środa, 1 stycznia 2020

Teraz i tu.

Natrafiłem na lekturę – Kochaj co masz autorstwa Katie Byron. Lektura jej mam nadzieję powinna mi trochę pomóc w mojej sytuacji., ponieważ dotyczy analizy nieprawdziwych przekonań. Trochę czytałem, wynotowałem to i owo. Próbowałem zastosować jej propozycje tzw. czterech pytań dotyczą one relacji z ludźmi i samym sobą –

PYTANIE PIERWSZE: CZY TO PRAWDA?

PYTANIE DRUGIE:
CZY MOŻESZ MIEĆ ABSOLUTNĄ PEWNOŚĆ, ŻE TO PRAWDA?

PYTANIE TRZECIE: JAK REAGUJESZ, KIEDY POJAWIA SIĘ TA MYŚL?

PYTANIE CZWARTE: KIM BYŁBYŚ BEZ TEJ MYŚLI?




Ogólnie na razie trochę mało ja rozumiem, to takie amerykańskie podejście do problemu. Może trywializuję, ale rzecz sprowadza się do zmiany przekonań co mój znajomy Terapeuta, Albert Ellis /Terapia racjonalno-emotywna/, moja Pani Dr Psychiatra i przyjaciel proponują, ja też pisałem o tym w swoim modelu trzeźwości obok techniki i ideologii –

Pragnienie, by rzeczywistość była inna, niż jest, nie może się ziścić. Po prostu mógłbyś spędzić resztę życia, próbując nauczyć kota szczekać.
A jednak z pewnością zauważasz, że wielokrotnie w ciągu dnia myślisz: „Ludzie powinni być bardziej uprzejmi". „Dzieci powinny być grzeczne". „Moi sąsiedzi powinni bardziej dbać o trawnik". „Ta kolejka w sklepie spożywczym powinna szybciej się przesuwać". „Mój współmałżonek powinien się ze mną zgadzać". „Powinnam być szczuplejsza (albo ładniejsza, albo powinnam odnosić większe sukcesy)". Te myśli są zawsze wyrazem naszych pragnień, by rzeczywistość była inna, niż jest. Jeśli wydaje ci się, że to stwierdzenie brzmi przygnębiająco, to masz rację. Wszelkie napięcie, jakie odczuwamy, spowodowane bywa sprzeciwem wobec tego, co jest.


Ludzie, którzy dopiero zaczynają stosować Pracę, często mówią mi: „Ale jeśli przestanę sprzeciwiać się rzeczywistości, to pozbawię się siły. Jeśli po prostu zaakceptuję rzeczywistość, stanę się bierny. Może nawet nie będzie mi się chciało nic robić". Odpowiadam im pytaniem: „Czy możesz mieć pewność, że to prawda?". Co daje nam więcej siły?: „Szkoda, że straciłem pracę" czy „Straciłem pracę. Co teraz mogę zrobić?".


Terapeuta ma rację pisząc do mnie: Zdaje mi się, że potrzebuje Pan jakiegoś duchowego przebudzenia, żeby inaczej spojrzeć na siebie i świat.

Pisałem że miałem takie przebudzenie przy pierwszej abstynencji – nie wiem dlaczego wtedy odeszła mi chęć do picia, oczywiście pielęgnowałem to.

Trudno jest być mi Franklem, może budować pozytywną teraźniejszość małymi krokami jak pisze autorka –

Wydobądź te prawdy z ciemności. Dla niektórych jest to ogromnie trudne na początku i niełatwo znajdują jakiś przykład. Nie spiesz się. Jeśli naprawdę chcesz poznać prawdę, pozwól, aby sama ci się objawiła. Codziennie próbuj znaleźć jakieś trzy sukcesy. Pierwszym może być na przykład: „Umyłem zęby". Drugim: „Pozmywałem naczynia". Trzecim: „Oddycham".

