Tytuł posta to tytuł książki o której dalej wspominam.
Jak pisałem we wstępie tematem tego wątku bloga są różne aspekty radzenia sobie z problemami alkoholowym, będą też moje dygresje.
Nie chciałbym rozpisywać się na takie zagadnienia jak definiowanie i diagnozowanie alkoholizmu czy też źródła i przyczyny.
Jednak trudno by było mówić o radzeniu sobie z problemem bez poznania go chociaż troszkę, więc jednak będę musiał trochę o tych sprawach opowiedzieć. Oczywiście wiele materiałów, informacji jest powszechnie dostępnych - internet, książki.
Będę starał się pisać w taki sposób, żeby
informacje były przydatne do realizacji naszych celów, będę wskazywać jak
wiedzę o nich można wykorzystać
na każdym etapie radzeniu sobie z
problemami alkoholowymi. Będę też odwoływał się do przykładów ze swojego życia.
Nie jest też moim zadaniem podawanie jedynych słusznych rozwiązań .
Celem jest natomiast zachęcenie Czytelnika do samodzielnych poszukiwań, wskazanie możliwych dróg wyjścia.
Trzeba w tym miejscu uczciwie
powiedzieć zainteresowanym o tym,
iż pomimo tego, że zjawisko alkoholizmu jest znane od dość dawna i
opracowane są sposoby terapii, to jednak trzeba przyznać, że cho skuteczność jest coraz wyższa to jest jeszcze stosunkowo mała i myślę, że wskazane jest dalsze
doskonalenie metod postępowania. Mam parę pomysłów na to, ale o tym potem.
Skuteczność psychoterapii w leczeniu alkoholizmu trudno zbadać, szacowana jest na 30-40%. Na podstawie moich obserwacji powiem, że chyba mniejsza. Przy chorobach przewlekłych, a do takich zalicza się uzależnienie od alkoholu jak i inne uzależnienia przyjmuje się, że jest skuteczne jeśli nie ma nawrotu picia przez 5 lat. Ale są przecież nawroty po dłuższym czasie tak jak chociażby u mnie po po dwudziestu paru latach.
W tym miejscu przypomnę, że pisząc - problem alkoholowy mam na uwadze też wszystkich ludzi, ķtórych on dotyka - rodziny, różne służby i instytucje.
Prawie każdy w jakimś okresie życia stawia sobie pytania:
- Czy sposób, w jaki piję alkohol
jest normą czy już poza nią wykracza?
Część osób gdy odpowie sobie na
to pytanie, że normą nie jest zadaje sobie następne pytanie:
– Czy to jest nadużywanie czy może jakaś choroba?
Takie same pytania stawiają sobie myśląc o pijącym bliscy, znajomi, czy też, gdy pracujemy w różnych służbach społecznych myśląc o klientach. Czasami, może częściej zdarza się, że sami pijący zaczynają odczuwać, że z ich piciem jest coś nie w porządku. Na przykład w pewnym momencie zauważają, że ich koledzy piją inaczej, umieją odejść od stolika w trakcie picia, nie mają parodniowych ciągów. Dostrzegają, że to jednak chyba choroba może stali się alkoholikami i przychodzą do pomagaczy mówią, aby z nimi coś zrobić, bo już nie mają siły tak dalej żyć Zwiększyła się wśród społeczeństwa świadomość istnienia choroby alkoholowej, i coraz częściej zdarzają się takie przypadki. Ale uwaga, świadomość istnienia u alkoholika choroby alkoholowej wcale mu nie musi mu przeszkadzać w dalszym piciu.
Ja bardzo wcześnie uznałem, że jestem uzależniony, było mi łatwiej, ponieważ
wzrastałem w otoczeniu farmaceutyczno-lekarskim i miałem dostęp do różnych materiałów. Natknąłem się na książkę Tadeusza Kulisiewicza tytuł chyba Uzależnienie alkoholowe. Była to pozycja raczej dla lekarzy, ale po przeczytaniu jej zrozumiałem, uznałem, że prawdopodobnie jestem chory na chorobę alkoholową. Piszę - uznałem. Niektóre osoby uzależnione używają terminu - przyznałem się do tego, że jestem alkoholikiem, a przecież przyznać się można do grzechu czy przestępstwa, a nie do choroby. Mi ta autodiagnoza nie przeszkodziła w piciu przez następne 10 lat po niej. Pierwszy raz tym problemem zwróciłem się do lekarki akademickiej jak byłem na pierwszym roku pierwszych studiów to było gdzieś w roku 1980.
Inni, kiedy doświadczają złych skutków picia na przykład ulęgają zatruciu alkoholem lub grozi im zwolnienie dyscyplinarne za picie w pracy zgłaszają się po pomoc czasami z oczekiwaniem, aby nauczyć ich pić w sposób nieszkodliwy, kontrolowany, cóż oczekiwać sobie można.
Są co prawda takie terapie, które propagują i stosują tzw. metodę redukcji szkód, ja do tego podchodzę z bardzo dużym dystansem, pisałem kiedyś o tym. Z drugiej strony jak komuś to trochę pomoże to nie wiem - może lepszy rydz jak nic? Pisze między innymi tu.
Jednak część tych osób, które odpowiedziały sobie twierdząco na te pytania lub nigdy ich sobie nie zadawały nie zgłasza się po pomoc, niektórzy nie zgłoszą się nigdy, część umrze w niewiedzy lub będzie Zespół Korsakowa.
