Tak jak patrzę na moje ostatnie zachowania to widzę że przechodzę fazy kryzysu. Depresja, inaczej, jak mówi moja znajoma pani Dr. M - może tęsknota za alkoholem, taki nawrót chęci.
Na początku było wyparcie - mało myślałem o tym co się wydarzyło, miałem trochę objawy odstawienne, ale stosunkowo nieduże.
Potem podobnie jak poniżej -
Sugerman wyróżnia następujące fazy kryzysu:
• Okres szoku charakteryzujący się brakiem mobilizacji do działania.
• Pobudzenie emocjonalne (rozpacz) lub obronne pomniejszanie zagrożenia.
• Zwątpienie w siebie.
• Ujawnienie emocji.
• Analiza sytuacji.
• Nadanie sensu krytycznemu zdarzeniu.
http://spspzoz.pl/interwencja-kryzysowa/
Szybko pojawiła się rozpacz, dotarło do mnie wyraźnie co się stało, nie umiem sobie do dziś darować swojej głupoty. Żeby sobie ulżyć pisałem i zresztą piszę SMSy i maile do znajomych. Chyba oczekuję jakiejś odpowiedzi, trochę wsparcia. Chyba to niedojrzałe, ale z drugiej strony to według mnie normalne, że szuka się drugiego człowieka w takiej sytuacji.
Nie mam mobilizacji do działania do dzisiaj, zresztą co ja tu mogę w szpitalu. Sądzę, że na wolności jakbym miał gdzie mieszkać zmobilizował bym się.
Ogromny żal po stracie. Miałem co chciałem. Jeden dzień picia za dużo i ogromny ciąg, konsekwencje - zabrudzenie mieszkania itp. Jakby nie to miałbym teraz gdzie wrócić, miałem zapłacone za lipiec.
Nie powinienem w o ogóle dotykać, ale jeśli już dotknąłem to nie kontynuować, ale to trudne u mnie jak nie niemożliwe. Było od razu odtrucie i przerwać ciąg. Myślałem o tym bo czułem, że sam nie dam rady. Nie miałem już siły się spakować, może było taxi lub karetkę i jechać jak stałem.
Nie tyle wątpię w siebie, co nie mam już siły kolejny raz zaczynać wszystko od początku. Myślę, że jak miałbym gdzie pójść powoli dałbym radę, choć w tej chwili mam ogromną chęć napicia, ale na wolności dałbym radę bez tego.
Emocje buzowały głównie na początku pobytu w szpitalu, wyrażałem SMSami, mailami i w głowie się kotłowało. Teraz też są, ale głownie jest marazm, rezygnacja, kompletne zniechęcenie. Jakby mi wszystko jedno tyle, że się nudzę, tracę czas i to mnie wkurza.
Próbuję z niektórymi analizować sytuację, ale nic z tego nie wynika. Nie mam żadnego ruchu - tylko siedzieć i czekać, jak pisałem - odpukać schronisko. W lotto nie wygram raczej i drugiego wyrównania renty nie dostanę.
Właśnie czemu nie potrafiłem wyhamować po wzięciu wyrównania. Bywałem przecież trzeźwy w szpitalu parę razy, może za krótko jak mówiła znajoma Dr.
Jak nie było gdzie brałem noclegi i po kilka stów. Podobnie zresztą przepuściłem kupę kasy po sprzedaży domu, tylko wtedy w dłuższym czasie.
Po wyjściach ze szpitali natychmiast lub prawie natychmiast kupowałem wódkę. Oczywiście miałem zamiar wypić tylko trochę, a ciągnęło to się tydzień przynajmniej.
Nie umiem tego pojąć, przecież nie jestem jeszcze taki pokręcony, a jednak. Też tego nie umiem sobie darować.
Kompletnie nie umiem nadać sensu temu ostatniemu zdarzeniu. Może to jest kolejne ostrzeżenie, wskazówka od Boga?
Może jeszcze się coś w życiu wydarzy i to doświadczenie się przyda, żeby nie wracać? A ja ciągle mam ochotę próbować. To głupie, ale w sytuacji fatalnego samopoczucia, pierwsza myśl to napić się. Na początku pomaga, czasami wyhamowuję, ale prędzej czy później ciąg.
Może trochę to dlatego, aby nieść przesłanie osobom, które jeszcze piją znosnie, ale zmierzają do picia destrukcyjnego.
Źródło - pixabay.com
Tu jeszcze cytaty, które znalazłem na Facebooku odpowiednie do mojej sytuacji -
"...Z żalu co przygniata cię, z czarnej nocy pełnej łez,
Nawet z beznadziei złej podniesiesz się.
Choćbyś już kamieniem był,
Choćbyś zwątpił albo pił,
Choćbyś całkiem był na dnie podniesiesz się.
Choćbyś wyparł się swych korzeni, bogów swych;
Spotkasz ludzi co, pokażą drogę ci..."
Xxxxxxxxxxxx
Myśl na dziś:
"Pamiętaj, że nie otrzymać tego, czego się chce, to czasem wspaniały łut szczęścia"
~Dalajlama~
Chciałabym wam dzisiaj przytoczyć pewną opowieść o starym chińskim rolniku, która w bardzo przykładny sposób odzwierciedla słowa Dalajlamy.
Pewien chiński rolnik uprawiał swoje pole z pomocą starego konia. Któregoś dnia koń uciekł na wzgórza, a kiedy sąsiad wyraził wieśniakowi współczucie z powodu takiego nieszczęścia, ten odpowiedział:
„Nieszczęście? Szczęście? Kto wie?”
Po tygodniu koń wrócił ze wzgórz na czele stada dzikich koni, i tym razem sąsiad gratulował wieśniakowi takiego fortunnego obrotu sprawy. A ten rzekł:
„Nieszczęście? Szczęście? Kto wie?”
A potem, kiedy jego syn starał się okiełznać któregoś z dzikich koni, spadł z grzbietu zwierzęcia i złamał nogę.
Wszyscy uważali to za nieszczęście. Ale nie chłop, którego jedyną reakcją było:
„Nieszczęście? Szczęście? Kto wie?”
Kilka tygodni później do wioski wkroczyli żołnierze i zabierali do wojska wszystkich mieszkających tam sprawnych młodzieńców. Gdy zobaczyli, że syn tego wieśniaka ma złamaną nogę, zostawili go w spokoju.
Czy teraz to było szczęście? Nieszczęście? Kto to wie.”
Czasami to, co wydaje się być błogosławieństwem, bywa również przekleństwem i na odwrót. Dlatego ważna jest akceptacja otaczających nas zjawisk. Zamiast tworzyć milion scenariuszy w głowie, po prostu zaakceptujmy rzeczywistość i wybierzmy to, co dzieje się tu i teraz.
Iliana
Xxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
Niezmiernie istotną rzeczą w procesie trzeźwienia są nasze pasje.
To one przywracają nam spokój ducha i karmią naszą duszę.
Rób to co kochasz i podaruj sobie odrobinę miłości.
Uzależniony

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz