Można
powiedzieć, że od pewnego czasu panuje pewnego rodzaju moda na
alkoholizm lub inne
uzależnienia. Tak zwani celebryci aktorzy, piosenkarze i w ogóle
osoby publiczne szczególnie ze świata show-biznesu chętnie
opowiadają o swoich wadach w tym zakresie, wspominają również o
swoich chorobach, czasami uważanych za wstydliwe. Wspominałem już
o tym w poście Przewidywanie przyszłości.
Czasami może to uchodzić za ekshibicjonizm jednak moim zadaniem to
zjawisko przynosi wiele dobrego, ośmiela przeciętnego człowieka,
pozwala u łatwiej mówić o swoich niedoskonałościach przez co
oswaja się z nimi. Czasami takie opowieści snują się aż do
przesady, swego czasu Stanisława Celińska, aktorka opowiadała
wszędzie do znudzenia o swoim alkoholizmie.
piątek, 27 marca 2020
czwartek, 19 marca 2020
Przewidywanie przyszłości?
W tym jak się spodziewam krótkim poście chcę zamieścić parę słów o antycypacji, ponieważ jest według mnie istotny w wielu miejscach szeroko rozumianego trzeźwienia, w procesie budowania nowego życia nie tylko przez osoby uzależnione. Samo słowo ma wiele znaczeń w różnych dziedzinach życia. Mnie będzie interesować jego rozumienie w psychologii a w szczególności w terapii rożnego rodzaju zaburzeń.
...lęk antycypacyjny. Cechą charaktery styczną tego lęku jest to, że wywołuje on dokładnie ten skutek, którego pacjent się obawia/s.109/. Logoterapia wypracowała metody na zwalczanie tego lęku. Co to za lęk? Można tak w uproszczeniu powiedzieć, ze jest to samosprawdzająca się przepowiednia. Na początku pierwszej, długiej abstynencji pilnie jeździłem na mitingi AA, niestety miałem wtedy taką możliwość raz w tygodniu. Jak to na mitingach podawano kawę lub herbatę, które trzeba było posłodzić. Jednak tak jak przewidywałem ręka się trzęsła, cukier się rozsypywał. Zastosowałem metodę trochę logoterapeutyczną nie wiedząc o tym. Po prostu mówiłem przy słodzeniu – patrzcie jak mi się trzęsie ręka. Przestałem chcieć to na siłę ukrywać i po stosunkowo krótkim czasie przeszło.
![]() |
| Źródło - pixabay.com |
Jeszcze dwa pojęcia o których krótko
- przesadne pragnienie – hiperintecja. Za bardzo ktoś się chce wykazać w seksie i to go paraliżuje, efekt u nie ma.
- Przesadna koncentracja na tym co pragniemy osiągnąć – hiperrefleksja. Rozumiem przez to zjawisko przypadek, kiedy trzeźwiejący alkoholik naczyta się jakie skutki osobowościowe może spowodować picie i przesadnie chce teraz być w życiu idealny przez co otoczenie i on sam często cierpią.
Technika zwana intencją paradoksalną polega na tym żeby zapragnął tego czego się boi. W moim przypadku byłby to założenie, że będą mi się trzęsły ręce przy słodzeniu kawy.
Technika ta jest również skuteczna w zaburzeniach obsesyjno–kompulsywnych np. przymus nadmiernie częstego mycia rąk. Podobnie w zaburzeniach snu. Im bardziej chcę zasnąć tym trudniej to się udaje. Próbuję teraz, jak mam takie kłopoty strać się nie zasnąć – zaczyna pomagać.
Wydaje mi się że niektóre zaburzenia obsesyjno–kompulsywne są bliskie zachowaniom o charakterze uzależnieniowym. O ile pamiętam Anna Dodziuk, Leszek Kapler w książce Nałogowyczłowiek opisują różne rodzaje uzależnień, między innymi uzależnienie od zimnego prysznica. Facet stwierdził, że bardzo zdrowo jest brać zimny prysznic, to prawda, ale zaczął go brać długo często co doprowadzało do przeziębień.
Z tymi zagadnieniami wiążą mi się niektóre problemy, które występują w okresie trzeźwienia.
- Osoby uzależnione często w wypowiedziach używają zwrotu – jest możliwość, że kiedyś wrócę do nałogu. Jest to prawda, ale z drugiej strony jest to samosprawdzająca się przepowiednia, pewna furtka. Moja od wieków znajoma Doktor Psychiatra jak coś takiego powiedziałem odparła – a dlaczego masz wrócić, nawet o tym nie myśl. Owszem po wielu latach wróciłem, ale przez sporo lat to między innymi to zdanie pomogło mi uwolnić się od rozważań typu – napić się czy nie. Jak wspominałem w okresie, kiedy byłem w bardzo ostrym kryzysie nawet przez myśl mi to nie przeszło. Już prędzej myślałem o samobójstwie, co zresztą też było chore.
- Niektóre osoby uzależnione, jak już dzisiaj wspominałem nasłuchają się, naczytają o strasznych skutkach picia, czy brania przez co trudno im się wyzwolić z zaniżonego poczucia własnej wartości. Widziałem, ze niektórzy terapeuci, czy może tak zwani terapeuci traktują alkoholików z góry, jak osoby częściowo niezdolne do samodzielnego myślenia. Pamiętam kiedyś na zebraniu naszego stowarzyszenia, którego byłem współtwórcą, przy omawianiu jakiegoś zagadnienia kolega zauważył, że my, jako osoby uzależnione nie bardzo mamy prawo, czy jakby legitymację aby wypowiadać się na pewne tematy – szlak mnie trafił.