Odsuń się od wszelkiego myślenia, a nie będzie takiego miejsca, do którego nie mógłbyś pójść. Seng-ts'an (Trzeci Patriarcha)

Na razie mniej lub bardziej świadomie tkwię w przeszłości dalszej i bliższej, żałuję –

  • tego, że nie pojechałem dawno na rozmowę kwalifikacyjną do ośrodka terapii, wybrałem bezpieczniejszą niby dotychczasową sytuację;
  • nie wybrałem Studium Terapii Uzależnień, a chciałem zostać zawodowym terapeutą, w obu wypadkach byłem za mało zdecydowany, może malo dojrzały, chociaż z drugiej strony i okoliczności były inne;
podobnie –
  • nie rozwinąłem biznesiku handelku;
  • nie otworzyliśmy zakładu fryzjerskiego, chociaż mieliśmy lokal, a Żona skończyła kurs fryzjerski.
i
  • kropelek na alkoholu, które zacząłem używać nałogowo;
  • długów wynikłych z pijanego myślenia – Kiedy pracowałam z alkoholikami, zawsze odkrywałam, że zanim jeszcze upili się alkoholem, byli pijani swoim myśleniem – pisze autorka.
  • No i oczywiście ostatnich głupot – to jest straszne

Nie uwalniam się od swoich myśli / bo one są i tak / - wychodzę im naprzeciw ze zrozumieniem. Wtedy to one uwalniają się ode mnie.

Ale cierpię i na razie myśli nie bardzo mogę wychodzić im naprzeciw, może tak miało być, ale JA popiłem.

Źródło - pixabay.com


Na rozum wiem, że –
po pierwsze – na tamten czas sytuacja była inna;
po drugie – bez myśli o błędach i obaw o przyszłość czułbym się lepiej.
Jednak na razie uczucia są jakie są – dołujące.

No cóż trzeba jakoś /niestety na dzisiaj jakoś/ żyć i pracować nad tym, oby te ostatnie infekcje, które bardzo psują komfort minęły.

Z drugiej strony –
Nie odmawiam tym, którzy doszli do majątku, inteligencji, zasług, czy pracowitości, ale ciężka praca nie jest ani konieczna, ani wystarczająca do osiągnięcia sukcesu.
A co decyduje o sukcesie?

Po pierwsze kapitał kulturowy, czyli to, w jakim środowisku się urodziłeś. Po drugie kapitał społeczny, czyli twoja siatka znajomych. Po trzecie - przypadek. No i po czwarte coś, co można nazwać poduszką bezpieczeństwa, na którą spadasz w razie kłopotów.
Poduszka bezpieczeństwa?

Jej wielkość zależy od statusu twoich rodziców, ich kontaktów oraz pieniędzy, które mogą wyłożyć na wyciąganie cię z ewentualnych tarapatów. Jeśli wiesz, że zawsze spadniesz na cztery łapy, to masz odwagę podejmować większe ryzyko


Tak trochę na marginesie, autorka pisze /s. 105/ –

Zdanie „Moje życie powinno mieć cel" na pierwszy rzut oka wydaje się dosyć dziwnym tematem do Pracy. Być może uważasz, że takie przekonanie w żaden sposób nie może się przyczynić do czyjegoś cierpienia lub problemów. Z kolei zdanie „Moje życie nie ma celu" może być wystarczająco bolesne - by uzasadniać to, że sprawdzamy, czy jest prawdą. Okazuje się jednak, że przekonanie pozornie pozytywne jest równie bolesne jak przekonanie pozornie negatywne. A odwrócenie mające pozornie negatywną formę jest zdaniem, które przynosi poczucie wielkiej ulgi i wolności.
Przekonanie fundamentalne: Moje życie powinno mieć cel.