Natomiast chyba częściej zgłaszają się po pomoc ich matki, mężowie czy żony, bliscy przyjaciele, instytucje.
U mnie dużo zaangażowania w pomocc przy mojej chorobie wykazywała Babka. Charakter miała ciężki, despotyczny, ale na swój sposób kochała rodzinę. W sprawie mojego picia chodziła do psychiatry i do sądu rodzinnego.
W tym miejscu, jak zresztą i później jeszcze wiele razy będę podkreślał, że lektura książek, rozwiązywanie różnych testów czy też konsultacje przez internet nie zastąpią do końca wizyty u specjalisty lub uczestnictwa w Ruchu AA. Są co prawda osoby, które same z siebie zaprzestały picia i nie piją wiele lat. Nie wierzę jednak, że są do końca szczęśliwe. Będę jeszcze o tym pisał a teraz tylko zaznaczę, iż - abstynencja nie jest celem postępowania w chorobie alkoholowej, jest tylko środkiem. Celem jest uzyskanie trwałej równowagi psychicznej i fizycznej o tym też szerzej potem zresztą dawno temu o tym pisałem muszę tylko to odnaleźć
Jak mamy grypę idziemy do lekarza,
choć oczywiście wstępnie często
sami się diagnozujemy, ale lekarz
stwierdza ostatecznie czy to grypa
czy zwykłe przeziębienie. My jednak dalej, pomimo tej diagnozy możemy uznać, że mamy grypę lub możemy uznać, że jej nie mamy albo uznać chorobę, a nie zaakceptować
zaproponowanego sposobu leczenia
i nie stosować go narażając się na
powikłania i może śmierć .
Pisząc tego wielokrotnie zastanawiam się czy nie przyczyniam się do tego, że ktoś zrezygnuje z wizyty u specjalisty,
uzna, że już wszystko wie, ale z drugiej strony mam nadzieję, iż jego lektura może stać się właśnie zachętą do takiej wizyty.
Może jakbym przeczytał taki blog prawdopodobnie nie byłoby nawrotu picia? Ale gdyby ciocia miała wąsy...
Taka wizyta u fachowca szczególnie pierwsza często nie jest łatwa i może ten
blog pozwoli komuś na oswojenie się z problemem, poza tym nie zawsze jest łatwo dotrzeć do specjalisty. Podobnie często pierwszy miting AA może być trudny. Czasami kobieta mieszkająca na dalekiej wsi,
której mąż pije jest tak uwiązana przy gospodarstwie, przy dzieciach, że czytanie gdzieś ukradkiem
książek na te tematy jest czasem prawie
jedyną metodą, którą może, czy umie zastosować przynajmniej na początku.
Też może być problem z dostępem do ekspertów dla osób mieszkających zagranicą, ale prawie w każdym kraju działają grupy AA.
Pojęcia alkoholik, alkoholizm używane stosunkowo od niedawna, ale od
bardzo dawno zauważano, że część
ludzi pije alkohol w sposób bardzo szkodliwy dla siebie i otoczenia. Nie badano istoty tego zjawiska. Wyróżnić za to można by dwa podejścia do sposobu traktowania osoby uzależnionej, zresztą myślę, że oba z nich w gruncie rzeczy mimo postępu nauki przetrwały do dnia dzisiejszego, oczywiście nauka nie traktuje dzisiaj alkoholizmu jako grzechu, ale uważam, że spora część społeczeństwa tak go traktuje. Zaskakujące może być to, iż traktuje go tak wielu samych trzeźwiejących alkoholików.
Dawniej alkoholizm traktowano jako opętanie przez jakąś siłę tajemniczą /czy ktoś normalny może sobie tak szkodzić?/, albo niedostatki moralne u alkoholików.
Zresztą właśnie Grzech czy choroba? to tytuł książki Wiktora Osiatyńskiego gdzie autor zwraca uwagę na te dylematy. Ja uważam, że na początku osoba uzależniona nie zdaje sobie sprawy z istnienia choroby. Jednak później gdy pozna mechanizmy uzależnienia, sposoby radzenia sobie z nią, ale nie stosuje ich to już będzie grzech czy raczej błąd, uchybienie i powrót do picia będzie jej winą, trudno wtedy obwiniać chorobę, tak jak było u mnie - zaniedbanie mimo wiedzy o chorobie.
Po pierwsze przestałem przestrzegać jednego z zaleceń dla zdrowiejących alkoholików, któro sugeruje, żeby nie stosować leków, które zawierają alkohol.
Po drugie - przestałem uczestniczyć w mitingach AA. Kiedy zacząłem prowadzić zajęcia dla osób z problemem alkoholowym, a potem pracować jako asystent rodziny nie chodziłem na mitingi ponieważ nie chciałem, aby klienci myśleli, że ich śledzę itp. Jednak miałem samochód i mogłem jeździć do ościennych miast.
Uświadamiano więc sobie problem od dawna, a wraz z podjęciem badań tego zjawiska zaczęto je diagnozować. Stwierdzono, iż ponad wszelką wątpliwość również
alkoholicy nie są tacy sami/Kinney, Leaton 1996, s. 63/.
W następnym poście trochę sobie jeszcze podfiniujemy.