Wspomnę jeszcze o trudności, którą musiałem przezwyciężyć – wrodzonej nieśmiałości. Nie wiem, czy metoda ta wiąże się z logoterapią, trochę chyba tak. Na początku miałem trudności z zabraniem głosu na mitingach, bałem się tego. Podszedłem do sytuacji zadaniowo i założyłem, że na najbliższym mitingu zgłoszę się do krótkiej wypowiedzi. Pomalutku zacząłem robić to coraz częściej.
Później moja metoda wyglądała tak –
Kiedy miałem załatwić jakąś sprawę w urzędzie, miałem zabrać głos na mniejszym, a potem większym forum przygotowywałem się tak jak aktor przed wystąpieniem w teatrze. Z grubsza układałem sobie w głowie zarys tekstu. Potem wyobrażałem sobie, że jestem aktorem i mam do zagrania rolę przed publicznością. Z czasem było coraz łatwiej. Naprzód małe zebrania, posiedzenia komisji do spraw rozwiązywania problemów alkoholowych, potem większe na przykład gościnnie przed radą miasta, a też w teleturnieju Jeden z dziesięciu. Co prawda odpadłem po pierwszej rundzie, ale przeżyłem fajną przygodę, zobaczyłem telewizję od środka, porozmawiałem z Tadeuszem Sznukiem, którego lubię od dawna. Inna sprawa, że byłem mało skoncentrowany, ponieważ miałem wtedy poważne problemy na głowie. Trudnością w tym tym teleturnieju jest to, że jest bardzo mało czasu do namysłu.
Wspomnę jeszcze o jednym kłopocie, który dotyka osoby uzależnione, szczególnie na początku drogi – przyznać się a prawidłowo uznać przed ludźmi, ze jest się uzależnionym. Nie – przyznać się – bo choroba to nie jest wykroczenie ani przestępstwo. Trzeba powiedzieć, że też inne choroby, które uchodzą za wstydliwe na przykład mój pęcherz neurogenny, skutkuje to za dużą częstotliwością potrzeby oddawania moczu, co bywa kłopotliwe i w niektórych sytuacjach zachodzi potrzeba noszenia pampersa. Na szczęście rośnie zrozumienie do takich chorób m. in. choroby alkoholowej. Dużo dobrego zrobili w tym zakresie tzw. celebryci opowiadając o swoich, często dość intymnych dolegliwościach.
W moim przypadku nie było tak trudno opowiadać o swoim uzależnieniu, ponieważ w moim małym mieście i tak dużo osób o nim wiedziało. Mimo to przez ok. pięć lat mówienie o swoim problemie przychodziło m z trudem, unikałem publicznych wystąpień, których tematem były sprawy związane z moją działalnością alkoholową. Potem mi to przeszło i poczułem się dużo lepiej. Oczywiście przy każdej nie mówię o swojej chorobie. Często jest dyplomatycznie przemilczać ten fakt, np. przy szukaniu pracy. Na spotkaniach alkoholików, terapiach nie przedstawiam się Józek, czy Andrzej alkoholik, czynię tak tylko na spotkaniach AA. Przecież jak mam wrzód na dupie nie przedstawiam się Józek – wrzód. Warto także mieć na uwadze rodzinę, nie zawsze życzy sobie ona, aby kojarzono ja z uzależnieniem od alkoholu. Z tego też względu nie podaję na tym blogu bliższych danych o sobie, może to też przeszkodzić mi w poszukiwaniu pracy w przyszłości.
Jest jeszcze wiele drobniejszych i grubszych trudności, jakie napotykają osoby trzeźwiejące na swojej drodze. Zapewne będzie okazja aby do tych zagadnień powrócić. I nie wyszło mi zbyt krótko, jak pisałem na wstępie, lubię gadać. Żona mawiała – gadasz, aby tylko gębą ćwiachać.
Przewidywanie przyszłości?
W
tym jak się spodziewam krótkim poście chcę zamieścić parę słów
o antycypacji, ponieważ
jest według mnie istotny w wielu miejscach szeroko rozumianego
trzeźwienia, w procesie budowania nowego życia nie tylko przez
osoby uzależnione. Samo słowo ma wiele znaczeń w różnych
dziedzinach życia. Mnie będzie interesować jego rozumienie w
psychologii a w szczególności w terapii rożnego rodzaju zaburzeń.
wtorek, 17 marca 2020
Sens w cierpieniu.
Na
początku swoich rozważań o cierpieniu chcę przypomnieć,
podkreślić, że moja strona nie jest rozprawą naukową chociaż
staram się pisać w sposób quasi-naukowy, odwołuje się do
uznanych autorytetów naukowych. Miejscami przypomina zbiór luźnych
notatek. W przyszłości zamierzam wykorzystać do bardziej zwartego
opracowania – książki.
Tak
jak w innych postach z wątku – PO CO?
piszę, wybieram problemy, które są według mnie istotne dla mnie
jak i zapewne wielu czytelników będąc w jakiś sposób w podobnej
sytuacji. W tej chwili jestem zafascynowany Franklem /Człowiekw poszukiwaniu sensu/
i na nim opieram swoje rozważania o SENSIE, w tym poście –
przemyślenia na temat cierpienia.
wtorek, 10 marca 2020
Sens w miłości, bliskosci i doznaniach.