Ja znowu pisałem, że bez wytyczonego celu trudno uzyskać pełną trzeźwość. Może i się mylę. Ale mi nie chodzi o konkretny cel tylko bardziej o ogólny kierunek działań, podążanie za swoimi zainteresowaniami, naukę języka, aby lepiej porozumiewać z ludźmi na świecie lub łatwiej znaleźć pracę. Również wychowanie dzieci, pielęgnowanie związku, zdobywanie zawodu, ukończenie szkoły. Myślę, że pozostawanie biernym w życiu utrudnia trzeźwienie. Mi przez te dwadzieścia parę trzeźwych lat bardzo ułatwiało to, że dbałem o życie rodzinne, działałem społecznie, ukończyłem studia itd. Chociaż do końca nie osiągnąłem tego, czego chciałem, moje życie było fajne, tylko tego nie dostrzegałem.

Myślę, ze oprócz pracą nad przekonaniami wytyczenie kierunku działań praktycznych może mi pomóc wyjść z zapaści. W niektórych przypadkach to się łączy, np. nie znajdę fajnej pracy na jest duża szansa że znajdę, choć szczerze mówiąc teraz mało w to wierzę.

Teraz i tu.

Natrafiłem na lekturę – Kochaj co masz autorstwa Katie Byron. Lektura jej mam nadzieję powinna mi trochę pomóc w mojej sytuacji., ponieważ dotyczy analizy nieprawdziwych przekonań. Trochę czytałem, wynotowałem to i owo. Próbowałem zastosować jej propozycje tzw. czterech pytań dotyczą one relacji z ludźmi i samym sobą –

PYTANIE PIERWSZE: CZY TO PRAWDA?

PYTANIE DRUGIE:
CZY MOŻESZ MIEĆ ABSOLUTNĄ PEWNOŚĆ, ŻE TO PRAWDA?

PYTANIE TRZECIE: JAK REAGUJESZ, KIEDY POJAWIA SIĘ TA MYŚL?

PYTANIE CZWARTE: KIM BYŁBYŚ BEZ TEJ MYŚLI?

środa, 25 grudnia 2019

Mama i Morze Czarne.


Trzeba w końcu napisać coś o osobach mi najbliższych – Mamie i Ciotce Krysi, nie wiem czy kolejność jest właściwa. Mama na pewno miała dobre serce, miała to podobno po tacie. Dziadek był wspaniałym człowiekiem, życzliwym ludziom. Ale podobnie jak Mama był pod silnym wpływem mojej Babki. Gdy umarł przed moim narodzeniem na raka płuc Babka narzekała – wziął i umarł a nie skończył dachu naprawiać. Chciał umrzeć w domu ale Babka zdecydowała, żeby został w szpitalu. Teraz ciekawe po kim odziedziczyłem geny. Dziadek mało chyba mało palił w młodości i rak płuc. Ja palę od 45 lat. Rodzina ze strony Babki była długowieczna.

piątek, 20 grudnia 2019

Tragedia i lokatorzy.


Dzisiaj dalszy ciąg opowieści, która myślę oddaje specyfikę naszej rodziny.

Mama miała brata. Skończył studia, co w tym czasie było rzadkością, pracował jako inżynier w nauce czy w przemyśle, ale raczej w przemyśle, mieszkał w drugim końcu Polski. Był bardzo uzależniony od matki, nawet na wakacje jeździł z nią na motorze. Poznał fajną dziewczynę, ale nie spodobała się ona matce ponieważ nosiła okulary. Ten fakt oddaje dobrze charakter mojej Babki, może były też inne powody. 

środa, 18 grudnia 2019

Urodziny.


Tak jak pisałem opowiem w tym wątku o swoich dziejach.

Wychowywałem się i większość życia spędziłem w małym miasteczku powiatowych, do którego byłem bardzo przywiązany, ale urodziłem się w mieście wojewódzkim. Widocznie Mama chciała mieć lepsze warunki lub też były inne powody.
Taty nie znałem, jego nazwisko wyjawiła mi Mama będąc już prawie na łożu śmierci, można powiedzieć. Znalazłem rodzinę już nieżyjącego Taty dwa lat temu, a mam 60 lat.


niedziela, 15 grudnia 2019

Nowy wątek - wstęp.


