty w związkach, problemy wychowawcze, bezrobocie wsparcie w szukaniu pracy, trudne emocje itp.


- Nie mam pełnych kwitów terapeutycznych, natomiast studia pedagogiczne oraz zajęcia na zajeciach - Programu Rozwoju Osobistego w Centrum Edukacji
 i Psychoedukacji Instytutu Psychologii Zdrowia P.T.P. w Warszawie. 220 godzin treningu intra- i interpersonalnego i terapeutycznego będącego podstawowym przygotowaniem pracy z ludźmi innch szkoleniach, osobiste doświadczenia są dobrą podstawą do zamówienia się pomaganiem ludziom.

To że popełniłem ostatnio wiele błędów, o których pisałem spowodowało wiele strat, ale też pozwoliło na zdobycie nowych, unikalnych doświadczeń, szkoda, że dużym kosztem.

To do zobaczenia na mitingu!






Zalety i wady ruchu Anonimowych Alkoholików.


Dzisiaj zacznę od podania linków do filmików, które nagrałem 12 lat temu, kiedy pierwszy raz zacząłem pisać blog.


https://youtu.be/XN7f-QJf0go 


I taka ciekawostka - jak się studenci bawią na Juwenaliach.



Zaglądam czasami na Facebooka. W poszukiwaniu pracy, czasem stancji no i na grupy trzeźwiejące, też psychologiczne.

W wielu wypadkach jest to strata czasu. Ludzie przeważnie piszą złote myśli, swoje a część pewnie przepisane, stosunkowo mało o problemach swoich choć też to się zdarza. Co drugi wpis to reklama. Znalazłem taką wypowiedź - Mój  terapeuta E W lat 28 temu powiedział mi tak  lepiej  pij szybko dojrzejesz żeby podjąć terapię - można i tak.

Znalazłem dość ciekawy tekst -

Fora Anonimowych Alkoholików nie pomagają i są w zasadzie potrzebne jak łysemu grzebień.

Od  razu chcę podkreślić, że mam wielki szacunek do ruchu Anonimowych Alkoholików. Kiedy pierwszy raz zaczynałem trzeźwieć pod koniec lat dziewięćdziesiątych w całym dawnym województwie był tylko chyba jeden terapeuta, co się zajmował uzależnieniami. Byli tylko psycholodzy, psychiatrzy, ale w tych czasach oni guzik wiedzieli.

Pierwszy rok abstynencji, a też w dużej części później przeżyłem bez problemów nawrotowych i psychicznych dzięki AA. W pierwszym roku jeździłem co tydzień 30 km na mitingi, bo moim mieście nie było. Jeździłem autobusami i że względu na rozkład jazdy nie mogłem być do końca mitingu, ale dobre i to. Potem byłem współzałożycielem grupy AA w moim rodzinnym mieście i było już łatwiej.

W przywołanym artykule jest bardzo dużo prawdy w tym jest na przykład -

Stosunkowo dużo jest odniesień do religii, nie ma w tym nic złego, ale jest to ruch cywilny niektórych niewierzących, albo błądzących może to zrażać, szczególnie, że mitingi w dużej części odbywają się w obiektach kościelnych. Powód tego jest taki, że za cywilne salę czasami trzeba płacić, a Ruch nie zawsze ma pieniądze. Nowicjusz może tego nie wiedzieć, podobnie jak może nie znać znaczenia świecy itp. Dobrze mu to wytłumaczyć, ale tłumaczenie nie pomoże, jeśli grupa za bardzo zmierza w stronę religii.

- Za moich czasów odmawiało się na początku mitingu -

Siło Wyższa, daj mi Pogodę Ducha,
abym godził /a/ się z tym, czego nie mogę zmienić,
odwagi, abym zmieniał/a/ to, co mogę zmienić
i mądrości, abym odróżniał/a/ jedno od drugiego.

a nie Boże, daj mi...

- Nie zapraszało się księży na mitingi zamknięte, jak nie byli uzależnieni, a na jedną z grup przychodził animator terapeuta, zresztą ogólnie szkodliwy, uzależniejący. Na szczęście nie dałem się wciągnąć, szukanie swoich dróg czasami procentuje.

Padają też teksty - tylko wiara w Boga może cię uratować. Owszem można powiedzieć swoje świadectwo - Bóg mi pomógł, ale nie narzucać.

- Prowadzący się zmieniali co jakiś czas, dzisiaj często są to grupy Jurka, czy Jacka.

- Nie było sponsorów, może i są potrzebni, sądzę jednak, że czasami bawią się w terapeutów. Owszem byli sponsorzy, ale w tym sensie, że wspierali nowego, można było np. zawsze do nich zawsze zadzwonić, porozmawiać o wszystkim. Szczególnie na początku trudno jest mówić o wielu swoich problemach przy dużej liczbie osób.