Na wstępie przypomnę sposób który wykorzystując można według logoterapii stworzonej przez Frankla o którym pisałem – Senswedług Frankla można poczuć się szczęśliwym:
- poprzez twórczą pracę lub działanie ;
- poprzez doświadczanie czegoś lub kontakt z innym człowiekiem;
- poprzez to, jak znosimy nieuniknione cierpienie.
Po pierwsze –
O sensie miłości na wstępie Frankl pisze tak – Miłość to jedyna na droga, aby w pełni ogarnąć pełnię jestestwa drugiego człowieka. Nikt nie zdoła całkowicie uświadomić sobie istoty swego bliźniego, o ile go nie pokocha /s. 98/.
Ja to zdanie, które rozumiem w następujący sposób. Trudno kochać każdego jeśli rozumiem przez to uczucie taką miłość jak na przykład do żony, czy kochanki. Rozumiem pojęcie miłości bardziej ogólnie, po platońsku trochę – jako akceptację, empatię, pewną bliskość, poczucie wspólnoty z możliwie każdym spotkanym człowiekiem. Zacząłem głębiej zaznawać tak rozumianą miłość bliźniego po udziale w szkoleniu pod nazwą - Program Rozwoju Osobistego w Centrum Edukacji i Psychoedukacji Instytutu Psychologii Zdrowia P.T.P. w Warszawie. 220 godzin treningu intra- i interpersonalnego i terapeutycznego będącego podstawowym przygotowaniem pracy z ludźmi. Uczestnikami były osoby uzależnione, współuzależnione, dorosłe dzieci alkoholików – osoby z różnych bajek, różnych środowisk, z rożnym wykształceniem. Trochę na zasadzie psychoanalizy poznawaliśmy swoje i współuczestników dzieje życia, uwarunkowania, które doprowadziły nas TU.
Teraz jak rozmawiam z osobą, której się w życiu nie powiodło widzę w niej małe dziecko, którym kiedyś była i miała marzenia, a nie np. przegranego alkoholika.
W wielu terapiach mówi się – żyjesz dla siebie, przez co chyba rozumieją – żyj swoim życiem. Ja się z tym nie zgadzam, może źle rozumiem zalecenia terapeutów. Golę się przecież dla siebie, ale też dla żony, kolegów z pracy przechodniów. Jeśli podjąłem studia aby zdobyć zawód to nie tylko dla siebie, ale też dla rodziny. Inna sprawa, że na mało to się zdało lepiej było się nauczyć angielskiego bo dzisiaj wszędzie potrzebny, niby nic straconego pomimo wieku. Taka nauka też może nadać sens życiu, na przykład ułatwi kontakt z ludźmi i pomoże lepiej poznać świat.
Przez te trzeźwe lata w ogromnej mierze sens mojemu życiu nadawała miłość do Żony i Córki. Teraz to widzę wyraźnie. Nie zawsze byłem idealnym mężem i ojcem, ale myślę i wiele osób to potwierdza, że w sumie byłem całkiem OK. Córce poświęciłem bardzo dużo uwagi i czasu, który uważam za dobrze wykorzystany. Organizowałem zabawy, chodziłem i jeździłem pod miasto na wycieczki, podsunąłem pomysł że może uczyć się hiszpańskiego potem skończyła iberystykę, pomagałem w lekcjach. Żona sprawowała funkcje głównie socjalno-opiekuńcze, ale nie tylko. Uczestniczyła razem ze mną we wsparciu w rozwoju Córki, jak to niby mądrze powiedzieć, na przykład mocno wspieraliśmy zamiłowanie Córki do tańca. Razem z Córką objechaliśmy pół Europy pojazdem marki Seicento, ale to zupełnie inny temat do wątku Moje dzieje.
Żonę pomimo że mnie odrzuciła, formalnie jesteśmy po rozwodzie /ja traktuję go jak papierek/, nadal kocham. Nie mogę się dziwić że ma mnie dosyć po tym co jej zrobiłem przez ostatnie lata. Mam trochę pretensje że za późno mnie kopnęła, terapeuci mówią, że to pijane myślenie. Córce też się nie dziwię, że ponad trzy lata nie chce utrzymywać ze mną kontaktu.
Mam nadzieją, że da się jeszcze mimo wszystko kontakty odbudować. Może łudzę się nadzieją na odzyskanie uczuć Żony, ale trudno mi o niej zapomnieć. Jest to niebezpieczna nadzieja ponieważ w razie niepowodzenia utracę dużą część sensu życia, ale na razi tak jest i nic na to nie poradzę.
Zbudowanie nowego życia będzie bardzo trudne ponieważ jest to już trzecia próba w ciągu ostatnich dwóch lat. Staram się zmobilizować, ale jak pisałem ciężko mi to idzie.
Podobnie lecz inaczej sens nadają mi kontakty z przyjaciółmi, niestety jeden z nich rok starszy ode mnie umarł ponad rok temu. Z drugim utrzymujemy fajne kontakty. Chce jeszcze ze mną rozmawiać choć myślę wiele razy go zawiodłem, a on dużo razy mi pomagał też w dużej mierze finansowo, ale i psychicznie. W ogóle spotkania z ludźmi, wymiana poglądów to budująca rzecz.
Po drugie –
Niby to oczywiste ale dla mnie trochę odkrywcze punkt – 2. poprzez doświadczanie czegoś.