Pisałem w poście Chcesz to wierz – nie to nie wierz. pisałem, że moja od dawna znajoma Panie Doktor Psychiatra uważa i namawia mnie, ze powinienem opisać całe swoje życie. Może nie jest ono jakieś wyjątkowe, ale na pewno wiele się w nim działo.
Można za pomocą tego opisu m. in. zrozumieć jak doszło do uzależnienia od alkoholu, ale także opiszę inne zdarzenia, które mogą kogoś zainteresować.




Ogólnie powiem tak ludzie uzależnieni podobnie jak chorzy na inne choroby, nie chorują na własne życzenie. W pewnym sensie sami zwiększają ryzyko zachorowania pijąc nadmiernie. Podobnie jak zawałowcy paląc papierosy, czy nadmiernie jedzący zwiększają szanse na stanie się cukrzykami.
Przeważnie w programach terapii mało się o tym mówi, chyba żeby osoby uzależnione nie szukały usprawiedliwień.

Jednak jak już za pomocą terapeutów alkoholicy poznają, że są chorzy i poznają sposoby postępowania prowadzące do tego aby już nie wracać. Stają się już wtedy całkowicie odpowiedzialni za swoje zdrowienie.
Jak pisałem w grudniowych postach znając dobrze chorobę nie stosowałem podstawowych zasad – m. in. nie zachowywałem pełnej abstynencji i tego nie mogę sobie wybaczyć, a muszę, aby iść do przodu.

Ogólnie napiszę – żeby nabawić się, wejść w uzależnienie, jak twierdzą lekarze i terapeuci muszą zaistnieć przynajmniej dwa z trzech czynników –
    1. Genetyczna skłonność do zachowań typu uzależnianowego. – Nie znaczy to, że wprost dziedziczy się alkoholizm, czy narkomanię tylko pewną podatność tak jak skłonność do zapadania na inne choroby. Osobiście uważam, że czynniki genetyczne, osobowościowe są najbardziej odpowiedzialne za powstanie mechanizmu utraty kontroli np. nad piciem.
    2. Sytuacja rodzinna w młodości wychowanie. – Ja nie zwracałem u siebie na ten czynnik uwagi. Dopiero jak pojechałem na Program Rozwoju Osobistego realizowany przy Instytucie Zdrowia w Warszawie zobaczyłem, że w mojej rodzinie, którą uważałem za normalną miałem małe szanse na normalne dojrzewanie. Program jest treningiem intra- i interpersonalnym, w którym się się w głąb siebie i swoje dzieciństwo. Jest to niesamowite przeżycie. Jak wracałem z jednej sesji ruszyły mnie po drodze, zamiast na sesji, takie emocje, że przez całą drogę płakałem i miałem ochotę wyskoczyć z pociągu. Na szczęście miałem przy sobie signopam, lek na uspokojenie i zrobiło mi się trochę lepiej. Ale po PRO moje życie stało się całkiem inne, nabrało nowego blasku.
    3. Otoczenie środowisko. – Napiszę o tym szerzej, powiem tylko, że liceum i pierwsze studia to w zasadzie piłem przy każdej okazji, zamiast np. podrywam dziewczyny, czy rozwijać się.
Rodzina - źródło - Pixabay.
Opiszę swoje dzieje nie po to aby usprawiedliwiać moje ostatnie zachowani, kiedy byłem i jestem odpowiedzialny za swoje zdrowienie. Zapewne Los, Siła Wyższa, czy Bóg ma jakiś udział, ale głównie JA. Jakbym zdał się na los i nic nie robił nic by z tego nie wyszło. Cuda rzadko się zdarzają, chociaż początek mojej długiej abstynencji, kiedy odechciało mi się po prostu pić, można uznać za cud, któremu później pomogłem.

Ja w tym wątku opiszę swoje dzieje, może kogoś je zainteresują, może ktoś znajdzie podobieństwa do swoich.

Nowy wątek - wstęp.