Dla kogoś nowego może grupa wydawać się sektą nie dziwię się, trzeba to wyjaśnić nowemu co nie zawsze jest czynione, a charakter mitingów bywa, że nosi znamiona sekty.

Toworzą się czasami też podgrupki wzajemnej adoracji, szczególnie w przerwach i po mitingu, nowy często, choć nie zawsze na boku, pozostawiony samemu sobie.

Bywają też etatowi mówcy, co na każdym mitingu zabierają głos przez pół godziny i więcej, często się powtarzają.
No i zdarza się, choć rzadko to widziałem pewien dystans do terapeutów i leczenia psychiatrycznego.

Nie umniejsza to wszystko oczywiscie, jak wspomniałem znaczenia i roli AA w procesie zdrowienia.

Ale AA to też ja i powinienem wpływać jak widzę odchylenia, a nie tylko narzekać i uciekać z AA.


Wielu moim klientom podobały się grupy wsparcia, które prowadziłem w stowarzyszeniu abstynenckim. Nie nazywałem tego terapią jak niektórzy ponieważ -
- Podstawowa terapia uzależnień jest tylko w ośrodkach leczenia uzależnień. Tak jak operacje są w szpitalach, a rehabilitacja już po wyjściu. Ośrodkach stacjonarnych lub dziennych, do tych dziennych nie mam przekonania.
Niektórzy przychodzili raz na tydzień, dwa i na przykład w pomocy społecznej, czy kuratorowi meldowali, że są na terapii, a to guzik prawda.
Celemi moich zajęć było motywowanie do właściwej terapii, wsparcie po terapii plus wsparcie w problemach typu - konflikty w związkach, problemy wychowawcze, bezrobocie wsparcie w szukaniu pracy, trudne emocje itp.


- Nie mam pełnych kwitów terapeutycznych, natomiast studia pedagogiczne oraz zajęcia na zajeciach - Programu Rozwoju Osobistego w Centrum Edukacji
 i Psychoedukacji Instytutu Psychologii Zdrowia P.T.P. w Warszawie. 220 godzin treningu intra- i interpersonalnego i terapeutycznego będącego podstawowym przygotowaniem pracy z ludźmi innch szkoleniach, osobiste doświadczenia są dobrą podstawą do zamówienia się pomaganiem ludziom.

To że popełniłem ostatnio wiele błędów, o których pisałem spowodowało wiele strat, ale też pozwoliło na zdobycie nowych, unikalnych doświadczeń, szkoda, że dużym kosztem.

To do zobaczenia na mitingu!






sobota, 30 kwietnia 2022

Czy Putin jest normalny?

 No - odpukać dalej lepiej, po świętach opuszczę w końcu szpital. Odział covidowy stał się znowu oddziałem psychsomatnym. Tu są lżej chorzy,  ciężej są na innym internistycznym. Przenieśli mnie z jedynki na ogólną salę, ale tu też jest fajnie.


Znajomy, o którym wspominałem w poście m.in. z 15.04 w dalszym ciągu nie oddał mi 350zł, które zostały z renty co mi odbierał. To już ponad miesiąc - jak to nazwać?

Znowu zaniedbałem blog, a mam zaległe tematy do przemyślenia.

Ostatnio zajęło mi troszeczkę czasu poznawanie Twittera, niby proste, a trzeba się przyzwyczaić. Można publikować swoje przemyślenia, dyskutować, a także szybko poznawać wypowiedzi osób znaczących bez pośrednictwa innych mediów.

Miałem nie pisać o polityce, ale czasami trzeba w zasadzie popiszę o wojnie I zbrodni. Zresztą według mnie wojna i polityka to trochę co innego choć często się łaczą.
Może inaczej -
- Jest polityka czasu wojny - kiedy głównie ludzie, politycy i nie tylko zajmują się negocjacjami itp. Zajęcie stanowiska wobec napaści i przemocy nie jest polityką. Tu jak większość ludzi nie zgadzam się że stanowiskiem papieża Franciszka i innych osób, czasem znaczących.
- Jest polityka czasu pokoju - kiedy zajmujemy się kierunkami rozwoju, ustawami itp. Tu jednak też wbrew pozorom nie jest to domena tylko polityków. Dobrze jak obywatele chociaż trochę się polityką interesują, bo to przecież podatki, kodeks pracy, szkoła, zdrowie, coś co nas w konsekwencji dotyka na codzień.

Dużo się teraz mówi o prezydencie Putinie w kontekście jego zdrowia psychicznego, nawiążę do tej dyskusji.