Banalnym będzie stwierdzenie że obcowanie z przyrodą wyzwala Pogodę Ducha. Jest jednak prawda. Wiele duchowych przeżyć dostarczały mi wycieczki po pięknej okolicy mojego miasteczka, w którym długo mieszkałem, zakola rzeki, odwiedziny w pobliskim rezerwacie z pierwotną przyrodą. Także zagranicą – przejazd przez piękną Rumunii od Oradeiw kierunku Bukaresztu, zakątki Paryża i wiele wiele innych miejsc.
![]() |
| Źródło - pixabay.com. |
Podobnie jest z muzyką – Andrzej Poniedzielski, Grechuta, Queen i wiele wiele innych. Tak też z filmami – Lot nad kukułczym gniazdem, Titanic, komedie z Lesli Nilsenem /może łzawy, ale fajnie zrobiony i wiele wiele innych. Wymieniłem tylko parę przykładów, jakbym się głębiej zastanowił mógłbym utworzyć długą listę, może przy okazji to uczynię.
Mając takie doznania – patrząc, słuchając, oglądając – wiem że żyję I, alive jak śpiewa Celine Dion I'm Alive /ja żyję/.
Następnie będzie o sensie w cierpieniu – tego na razie zupełnie nie rozumiem.
Sens w miłości, bliskosci i doznaniach.
Na
wstępie przypomnę sposób który wykorzystując można według
logoterapii stworzonej przez Frankla o którym pisałem – Senswedług Frankla można poczuć się
szczęśliwym:
- poprzez twórczą pracę lub działanie ;
- poprzez doświadczanie czegoś lub kontakt z innym człowiekiem;
- poprzez to, jak znosimy nieuniknione cierpienie.
Po
pierwsze –
O
sensie miłości na wstępie Frankl pisze tak – Miłość to
jedyna na droga, aby w pełni ogarnąć pełnię jestestwa drugiego
człowieka. Nikt nie zdoła całkowicie uświadomić sobie istoty
swego bliźniego, o ile go nie pokocha /s. 98/.
poniedziałek, 9 marca 2020
Kiedy picie staje się problemem.
Pojęcia alkoholik, alkoholizm są stosowane od niedawna, ale od bardzo dawna zauważano, że część ludzi pije w sposób bardzo szkodliwy dla siebie i otoczenia. Nie badano istoty tego zjawiska. Wyróżnić za to można było dwa podejścia do sposobu traktowania alkoholika, zresztą myślę, że oba z nich w gruncie rzeczy mimo postępu nauki przetrwały do dnia dzisiejszego, oczywiście nauka nie traktuje dzisiaj alkoholizmu jako grzechu, ale uważam, że spora część społeczeństwa tak go traktuje. Zaskakujące może być to, iż traktuje go tak wielu samych trzeźwiejących alkoholików /tabela poniżej/.
![]() |
| Sposoby traktowania alkoholizmu dawniej i dziś. |
Pisze ciekawie o tym Wiktor Osiatyński Grzech – Alkoholizm.Grzech czy choroba?. Ja jestem przekonany, że nikt zaczynając picie nie miał zamiaru zostać alkoholikiem, tak jak nikt nie planuje np. choroby serca. Chociaż w obu wymienionych przypadkach często robi wiele aby zachorować, lecz podświadomie odpycha myśl, że pije za często lub nie dba o serce. Już działa System Iluzji i Zaprzeczeń /o tym potem/, czyli zaczyna się podstępnie choroba. Kiedy już przyjąłem i zaakceptowałem diagnozę, te elementy są podstawą, to już zupełnie inna sprawa. Kolejne zapicie traktuję jako grzech. Mój Mistrz-Terapeuta mówi mi, ze to nie tyle grzech co ludzka słabość. Musze to jeszcze przemyśleć. Tak czy siak jest to wtedy zaniedbanie podstawowych zasad postępowania z chorobą. Dużo myślenia w tej sprawie dały mi pobyty w szpitalu.
![]() |
| Zdjęcie - Ja. |
Uświadamiano sobie, więc od dawna, a wraz z podjęciem badań tego zjawiska zaczęto uświadamiać sobie coraz wyraźniej, że są ludzie, którzy różnią się pod względem sposobu picia. „Stwierdzono, iż ponad wszelką wątpliwość również alkoholicy nie są tacy sami” /Kinney Jean, Leaton Gwen, Zrozumieć alkohol. Państwowa Agencja Rozwiązywania Problemów Alkoholowych,Warszawa1996, s. 63/. Jak już wspomniałem osoba mająca problemy z alkoholem, jej bliscy i znajomi nawet, jeżeli nie znają teorii dotyczących choroby alkoholowej przeczuwają, że coś jest nie tak.
Moja Babka, chociaż despotka itp., zauważyła jak miałem około 20, ze moje picie jest chorobliwe i zwróciła się po poradę do lekarza. Wiele krwi mi napsuła /niech jej ziemia lekką będzie/ ale muszę przyznać, że w tym wypadku sporo pomogła, można powiedzieć, że przyczyniła się do początku mojego procesu zdrowienia. Inna sprawa, że piłem jeszcze 10 lat.
Przytoczę parę jeszcze parę definicji zmieszczonych w książce Zrozumieć alkohol. Oczywiście żadna z nich nie jest doskonała, tak jak kryteria uzależnienia czy schemat pojawiania się oznak uzależnienia, które podam później. Podam te z nich, które jak wiem z doświadczenia są najbardziej przydatne w praktyce.