Pisałem w poście Chcesz to wierz – nie to nie wierz. pisałem, że moja od dawna znajoma Panie Doktor Psychiatra uważa i namawia mnie, ze powinienem opisać całe swoje życie. Może nie jest ono jakieś wyjątkowe, ale na pewno wiele się w nim działo.
Można za pomocą tego opisu m. in. zrozumieć jak doszło do uzależnienia od alkoholu, ale także opiszę inne zdarzenia, które mogą kogoś zainteresować.

piątek, 13 grudnia 2019

Mieszkanie – dziennik 13.12.2019.


Znowu będę się trochę użalać, ale to czasami silniejsze ode mnie. Ten brak ruchów, zajęcia mnie dobija. Tylko to pisanie na dzień dzisiejszy trzyma mnie przy życiu. Opiszę niebawem moje życie do czego namawiała mnie moja Pani Dr psychiatra.
Wysłałem trochę dzisiaj parę odpowiedzi na oferty pracy, ale co z tego. Muszę naprzód wyjść ze szpitala, a skąd wziąć pieniądze na życie – w jednym schronisku dają tylko zupę, a w drugim podobno bardzo ciasno, trzeba by pojechać sprawdzić. A potem nie mam nawet w co się ubrać, żeby pójść na rozmowę. 



 
W ogóle to denerwuje nie to szukanie pracy, wiele razy to robiłem w życiu, tez aktywnie, zamieszczałem swoje ogłoszenia. Ale najczęściej znajdowałem pracę przez przypadek, oczywiście ze swoim udziale.

Często polemizuję z moim znajomym Terapeutą. On twierdzi, że abstynencja to podstawa. Ja się z nim zgadzam, ale bez pieniędzy i mieszkania nic się nie da zrobić.

Miałem co prawda dzisiaj w południe 37,5 stopnia i straszne łamanie w kościach, czyli infekcja jest, ale depresyjne objawy też, jakiś niepokój mam – trudno o spokój w mojej sytuacji, a infekcje pogarszają sprawę. Myślę, że minęły by one szybko jakbym miałem gdzie mieszkać, nie w schronisku i pracę. Już tak kiedyś miałem. Męczyłem się trzy miesiące z depresją po niespodziewanej utracie pracy. Psychiatra, leki, psychoterapia i nic. Jak znalazłem wyjście, zatrudnienie wszystko przeszło za trzy dni.
Teraz wieczorem temperatura 36,6 – nie wiem już co się dzieje.

Mieszkanie – dziennik 13.12.2019.


Znowu będę się trochę użalać, ale to czasami silniejsze ode mnie. Ten brak ruchów, zajęcia mnie dobija. Tylko to pisanie na dzień dzisiejszy trzyma mnie przy życiu. Opiszę niebawem moje życie do czego namawiała mnie moja Pani Dr psychiatra.
Wysłałem trochę dzisiaj parę odpowiedzi na oferty pracy, ale co z tego. Muszę naprzód wyjść ze szpitala, a skąd wziąć pieniądze na życie – w jednym schronisku dają tylko zupę, a w drugim podobno bardzo ciasno, trzeba by pojechać sprawdzić. A potem nie mam nawet w co się ubrać, żeby pójść na rozmowę. 


czwartek, 12 grudnia 2019

Niepewna przyszłość – dziennik 12.12.2019.


Byłem w poniedziałek na przepustce, jakoś się wyrobiłem jakoś się wyrobiłem, a miałem parę sprawa do załatwienia dla siebie i kolegi. Jak się szykowałem na przepustkę wyciągnąłem na chwilę fajną kurtkę granatową jesienną odszedłem na chwilę i już nie ma. Później zostawiłem stary power bank ze starą ładowarką i nie ma. Kupiłem nową ładowarkę i przewód bo to nie wina gniazda, że źle się ładował, teraz ładuje się szybko, łatwiej upilnować. Trzeba cały czas wszystkiego pilnować, to też stres. Teraz ładuje dobrze i szybko. Miałem fajnego kolegę, też uzależnionego od alkoholu, który przypilnował, ale poszedł do domu.