Rozmawiałem kiedyś z Jackiem Santorskim znanym psychetapeutą, który kiedyś był ciągle w telewizji, teraz jest głównie biznesmenem, wydawcą, o tym, czy np. seryjny zabójca może być człowiekiem normalnym, zgodziliśmy się, że nie.

Tu zahaczam o problem określenia normy. Można wyróżnić trzy sposoby określania normy -
- Statystyczna - tu nawiążę do krzywej Gaussa, która obrazuje tzw. rozkład normalny jakieś cechy, pisałem kiedyś o niej, będę pisał i się odwoływał.

https://www.naukowiec.org/wiedza/statystyka/rozklad-normalny-rozklad-gaussa_710.html


Mój nieudolny szkic - na telefonie trudno się rysuje.

Mówią krócej na przykładzie zdrowia psychicznego - w tym przypadku za normę przyjmuje się cechy, które posiada większość społeczeństwa np. 80%. 10 % to chorzy psychicznie i 10 to jednostki wybitne.
Wg tej definicje, jeśli przyjąć badania socjologiczne za prawdziwe to w Rosji ok. 80% chce imperium i nie przeszkadza im mordowanie ludzi. Czyli tu Putin jest jak najbardziej normalny, ale w Rosji i niektórych krajach. Pytanie - na ile społeczeństwo jest świadome sytuacji.

Teraz weźmy mordercę niekoniecznie seryjnego, ale też takiego z premedytacją i okrucieństwem. Tu poza normami ilościowymi, chyba, że jakieś specyficzne społeczeństwo - na pewno nie norma.
Mogę sobie jeszcze wyobrazić, że miarę normalny człowiek zabija w emocjach, afekcie, powoduje wypadek drogowy. Ale napisałem w miarę normalny, większość nie zabije.


- Społeczno-kulturowa - dość subiektywne określenie zachowań i wartości. Na przykład za moich czasów długie włosy u chłopaka to źle. Dzieci pozamałżeńskie - duże odchylenie, dzisiaj już nie.

Na zabijanie w większości kultur nie ma przyzwolenia, nawet kara śmierci nie jest OK. Ani w kościołach, prawie, czy społeczeństwie. 

W Rosji jest zgoda na zabijanie, człowiek się nie liczy terytorium ważne, ale morderstwo już nie bardzo uznawane. Życie mało znaczy dla Putina pomimo, że chodzi do cerkwi

- Kliniczna - tu wzorzec normy określany przez różnych naukowców - psychologów, psychiatrów, etyków, filozofów. Tu jednak też dużo zależy od rzetelności badań, opinii. Z czasem to się zmienia. Np. alkoholizm stosunkowo niedawno uznany i opisany został stosunkowo niedawno /Jellinek 1960/. Niektórzy mają dalej wątpliwości, czy to choroba, czy zaburzenie. Czasami granica pomiędzy piciem normalnym a patologicznym jest trudna do określenia.

Jeśli chodzi o Putina to według m9nie trudno doszukać się normy, zarówno w codziennych zachowaniach, jak i w parciu po trupach do imperium. Chyba, że normę określają rosyjscy naukowcy /niechby spróbawli zdiagnozować chorobę/.

https://pl.m.wikipedia.org/wiki/Norma_(psychologia) /H.Sęk/

Jeśli weźmiemy krzywą Gaussa w odniesieniu do całych krajów to Rosja nie mieści się za bardzo w granicach normalności, chociaż jest też trochę innych krajów np. niektórych arabskich co też się nie mieszczą. Co w takim razie robić? Próbować rozmawiać - marne szanse. Edukować społeczeństwo? - ale jak nie ma dostępu. W Polsce jest to trudne, szczególnie na Wschodzie przebić się przez mur niewiedzy. Jeszcze Kościół, niecały oczywiście swoje dokłada, na polityków tzw. prawicy, a w zasadzie postkomuny nie ma co liczyć.

No dobrze, ale co robić z mordercami i oprawcami, jeśli nie uznamy kary śmierci, a uznamy przykazanie- nie zabijaj. Jak chorzy to leczyć, ale trzeba też chronić społeczeństwo. Dożywocie, lub długoletnie więzienie, choć to kosztowne i tam leczenie, rehabilitacja. Są co prawda programy resocjalizacyjne, ale różnie z tym bywa, są i dobre.
A że marne są szanse na wyleczenie, trudno jest wiele chorób psychicznych, których nie da się wyleczyć.

No, jedną zaległość nadrobiłem, wezmę się za resztę.





                 Żródło - pixabay.com 









Czy Putin jest normalny?

 No - odpukać dalej lepiej, po świętach opuszczę w końcu szpital. Odział covidowy stał się znowu oddziałem psychsomatnym. Tu są lżej chorzy,  ciężej są na innym internistycznym. Przenieśli mnie z jedynki na ogólną salę, ale tu też jest fajnie.