E. M. Jellinek, którego uważa się za ojca badań nad alkoholizmem:
„[ Alkoholizm jest to] wszelkie używanie napojów alkoholowych, które powoduje szkody indywidualne, społeczne lub jedne i drugie”/Jellinek 1946, za: Kinney, Leaton 1996, s. 63/
Natomiast Marty Man działacz trzeźwościowy mówi: „Alkoholik jest ciężko chorą osobą, ofiarą podstępnej choroby, nader często mającej fatalny koniec. Alkoholik może być rozpoznany i skutecznie leczony” /za: Kinney, Leaton 1996, s. 63/.
Autorzy jako najbardziej przydatną według nich podają taką definicję: „Alkoholizm jest choroba polegającą na kontynuacji spożycia alkoholu przez daną osobę, pomimo że powoduje to problemy w jakiejkolwiek dziedzinie życia.” Mnie również ona podoba się, dodałbym tylko, że równocześniewystępuje wzrost tolerancji na alkohol. Jest to bardzo charakterystyczna cecha większości, ale nie wszystkich zachowań nałogowych. Wzrost tolerancji oznacza, że dla osiągnięcia pożądanego efektu potrzeba spożyć coraz większą ilość alkoholu czy przyjąć większą porcję narkotyku, inaczej mówiąc, człowiek może coraz więcej wypić, niektórzy wtedy mówią o nim z uznaniem:
„ –Ten to ma łeb do picia!”
Jedna z bardzo przydatnych definicji podawana jest czasami przez uczestników ruchu Anonimowych Alkoholików, o którym to ruchu będę pisał w dalszej części swojej pracy mówi: „Alkoholik to osoba, która nie potrafi dokładnie przewidzieć, co się wydarzy, kiedy wypije alkohol”. Lub też jak mówi przyjaciel ruchu AA dr William Silkworth: „... obsesja umysłu i alergia ciała” i dalej: „Alergia gwarantuje, że osoba ta umrze lub popadnie w szaleństwo” /Kinney, Leaton 1996, s. 63, podkreślenie moje/.
Są też definicje czy opisy choroby, które bardziej precyzyjnie ją określają. Światowa Organizacja Zdrowia w proponowanej X wersji Klasyfikacji Chorób, Urazów i Przyczyn Zgonów (ICD-10), wyodrębnia grupę zaburzeń spowodowanych używaniem substancji psychoaktywnych, do których zalicza się też alkohol. Zaproponowano, aby rozpoznawać je wówczas, kiedy zostanie stwierdzona, w okresie ostatnich 12 miesięcy, obecność, co najmniej trzech objawów z ośmiopunktowej listy, bądź utrzymywanie się tych objawów przez okres jednego miesiąca. Na liście wymieniono:
- silną chęć lub poczucie przymusu picia;
- subiektywne przekonanie o mniejszej możliwości kontroli nad piciem;
- picie ze świadomością, że objawy abstynencyjne (odstawienia) ulegną złagodzeniu;
- obecność somatycznych (wegetatywnych) objawów zespołu abstynencyjnego (odstawienia);
- wzrost tolerancji na alkohol;
- ograniczenie wzorców zachowań związanych z piciem;
- postępujące zaniedbywanie innych przyjemności lub zainteresowań na rzecz picia;
- picie alkoholu pomimo wyraźnych szkód (fizycznych psychicznych i społecznych), o których wiadomo, że mają ścisły związek z piciem. /za: Woronowicz 1994, s. 50-51/.
Podobne kryteria podaje Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne ostatnio przedstawiona przez nie propozycja pochodzi z 1990 roku (DSM-IV).
Dlaczego zachęcam i będę dalej zachęcał osoby zainteresowane do konsultacji ze specjalistą lub z doświadczonym w trzeźwieniu alkoholikiem?
Otóż, dlatego, że jak myślę, kiedy przyjrzymy się wyżej wymienionym definicjom i kryteriom, a także na opisowi, który podam poniżej to konia z rzędem temu, kto nie mając przygotowania w tej dziedzinie potrafi wyjaśnić i odnieść do życia znaczenie niektórych terminów. Mają z tym kłopoty nawet specjaliści i ludzie trzeźwiejący od dłuższego czasu. Weźmy takie pojęcie jak – powoduje szkody. Ktoś może powiedzieć, że każde picie alkoholu powoduje szkody, ponieważ jest on używką, a nie pożywieniem, inny powie, że szkody są dopiero wtedy jak żona chce odejść z tego powodu, jeszcze inny, że dopiero wtedy, kiedy występują psychozy alkoholowe. Lub też inne pojęcie – co to jest ograniczenie wzorców zachowań?
- Chodzi tu o to, że osoby zdrowe piją alkohol w rożnych sytuacjach – na przyjęciach, spotkaniach ze znajomymi np. w kawiarni, przy obiedzie. Osoba uzależniona z czasem przyjmuje jeden wzorzec picia – albo w stałym towarzystwie o podobnych zainteresowaniach albo w samotności. Chcę podkreślić, ze jak ktoś sam wypije od czasu do czasu drinka, czy piwo nie oznacza to zaraz, ze jest uzależniony. Alkoholik często nie pije na przyjęciach, weselach, albo pije wtedy ukradkiem, nadrabia to później.
- Druga sytuacja – człowiek nieuzależniony spędza wolny czas w różny sposób – na spotkaniach z przyjaciółmi, w teatrze, na spacerze czy wycieczce bez lub z normalną ilością alkoholu. Nie pije w pracy i przy prowadzeniu samochodu, chociaż nie jest to regułą. Jak ktoś pije jadąc autem nie jest to normalne, ale może to być tylko tzw. picie ryzykowne, a nie od razu choroba. Osoba uzależniona powoli lub trochę szybciej zawęża krąg swoich zainteresowań to sytuacji, w których obecny jest alkohol.