Żona mówi – sam tego chciałeś. I tak i nie

Czuję się coraz gorzej mam jakąś infekcję, ale nie uwierzą i nie wyleczą. U mnie takie infekcje z małymi stanami podgorączkowymi trwają długo i są trudno wyleczalne.
Ja tu zwariuję czuję się coraz gorzej może szajba się pogłębia, nie mogę rano wstać, leżę do obiadu. Nie mam kompletnie apetytu, jestem słaby, stawy rypią, nie mam napędu do działania. Mówiłem Pani. Dr mówi, że się pieszczę. A jeszcze mam uszkodzoną jamę ustną przez kawę i papierosy.

Wygląda na to, że się użalam. Moja znajoma Pani Dr Psychiatra mówi żeby iść do przodu ponieważ użalanie prowadzi do picia. Pisałem o tym w poprzednim poście. Ale jest mi trudno myśleć pozytywnie. Jak pomyślę o schronisku to tracę chęć do życia.




Niepewna przyszłość – dziennik 12.12.2019.


Byłem w poniedziałek na przepustce, jakoś się wyrobiłem jakoś się wyrobiłem, a miałem parę sprawa do załatwienia dla siebie i kolegi. Jak się szykowałem na przepustkę wyciągnąłem na chwilę fajną kurtkę granatową jesienną odszedłem na chwilę i już nie ma. Później zostawiłem stary power bank ze starą ładowarką i nie ma. Kupiłem nową ładowarkę i przewód bo to nie wina gniazda, że źle się ładował, teraz ładuje się szybko, łatwiej upilnować. Trzeba cały czas wszystkiego pilnować, to też stres. Teraz ładuje dobrze i szybko. Miałem fajnego kolegę, też uzależnionego od alkoholu, który przypilnował, ale poszedł do domu.

Chcesz to wierz – nie to nie wierz.




Czasem nie widzę sensu tego pisania, tyle już napisano o chorobie alkoholowej.
Jednak mój znajomy terapeuta pisze do mnie – Każdą refleksję nad drogami do trzeźwości uważam za ważną dla Pana zdrowia. Może Pan jakoś zatrzyma tę autodestrukcję z ostatnich lat. Nigdy nie jest za późno na życie z sensem i w trzeźwości. Trzeźwienie zawsze dla alkoholików było walką o godność, a dla Pana powiedziałbym, że nawet bardziej. Pana doświadczenie może komuś uratować życie.




I jeszcze – I dobrze, grunt to twórczo wykorzystać cierpienie.
To też trochę logoterapia
.
A moja od dawna znajoma Panie Doktor Psychiatra twierdzi, ze powinienem opisać całe swoje życie. Może nie jest ono jakieś wyjątkowe, ale na pewno urozmaicone. Można za pomocą tego opisu zrozumieć jak doszło do uzależnienia od alkoholu.

No to chyba jednak warto.


W poście – Próba analizy powrotów próbowałem zanalizować jak to się dzieje, że pomimo pomimo doświadczenia, wiedzy, umiejętności i jak niektórzy twierdzą inteligencji od paru lat wracam ciągle do picia. Spróbuję ostatnie lata opisać w wątku – Analiza kryzysu, który kiedyś zacząłem.

Teraz patrzę, że w tej ostatniej analizie brakuje podkreślenia podstawowego elementu – po prostu od czasu kiedy zacząłem brać kropelki na alkoholu, o czym wspominałem na stronie – Tadeusz– pomagacz z zamiłowania.

Przede wszystkim przestałem uznawać fakt, że jestem bezsilny wobec alkoholu. Moja P. Dr też to podkreśla.