Znajomy, o którym wspominałem w poście m.in. z 15.04 w dalszym ciągu nie oddał mi 350zł, które zostały z renty co mi odbierał. To już ponad miesiąc - jak to nazwać?

Znowu zaniedbałem blog, a mam zaległe tematy do przemyślenia.

Ostatnio zajęło mi troszeczkę czasu poznawanie Twittera, niby proste, a trzeba się przyzwyczaić. Można publikować swoje przemyślenia, dyskutować, a także szybko poznawać wypowiedzi osób znaczących bez pośrednictwa innych mediów.

Miałem nie pisać o polityce, ale czasami trzeba w zasadzie popiszę o wojnie I zbrodni. Zresztą według mnie wojna i polityka to trochę co innego choć często się łaczą.
Może inaczej -
- Jest polityka czasu wojny - kiedy głównie ludzie, politycy i nie tylko zajmują się negocjacjami itp. Zajęcie stanowiska wobec napaści i przemocy nie jest polityką. Tu jak większość ludzi nie zgadzam się że stanowiskiem papieża Franciszka i innych osób, czasem znaczących.
- Jest polityka czasu pokoju - kiedy zajmujemy się kierunkami rozwoju, ustawami itp. Tu jednak też wbrew pozorom nie jest to domena tylko polityków. Dobrze jak obywatele chociaż trochę się polityką interesują, bo to przecież podatki, kodeks pracy, szkoła, zdrowie, coś co nas w konsekwencji dotyka na codzień.

Dużo się teraz mówi o prezydencie Putinie w kontekście jego zdrowia psychicznego, nawiążę do tej dyskusji.

Rozmawiałem kiedyś z Jackiem Santorskim znanym psychetapeutą, który kiedyś był ciągle w telewizji, teraz jest głównie biznesmenem, wydawcą, o tym, czy np. seryjny zabójca może być człowiekiem normalnym, zgodziliśmy się, że nie.

Tu zahaczam o problem określenia normy. Można wyróżnić trzy sposoby określania normy -
- Statystyczna - tu nawiążę do krzywej Gaussa, która obrazuje tzw. rozkład normalny jakieś cechy, pisałem kiedyś o niej, będę pisał i się odwoływał.

https://www.naukowiec.org/wiedza/statystyka/rozklad-normalny-rozklad-gaussa_710.html


Mój nieudolny szkic - na telefonie trudno się rysuje.

Mówią krócej na przykładzie zdrowia psychicznego - w tym przypadku za normę przyjmuje się cechy, które posiada większość społeczeństwa np. 80%. 10 % to chorzy psychicznie i 10 to jednostki wybitne.
Wg tej definicje, jeśli przyjąć badania socjologiczne za prawdziwe to w Rosji ok. 80% chce imperium i nie przeszkadza im mordowanie ludzi. Czyli tu Putin jest jak najbardziej normalny, ale w Rosji i niektórych krajach. Pytanie - na ile społeczeństwo jest świadome sytuacji.

Teraz weźmy mordercę niekoniecznie seryjnego, ale też takiego z premedytacją i okrucieństwem. Tu poza normami ilościowymi, chyba, że jakieś specyficzne społeczeństwo - na pewno nie norma.
Mogę sobie jeszcze wyobrazić, że miarę normalny człowiek zabija w emocjach, afekcie, powoduje wypadek drogowy. Ale napisałem w miarę normalny, większość nie zabije.


- Społeczno-kulturowa - dość subiektywne określenie zachowań i wartości. Na przykład za moich czasów długie włosy u chłopaka to źle. Dzieci pozamałżeńskie - duże odchylenie, dzisiaj już nie.

Na zabijanie w większości kultur nie ma przyzwolenia, nawet kara śmierci nie jest OK. Ani w kościołach, prawie, czy społeczeństwie. 

W Rosji jest zgoda na zabijanie, człowiek się nie liczy terytorium ważne, ale morderstwo już nie bardzo uznawane. Życie mało znaczy dla Putina pomimo, że chodzi do cerkwi

- Kliniczna - tu wzorzec normy określany przez różnych naukowców - psychologów, psychiatrów, etyków, filozofów. Tu jednak też dużo zależy od rzetelności badań, opinii. Z czasem to się zmienia. Np. alkoholizm stosunkowo niedawno uznany i opisany został stosunkowo niedawno /Jellinek 1960/. Niektórzy mają dalej wątpliwości, czy to choroba, czy zaburzenie. Czasami granica pomiędzy piciem normalnym a patologicznym jest trudna do określenia.