W następnym poście – jeszcze trochę o objawach.
Kiedy picie staje się problemem.
Pojęcia
alkoholik, alkoholizm są stosowane od niedawna, ale od bardzo dawna
zauważano, że część ludzi pije w sposób bardzo szkodliwy dla
siebie i otoczenia. Nie badano istoty tego zjawiska. Wyróżnić za
to można było dwa podejścia do sposobu traktowania alkoholika,
zresztą myślę, że oba z nich w gruncie rzeczy mimo postępu nauki
przetrwały do dnia dzisiejszego, oczywiście nauka nie traktuje
dzisiaj alkoholizmu jako grzechu, ale uważam, że spora część
społeczeństwa tak go traktuje. Zaskakujące może być to, iż
traktuje go tak wielu samych trzeźwiejących alkoholików /tabela
poniżej/.
niedziela, 8 marca 2020
Trudna diagnoza.
Diagnoza jest trudna dla obu stron osoby pijącej nadmiernie i pomagacza. Jest trudna w diagnozowaniu i innych chorób. Nie dlatego, że są kłopoty w określeniu choroby ale trudne bywa zarówno przekazanie informacji zainteresowanemu, jak i pomagaczowi. Przykładem mogą być choroby nowotworowe. Dla alkoholika wiadomość, że wysoce niewskazane dla niego jest niepicie alkoholu do końca życia jest często wiadomością straszną. Odebranie mu przyjaciela – alkoholu jest prawie porównywalne do zabraniu matce dziecka. Może to się wydać niezrozumiałe dla osób postronnych, ale niestety tak bywa.
![]() |
| Źródło - pixabay.com |
Jak pisałem we wstępie do tego wątku tematem tej pracy są różne aspekty radzenia sobie z problemami alkoholowymi i dlatego nie chciałbym rozpisywać się na takie tematy jak definiowanie i diagnozowanie alkoholizmu czy też źródła i przyczyny. Bardzo wiele informacji, materiałów dotyczących tej tematyki jest w książkach, internecie, programach radiowych i telewizyjnych. Jednak trudno by było mówić o radzeniu sobie z problemem bez poznania go, więc jednak będę musiał trochę o tych sprawach opowiedzieć uwzględniając głównie te rzeczy, które według mnie są najistotniejsze dla zrozumienia problemu. Pisząc o nich, będę starał się ujmować w taki sposób, żeby były przydatne do realizacji naszych celów, będę wskazywać jak wiedzę o nich można wykorzystać na każdym etapie radzeniu sobie z problemami alkoholowymi. Nie napiszę o wszystkich, ponieważ niemożliwym jest pomieszczenie całości wiedzy z tej dziedziny w tak krótkiej pracy, nie jest też celem podawanie wszystkich i absolutnie jedynych i słusznych rozwiązań.
Celem jej jest natomiast:
- zaproponowanie dróg wyjścia, sposobów rozwiązania problemów;
- zachęcenie czytelnika do samodzielnych poszukiwań.
Trzeba w tym miejscu uczciwie powiedzieć zainteresowanym o tym, iż pomimo tego, że zjawisko alkoholizmu jest znane od dość dawna i opracowane są sposoby terapii, trzeba przyznać, że jest coraz wyższa, zainteresowani na wcześniejszym etapie choroby zwracają się po pomoc wcześniej niż dawniej to jest jeszcze skuteczność jest według mnie stosunkowo mała i myślę, że wskazane jest dalsze doskonalenie metod postępowania, oczywiście piszę tak z całym szacunkiem dla pomagaczy.
Wyjaśnię w tym miejscu, co rozumiem przez określenie – pomagacz– które pozwalam sobie używać otóż mam na myśli wszystkie osoby, które uczestniczą w procesie zdrowienia osoby uzależnianej – bliskich, terapeutów, lekarzy, pracowników wszelakich służb mających styczność z uzależnionym, a także przyjaciół, uczestników ruchu AA itp.
Prawie każdy w jakimś okresie życia stawia sobie pytanie:
– Czy sposób, w jaki piję alkohol jest normą czy już poza nią wykracza?
Część ludzi, gdy odpowie sobie na poprzednie pytanie, że normą nie jest, zadaje sobie następne pytanie:
– Czy to jest nadużywanie, czy może jakaś choroba?
Takie same pytania stawiają sobie też pomacze.
Pijący na przykład w pewnym momencie zauważają, że ich koledzy piją inaczej, umieją odejść od stolika w trakcie picia, nie mają parodniowych ciągów. Inni sami dostrzegają, że stali się alkoholikami i przychodzą, aby z nimi coś zrobić, bo już nie mają siły tak dalej żyć. Zwiększyła się wśród społeczeństwa świadomość istnienia choroby alkoholowej, jest dużo informacji na jej temat i coraz częściej zdarzają się takie wypadki. Ale uwaga, świadomość istnienia u alkoholika choroby alkoholowej wcale mu nie musi mu przeszkadzać w dalszym piciu. Ja uświadomiłem sobie, ze jestem uzależniony od alkoholu w wieku 20 lat co nie przeszkadzało mi dalej pic z przerwami prawie do trzydziestki.
Inni, kiedy doświadczają złych skutków picia na przykład ulęgają zatruciu alkoholem lub grozi im zwolnienie dyscyplinarne za picie w pracy zgłaszają się po pomoc z oczekiwaniem, aby nauczyć ich pić w sposób nieszkodliwy. Jednak część z tych osób, które odpowiedziały sobie twierdząco na te pytania lub nigdy ich sobie nie zadawały nie zgłasza się po pomoc, niektórzy nie zgłoszą się nigdy, lecz często zgłaszają się ich matki, mężowie czy żony.