W ciągu ostatniego okresu wielokrotnie zdarzało mi się wypić bez większych konsekwencji. To znaczy były – lekkie zatrucie, zgubiłem słuchawki, przepuściłem pieniądze, ale nie straciłem pracy i stancji. Ubzdurałem sobie, że mogę pić w sposób prawie kontrolowany, co oczywiście było bzdurą. System Iluzji i Zaprzeczeń działał z całą mocą i pomimo uczoności kontynuowałem eksperymenty z uporem maniaka. Zawsze kończyły się one dużym ciągiem po jakimś czasie, a wtedy już nie wiedziałem co robię, działał system Rozdwojonego Ja. W ciągu byłem całkiem innym człowiekiem – nie bardzo wiedziałem co robię, robiłem głupoty. Trwało to w sumie parę lat a ja ciągle powtarzałem ten schemat. Pisałem w którymś z postów o programach w których uczą alkoholików pić kontrolowanie, ale pisałem też, że w to nie wierzę. Nadmiernie pijący nie muszą być osobami uzależnionymi, ale to zupełnie inna sprawa.
Rozmawiałem wczoraj telefonicznie z moją Panią Doktor. Też wyraźnie podkreśla, że jedyna droga do zdrowia psychicznego i fizycznego to bezwarunkowa abstynencja, a ja ciągle swoje. Wiele ludzi mi pomagało, a niszczę siebie i szkodzę otoczeniu. To wszystko prawda niestety, ciężko mi z tym żyć. Rozmyślam o przeszłości dobrej i złej, nie powinienem teraz trzeba iść do przodu. P. Dr mówi, że takie myśli szkodliwe i prowadzą do picia. A to jak niektórzy mówią samo się myśli i trudno jest mi się takich myśli pozbyć. Mówi jeszcze, że trzeba się cieszyć, że przeżyłem, całkiem nie zwariowałem, ale trudno mi jest w tej chwili się cieszyć tym bardziej, że źle się czuję i pobyt w szpitalu mi szkodzi. Mało mogę tu zdziałać i nie chce mi się działać, takie pisanie przeważnie mi pomagało, więc próbuję.
Dzisiaj na Facebooku nalazłem cytat z Olgi Tokarczuk, naszej Noblistki – Bóg stworzył człowieka z oczami z przodu, a nie z tyłu głowy, co znaczy, że człowiek ma się zajmować tym co będzie, a nie tym co było.

Nie mogę tego wszystkiego tez zrozumieć, że zaczynałem picie pomimo tego, że miałem ostatnio stosunkowo nieźle, a i ma wieloletnie doświadczenie fajnego trzeźwego życia. Kiedy dopadały mnie silne napady depresji, tak że byłem do niczego leczyłem je alkoholem, co oczywiście nie jest żadnym usprawiedliwieniem.

Bezsilni jesteśmy wobec zawodowego boksera, byka, czy niektórych chorób, tak tu jesteśmy bezsilni wobec niektórych substancji lub zachowań.

 
Źródło - Pixabay.

Bezsilność oczywiście nie oznacza, że nie można nic zrobić, nie oznacza bezradności wobec problemu. To niby proste – wystarczy nie pić alkoholu, nie brać narkotyków, nie uprawiać hazardu. Są odpowiednie programy na wyjście, placówki i ruchy samopomocowe np. Anonimowi Alkoholicy.

No to na koniec tego postu jeszcze raz powtórzę - 
 
Dla człowieka uzależnionego nie ma powrotu do kontrolowanego picia, brania czy grania.

Chcesz to wierz – nie to nie wierz. Ja mam przekonanie, że w końcu uwierzę.

nie to nie wierz. Ja mam przekonanie, że w końcu uwierzę.




Chcesz to wierz – nie to nie wierz.




Czasem nie widzę sensu tego pisania, tyle już napisano o chorobie alkoholowej.
Jednak mój znajomy terapeuta pisze do mnie – Każdą refleksję nad drogami do trzeźwości uważam za ważną dla Pana zdrowia. Może Pan jakoś zatrzyma tę autodestrukcję z ostatnich lat. Nigdy nie jest za późno na życie z sensem i w trzeźwości. Trzeźwienie zawsze dla alkoholików było walką o godność, a dla Pana powiedziałbym, że nawet bardziej. Pana doświadczenie może komuś uratować życie.