Jeśli chodzi o Putina to według m9nie trudno doszukać się normy, zarówno w codziennych zachowaniach, jak i w parciu po trupach do imperium. Chyba, że normę określają rosyjscy naukowcy /niechby spróbawli zdiagnozować chorobę/.

https://pl.m.wikipedia.org/wiki/Norma_(psychologia) /H.Sęk/

Jeśli weźmiemy krzywą Gaussa w odniesieniu do całych krajów to Rosja nie mieści się za bardzo w granicach normalności, chociaż jest też trochę innych krajów np. niektórych arabskich co też się nie mieszczą. Co w takim razie robić? Próbować rozmawiać - marne szanse. Edukować społeczeństwo? - ale jak nie ma dostępu. W Polsce jest to trudne, szczególnie na Wschodzie przebić się przez mur niewiedzy. Jeszcze Kościół, niecały oczywiście swoje dokłada, na polityków tzw. prawicy, a w zasadzie postkomuny nie ma co liczyć.

No dobrze, ale co robić z mordercami i oprawcami, jeśli nie uznamy kary śmierci, a uznamy przykazanie- nie zabijaj. Jak chorzy to leczyć, ale trzeba też chronić społeczeństwo. Dożywocie, lub długoletnie więzienie, choć to kosztowne i tam leczenie, rehabilitacja. Są co prawda programy resocjalizacyjne, ale różnie z tym bywa, są i dobre.
A że marne są szanse na wyleczenie, trudno jest wiele chorób psychicznych, których nie da się wyleczyć.

No, jedną zaległość nadrobiłem, wezmę się za resztę.





                 Żródło - pixabay.com 









piątek, 22 kwietnia 2022

Zaraza.


W piątkowym poście sprzed tygodnia cieszyłem się że jest mi lepiej. Tylko opublikowałem post zaczęły narastać objawy, takie jak w pierwszej połowie tygodnia. W sobotę przed południem próbowałem jeszcze robić fajki, a potem 39 z hakiem, kaszel, aż dusiło. Lekarka Dyżurna uwierzyła, że się fatalnie czuję. Kroplówka, test i covid wyszedł, a jedną dawkę szczepionki miałem. Przenieśli na oddział covidowy. Niedziela, poniedziałek - 39,2 ledwo żywy w łóżku, w sumie ponad tydzień bez jedzenia oprócz częściowo dwóch dni. 



                    Źródło - Ja.

Od wtorku OK - odpukać coraz lepiej, ale jeszcze była biegunka i apetyt taki sobie, kaszel mały. Tylko hipomania. Jak lepiej tobym pracował na okrągło, a najlepiej nocą, wczoraj po 1 poszedłem spać i nie mogłem usnąć. Praca umysłową przed snem na nic - mózg pobudzony, trudno się wyciszyć.

We wtorek długo rozmawialiśmy, pisaliśmy z przyjacielem z dzieciństwa Arturem, o którym wspominałem. Fajnie, szkoda tylko, że był na lekkim cyku widocznie ma problemy z komunikacją po trzeźwemu.
Wczoraj też fajnie mi się pisało na Messengerze że starymi znajomymi, z którymi dawno nie widziałem się, czasami warto odnowić kontakty, które trochę się przykurzyły. Uzyskałem też wsparcie i pomoc, przy okazji.

Narzekałem, że ja tu sam jak palec chociaż między ludźmi, a jednak znalazł się sposób na samotność i spotkania z ludźmi, choć oczywiście lepiej na żywo, ale elektronicznie też fajnie.

Na tym oddziale covidowym mam bardzo fajnie. Wszystko byłoby w porządku, ale takie choroby lepiej nie.
Mam pojedynczy pokój z osobną łazienką, ale może przeniosą. Dają mi leki i kroplówki, żeby uzupełnić elektrolity i odżywić po tygodniowym poście. Jest tu mało pacjentów i salowi się nie wydzierają i opieprzają nie wiadomo za co. Będę tu raczej do końca kwietnia, a może da się wyjść po świętach, bo co ja tam będę jadł na stancji. Gospodarz chętnie przyjmie, ale jak pisałem koniecznie szybko praca.

Słowem tu idealne warunki do tworzenia, ale jak zwykle bardzo ciężko mi się zabrać, czyli w planach wypracowanie chęci.
A mam dużo przemyśleń i notatek do omówienia.
Trochę zdziałałałem.
- Zapisałem się do psychoterapeutów takich od problemów natury psychologicznej, kolejki duże, ale czasami coś się zwalnia. Jak pisałem na odwyk nie chcę, ale spotkania z terapeutą uzależnień by się przydały. Myślałem o jednej Pani co z nią pracowałem, ale do niej nie da rady. Będę szukał, jestem przekorny i musi mi pasować, co nie znaczy, że szukam np. kogoś łagodnego. W miejskiej poradni jest dobry, ale mam uraz do niego, nie wiem czemu.
- Do ZUS wystąpiłem za pomocą PUE o zaświadczenie żem rencista, bo Gospodarz sobie życzy.
- Wróciłem po latach do Twittera - @tadeuszo17. Twitt ma ograniczoną liczbę znaków, było 140, teraz ma być 280. Tym samym moje gadulstwo będzie ograniczone, ale za to będę mógł wrzucać szybko luźne myśli, skojarzenia i potem ewentualnie rozwijać je na blogu.