Spróbuję się teraz bliżej przyjrzeć diagnozowaniu, trochę to wszystko wyjaśnić. W tym miejscu, jak zresztą jeszcze wiele razy będę podkreślał fakt, że lektura książek, rozwiązywanie różnych testów czy też konsultacje przez internet nie zastąpią wizyty u specjalisty. Jak mamy grypę idziemy do lekarza, choć oczywiście wstępnie często sami się diagnozujemy, ale lekarz stwierdza ostatecznie czy to grypa czy zwykłe przeziębienie. My jednak dalej, pomimo tej diagnozy możemy uznać, że mamy grypę lub możemy uznać, że jej nie mamy lub uznać chorobę, a nie zaakceptować zaproponowanego sposobu leczenia i nie stosować go narażając się na powikłania i śmierć.
Diagnozę choroby dobrze by było postawić z udziałem specjalisty. Pisząc tę słowa zastanawiałem się czasami czy nie przyczyniam się do tego, że ktoś zrezygnuje z wizyty u specjalisty, uzna, że już wszystko wie, ale z drugiej strony mam nadzieję, iż jej lektura może stać się właśnie zachętą do takiej wizyty. Taka wizyta często nie jest łatwa i może ta praca pozwoli komuś na oswojenie sięz problemem, poza tym jeszcze nie wszędzie w Polsce łatwo jest znaleźć specjalistę. Czasami kobieta mieszkająca na dalekiej wsi, której mąż pije jest tak uwiązanaprzy gospodarstwie, mężu i dzieciach, że czytanie gdzieś ukradkiem książek na te tematy jest prawie jedyną metodą, którą może, czy umie zastosować, przynajmniej doraźnie.
Trudna diagnoza.
Diagnoza
jest trudna dla obu stron osoby pijącej nadmiernie i pomagacza. Jest
trudna w diagnozowaniu i innych chorób. Nie dlatego, że są kłopoty
w określeniu choroby ale trudne bywa zarówno przekazanie informacji
zainteresowanemu, jak i pomagaczowi. Przykładem mogą być choroby
nowotworowe. Dla alkoholika wiadomość, że wysoce niewskazane dla
niego jest niepicie alkoholu do końca życia jest często
wiadomością straszną. Odebranie mu przyjaciela – alkoholu
jest prawie porównywalne do zabraniu matce dziecka. Może to się
wydać niezrozumiałe dla osób postronnych, ale niestety tak bywa.
![]() |
| Źródło - pixabay.com |
Szpital - dziennik 08.03.2020
No i znowu kombinuję jak wrócić do pisania. Na przeszkodzie wszelkiej aktywności czy to w szukaniu pracy, czy pisaniu, czy spotykaniu się z ludźmi lub nauce stanęła przewlekła infekcja oskrzeli.
W tym miejscu opiszę jak to u mnie z tymi oskrzelami jest. Od kilkunastu lat zapadam co roku lub co dwa lata na trudne do zwalczenia infekcje układu oddechowego. Dwie, trzy serie antybiotyków i przechodzi z trudem. Jak wspomniałem w wątku – Moje dzieje, a poście – Mama i Morze Czarne od dziecka miałem skłonność do przeziębień.
W tym miejscu nawiążę do jednego z objawów choroby alkoholowej zawartych w definicji Światowej Organizacji Zdrowia w proponowanej X wersji Klasyfikacji Chorób, Urazów i Przyczyn Zgonów (ICD-10) –
8. picie alkoholu pomimo wyraźnych szkód (fizycznych psychicznych i społecznych), o których wiadomo, że mają ścisły związek z piciem. /za: Woronowicz Bohdan T.: Alkoholizm jako choroba. Państwowa Agencja Rozwiązywania Problemów Alkoholowych, Warszawa1994, s. 50-51/.
Ta część definicji bardzo do mnie przemawia i myślę, że dobrze opisuje też istotę innych uzależnień zarówno od substancji /narkotyki, tytoń/ jak i zachowań /hazard, złość/.
Ktoś powie -
– Jak palę to szkodzę tylko sobie.
– Guzik prawda. Smród wącha rodzina, tracę pieniądze, społeczeństwo płaci za leczenie. Choć jeśli chodzi o pieniądze państwo ponosi co prawda koszty leczenia, ale oszczędza na przykład na emeryturach ponieważ palacze rzadziej dożywają emerytury. Ma też zyski z akcyzy.
Odnośnie mojego palenia to pasuje mi jeszcze jedno określenie –
…jak mówi przyjaciel ruchu AA dr William Silkworth: „... obsesja umysłu i alergia ciała”
/Kinney Jean, Leaton Gwen, Zrozumieć alkohol. Państwowa Agencja Rozwiązywania Problemów Alkoholowych,Warszawa1996, s. 63/.
Palę około 45 lat i narzekam na infekcje w płucach i na to, że Żona miała pretensje do smrodu – trudno to inaczej określić jak zaburzenia umysłowe.
Ktoś powie –
- Nic mi nie jest płuca mam zdrowe pomimo tego, że palę wiele lat a Wisława Szymborska kopciła do śmierci a żyła prawie 90 lat.
- Jakiś argument to jest ale po pierwsze jak popatrzeć na palenie z boku to tak czy siak to głupota. Po drugie jak pokazuje krzywa Gaussa obrazująca rozkład tzw. normalny prawdopodobieństwa o której pisałem wcześniej, większość palaczy choruje a przypadek pani Szymborskiej czy Churchilla znajduje się na początku krzywej czyli inaczej mówiąc takich przypadków jest stosunkowo mało.
Tym razem zaczęło się listopad-grudzień w szpitalu psychiatrycznym, o czym wspominałem – Niepewna przyszłość – dziennik 12.12.2019. Jak zwykle pani Doktor w psychiatryku nie chciała dać od razu antybiotyku ponieważ teraz taka moda, że się ich unika. Ogólnie zapewne takie, u przeciętnego człowieka przechodzi po polopirynce ale u mnie, a wiem to z wieloletniego doświadczenia, wygląda to trochę inaczej. Na wolnościnie czekam na rozwój wydarzeń tylko ordynuję sobie zaraz antybiotyk. Jak wyszedłem ze szpitala z miejsca poszedłem do lekarza rodzinnego, który potem skierował mnie do pulmonologa, ponieważ nie miał już pomysłu a nie przechodziło. W sumie styczeń-luty wziąłem około sześciu antybiotyków. W końcu pulmonolog skierował mnie do szpitala. Wahałem się czy iść ponieważ ponad tydzień temu zacząłem czuć się dobrze normalnie chociaż jeszcze kaszlę do dzisiaj i temperatura lekko skacze.
Przez te dwa miesiące czułem się fatalnie, byłem jakby na kacu albo przy grypie, ale jak to zwykle u mnie temperatura była najwyżej 37,3, taką mam wadę, ze nie gorączkuję, czasami do tego były takie nawroty depresyjne i chyba wrzód trochę się odnowił. Przykre było to, że wiele osób nie rozumiało mojej choroby, ponieważ z boku wyglądało to tak jakbym się pieścił ze sobą a ja zdychałem – rano wstać nie mogłem, brak apetytu, słaby jak mucha.
Zdecydowałem się jednak pójść do szpitala chorób płucnych w którym obecnie jestem. Pomyślałem trochę za namową lekarzy, że jak nie pójdę to lekarze powiedzą, że nie chcę się leczyć i się obrażą.
Na razie stwierdzono, że jeszcze jakaś drobna infekcja jest, coś trochę jeszcze słychać w płucach. Zalecono plwocinę do badania, jak coś urośnie to dadzą antybiotyk i wypiszą chyba w środę, jak nie to pani Doktor proponuje że też wypiszą i będę czekać na możliwość zrobienia bronchoskopii. Strasznie tego nie chcę, miałem to kiedyś, badanie bezbolesne, ale bardzo nieprzyjemne. Jak mi robili w innym szpitalu to dali jakiegoś głupiego Jasia i nie bardzo wiedziałem co się ze mną dzieje. W ogóle mam dosyć tych badań, rury wsadzali mi już wszędzie jeszcze do – żołądka, penisa, jelita grubego.
Tak że na razie siedzę w szpitalu i czekam na rozwój wydarzeń trochę denerwując się.
Wysyłam oferty w poszukiwaniu pracy, ale nie wiem jak, na kiedy się z kimś umawiać ze względu na tę niepewna sytuację. Poza tym próbuję dalej pisać posty na bloga chociaż trudno mi się zmobilizować do pracy. Ściągam muzykę, żeby mieć co słuchać w telefonie. Mam co prawda YouTube bez limitu, ale w trasie jak odtwarzam utwory z obrazem to bateria szybko siada. Pobrałem też parę filmów. Jak kiedyś pisałem dobrze abym trochę wyluzował – obejrzał fajny film, pograł trochę, pogadał z ludźmi a nie ciągle szukanie pracy, nauka języka /zaniedbana/ – trochę HALTu słowem. W następnych postach mam zamiar wrócić do teorii choroby i poszukiwania SENSU, szczególnie w cierpieniu, jak proponuje Frankl, a ja tego kompletnie nie rozumiem.
Szpital - dziennik 08.03.2020
No
i znowu kombinuję jak wrócić do pisania. Na przeszkodzie wszelkiej
aktywności czy to w szukaniu pracy, czy pisaniu, czy spotykaniu się
z ludźmi lub nauce stanęła przewlekła infekcja oskrzeli.
W
tym miejscu opiszę jak to u mnie z tymi oskrzelami jest. Od
kilkunastu lat zapadam co roku lub co dwa lata na trudne do
zwalczenia infekcje układu oddechowego. Dwie, trzy serie
antybiotyków i przechodzi z trudem. Jak wspomniałem w wątku –
Moje dzieje, a
poście – Mama i Morze Czarne od
dziecka miałem skłonność do przeziębień.
sobota, 11 stycznia 2020
Sens w działaniu i tworzeniu.
Dla
mnie ważne jest zdanie Frankla:
Logoterapia
nie jest nauczaniem ani kaznodziejstwem. Równie daleko jej do
logicznego rozumowania, jak i do umoralniającego napominania /s.96.
Nie
da się logicznie, rozumowo wyjaśnić wszystkich naszych działań,
czasami nie da się opowiedzieć po co się staram, trzeba
odpowiedzieć – po gó..o.
Logoterapeuta
jest pomocnikiem w poszukiwaniu sensu. Tak też traktuję tę książkę
– jako przewodnik do mojego poszukiwania. Nie mam możliwości ze
względu na dostępność lub brak pieniędzy skorzystania z pomocy
zawodowego psychoterapeuty.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