Dzisiaj jeszcze tylko cytat, który znalazłem na Facebooku. Dla mnie bardzo ważny do określenia CELU, kierunku w dalszym życiu -

Nigdy nie rezygnuj z czegoś, o czym nie możesz przestać myśleć nawet na jeden dzień.
                          Winston Churchill

             

Zaraza.


W piątkowym poście sprzed tygodnia cieszyłem się że jest mi lepiej. Tylko opublikowałem post zaczęły narastać objawy, takie jak w pierwszej połowie tygodnia. W sobotę przed południem próbowałem jeszcze robić fajki, a potem 39 z hakiem, kaszel, aż dusiło. Lekarka Dyżurna uwierzyła, że się fatalnie czuję. Kroplówka, test i covid wyszedł, a jedną dawkę szczepionki miałem. Przenieśli na oddział covidowy. Niedziela, poniedziałek - 39,2 ledwo żywy w łóżku, w sumie ponad tydzień bez jedzenia oprócz częściowo dwóch dni. 



                    Źródło - Ja.

Od wtorku OK - odpukać coraz lepiej, ale jeszcze była biegunka i apetyt taki sobie, kaszel mały. Tylko hipomania. Jak lepiej tobym pracował na okrągło, a najlepiej nocą, wczoraj po 1 poszedłem spać i nie mogłem usnąć. Praca umysłową przed snem na nic - mózg pobudzony, trudno się wyciszyć.

We wtorek długo rozmawialiśmy, pisaliśmy z przyjacielem z dzieciństwa Arturem, o którym wspominałem. Fajnie, szkoda tylko, że był na lekkim cyku widocznie ma problemy z komunikacją po trzeźwemu.
Wczoraj też fajnie mi się pisało na Messengerze że starymi znajomymi, z którymi dawno nie widziałem się, czasami warto odnowić kontakty, które trochę się przykurzyły. Uzyskałem też wsparcie i pomoc, przy okazji.

Narzekałem, że ja tu sam jak palec chociaż między ludźmi, a jednak znalazł się sposób na samotność i spotkania z ludźmi, choć oczywiście lepiej na żywo, ale elektronicznie też fajnie.

Na tym oddziale covidowym mam bardzo fajnie. Wszystko byłoby w porządku, ale takie choroby lepiej nie.
Mam pojedynczy pokój z osobną łazienką, ale może przeniosą. Dają mi leki i kroplówki, żeby uzupełnić elektrolity i odżywić po tygodniowym poście. Jest tu mało pacjentów i salowi się nie wydzierają i opieprzają nie wiadomo za co. Będę tu raczej do końca kwietnia, a może da się wyjść po świętach, bo co ja tam będę jadł na stancji. Gospodarz chętnie przyjmie, ale jak pisałem koniecznie szybko praca.

Słowem tu idealne warunki do tworzenia, ale jak zwykle bardzo ciężko mi się zabrać, czyli w planach wypracowanie chęci.
A mam dużo przemyśleń i notatek do omówienia.
Trochę zdziałałałem.
- Zapisałem się do psychoterapeutów takich od problemów natury psychologicznej, kolejki duże, ale czasami coś się zwalnia. Jak pisałem na odwyk nie chcę, ale spotkania z terapeutą uzależnień by się przydały. Myślałem o jednej Pani co z nią pracowałem, ale do niej nie da rady. Będę szukał, jestem przekorny i musi mi pasować, co nie znaczy, że szukam np. kogoś łagodnego. W miejskiej poradni jest dobry, ale mam uraz do niego, nie wiem czemu.
- Do ZUS wystąpiłem za pomocą PUE o zaświadczenie żem rencista, bo Gospodarz sobie życzy.
- Wróciłem po latach do Twittera - @tadeuszo17. Twitt ma ograniczoną liczbę znaków, było 140, teraz ma być 280. Tym samym moje gadulstwo będzie ograniczone, ale za to będę mógł wrzucać szybko luźne myśli, skojarzenia i potem ewentualnie rozwijać je na blogu.

Dzisiaj jeszcze tylko cytat, który znalazłem na Facebooku. Dla mnie bardzo ważny do określenia CELU, kierunku w dalszym życiu -

Nigdy nie rezygnuj z czegoś, o czym nie możesz przestać myśleć nawet na jeden dzień.
                          Winston Churchill

             

piątek, 15 kwietnia 2022

Gorączka.


Może czasami za bardzo się tutaj wywnętrzam. Była co prawda moda na szczerość do bólu wśród celebrytów. Kiedyś opowiadali o swoich uzależnieniach, dzisiaj głównie o chorobach, czasami o innej orientacji seksualnej. Mi osobiście się to podoba, chociaż może czasami zahaczać o ekshibicjonizm, wszystko jest ludzkie. Niektóre historie pozwalają przybliżyć człowieka i pomagają inaczej spojrzeć na moje problemy. Czasami pomagają znaleźć wyjście z trudnej sytuacji.

Ja nie jestem niestety celebrytą, ale na blogu piszę często o swoich osobistych preżyciach.
Tak myślę, że mam dwa powody -
- niektóre sytuacje pokazują konsekwencje długotrwalego tkwienia w uzależnieniu. Czasami wydają się te związki nieoczywiste i można szukać wymówek. Przedwczesna utrata zębów - nie było kiedy pójść do dentysty lub nie było pieniędzy na wizytę. Przewlekłe zapalenie oskrzeli - gorsza odporność organizmu, choć tu głównie papierosy itd.

Przerwa w pisaniu bo znowu nowe problemy - jak nie urok to s...ka.

Można zwariować - na szpitalnym bezdotykowym termometrze - 37,6 na moim pod pachę i pod językiem od poniedziałku do czwartku na moim, też elektronicznym, ale zwykłym pod pachą ponad 38 lub ponad 39, wieczorem czasami spada do normy. Ledwo żylem w zasadzie przez trzy dni nic prawie nie jadłem, w gębie sucho i niesmak trzęsie dreszcze strasznie mnie, w zasadzie takie objawy jak wcześniej tylko gorzej.
A oni /lekarze/ nie wierzą mi sądzą że wymyślam i chcą wypisywać. Już tak miałem wcześniej w szpitalach, raczej dobry mój bezdotykowe różnie o nich piszą czasami jest parę stopni różnicy, może ich być rozkalibrowany, trzeba raz do roku kalibrować.

Trochę kaszlę ale to raczej fajki, tak dużo nie kaszlę.

Nie mam covida test szybki robili, przyjąłem pierwszą dawkę szczepionki COVID, ale jak miała być druga to antybiotyk brałem i niby wtedy nie można, różnie piszą.

Jak mnie zechcą wypisać to kaplica. Sam u Gospodarza nie dam rady zresztą mam na razie trochę mało pieniędzy. A nawet jakby, to nie mogę za bardzo siedzieć i chorować bo trzeba szybko iść do pracy, nie starczy inaczej na stancję.
Rano tak mnie telelepało, że nie mogę dojść do toalety. A co dopiero do sklepu i jedzenie sobie zrobić, jak może zacznę jeść. No i rzeczy u kolegi w piwnicy trzeba trochę przywieźć, prawie nic nie mam.

Wiadomo najlepiej by mi było w moim też domu chociaż póki wyzdrowieję nie dam rady sam w tym stanie, ale to jak pisałem nierealne...
Nie bardzo mam za co wyjść.
Mój znajomy ciągle mi wisi 350 zł.
Renta 780 po odtrące i trzynastka 1200 mam termin na 25, ale jak na szpital to naprzód poczta na Pocztowej, potem główna i to z tydzień trwa. Na razie nic nie zmieniałem.

Zmienili mi lekarza, mój dotychczasowy Pan poszedł na inny oddział, teraz mam Panią, zmieniła leki na takie co brałem na wolności. Trzeba w końcu wychodzić. Pani Dr pytała się kiedy mam zamiar bo długo już siedzę. Mówię, że jeszcze nerwy mnie przeważnie do południa telepią. Wynegocjwalem że do końca kwietnia, Mówi, że ja psychiatrycznie zdrowy, a gorączkę sobie wymyślam. No może tak wysoka gorączka nie bierze się z nerwów, już nic nie wiem. Może to przypadek, ale zaczęło się po tym jak kazali mi brać prysznic i głowę umyłem, a tu szególnie na korytarzach zimno i przeciągi, ciągle wietrzą, a mi dużo nie potrzeba. Też mało wody piję, a co wypiję to zaraz oddaję. Niedobór płynów podobno wpływa na psychikę.

Dzisiaj już nie mam - odpukać podwyższonej temperatury, no trochę wieczorem, ale wróciło bardzo pieczenie języka nie czuję smaku, może to jednak na tle nerwowym? Trzeba mi się wziąć za jakieś konstruktywne zajęcia

W dalszym ciciągu marnuję czas może czasami tak trzeba? 




               Źrzódło - pixabay.com 

Gorączka.


Może czasami za bardzo się tutaj wywnętrzam. Była co prawda moda na szczerość do bólu wśród celebrytów. Kiedyś opowiadali o swoich uzależnieniach, dzisiaj głównie o chorobach, czasami o innej orientacji seksualnej. Mi osobiście się to podoba, chociaż może czasami zahaczać o ekshibicjonizm, wszystko jest ludzkie. Niektóre historie pozwalają przybliżyć człowieka i pomagają inaczej spojrzeć na moje problemy. Czasami pomagają znaleźć wyjście z trudnej sytuacji.

Ja nie jestem niestety celebrytą, ale na blogu piszę często o swoich osobistych preżyciach.
Tak myślę, że mam dwa powody -
- niektóre sytuacje pokazują konsekwencje długotrwalego tkwienia w uzależnieniu. Czasami wydają się te związki nieoczywiste i można szukać wymówek. Przedwczesna utrata zębów - nie było kiedy pójść do dentysty lub nie było pieniędzy na wizytę. Przewlekłe zapalenie oskrzeli - gorsza odporność organizmu, choć tu głównie papierosy itd.

Przerwa w pisaniu bo znowu nowe problemy - jak nie urok to s...ka.

Można zwariować - na szpitalnym bezdotykowym termometrze - 37,6 na moim pod pachę i pod językiem od poniedziałku do czwartku na moim, też elektronicznym, ale zwykłym pod pachą ponad 38 lub ponad 39, wieczorem czasami spada do normy. Ledwo żylem w zasadzie przez trzy dni nic prawie nie jadłem, w gębie sucho i niesmak trzęsie dreszcze strasznie mnie, w zasadzie takie objawy jak wcześniej tylko gorzej.
A oni /lekarze/ nie wierzą mi sądzą że wymyślam i chcą wypisywać. Już tak miałem wcześniej w szpitalach, raczej dobry mój bezdotykowe różnie o nich piszą czasami jest parę stopni różnicy, może ich być rozkalibrowany, trzeba raz do roku kalibrować.

Trochę kaszlę ale to raczej fajki, tak dużo nie kaszlę.

Nie mam covida test szybki robili, przyjąłem pierwszą dawkę szczepionki COVID, ale jak miała być druga to antybiotyk brałem i niby wtedy nie można, różnie piszą.

Jak mnie zechcą wypisać to kaplica. Sam u Gospodarza nie dam rady zresztą mam na razie trochę mało pieniędzy. A nawet jakby, to nie mogę za bardzo siedzieć i chorować bo trzeba szybko iść do pracy, nie starczy inaczej na stancję.
Rano tak mnie telelepało, że nie mogę dojść do toalety. A co dopiero do sklepu i jedzenie sobie zrobić, jak może zacznę jeść. No i rzeczy u kolegi w piwnicy trzeba trochę przywieźć, prawie nic nie mam.

Wiadomo najlepiej by mi było w moim też domu chociaż póki wyzdrowieję nie dam rady sam w tym stanie, ale to jak pisałem nierealne...
Nie bardzo mam za co wyjść.
Mój znajomy ciągle mi wisi 350 zł.
Renta 780 po odtrące i trzynastka 1200 mam termin na 25, ale jak na szpital to naprzód poczta na Pocztowej, potem główna i to z tydzień trwa. Na razie nic nie zmieniałem.

Zmienili mi lekarza, mój dotychczasowy Pan poszedł na inny oddział, teraz mam Panią, zmieniła leki na takie co brałem na wolności. Trzeba w końcu wychodzić. Pani Dr pytała się kiedy mam zamiar bo długo już siedzę. Mówię, że jeszcze nerwy mnie przeważnie do południa telepią. Wynegocjwalem że do końca kwietnia, Mówi, że ja psychiatrycznie zdrowy, a gorączkę sobie wymyślam. No może tak wysoka gorączka nie bierze się z nerwów, już nic nie wiem. Może to przypadek, ale zaczęło się po tym jak kazali mi brać prysznic i głowę umyłem, a tu szególnie na korytarzach zimno i przeciągi, ciągle wietrzą, a mi dużo nie potrzeba. Też mało wody piję, a co wypiję to zaraz oddaję. Niedobór płynów podobno wpływa na psychikę.

Dzisiaj już nie mam - odpukać podwyższonej temperatury, no trochę wieczorem, ale wróciło bardzo pieczenie języka nie czuję smaku, może to jednak na tle nerwowym? Trzeba mi się wziąć za jakieś konstruktywne zajęcia

W dalszym ciciągu marnuję czas może czasami tak trzeba? 




               Źrzódło - pixabay.com 

Dobrego!

                          Wszystkim



                     Nie tylko kury mają jaja.